Będzie odstrzał w mieście?
Nad ranem stado dzików spacerujących po placu Ratuszowym zauważył portier. Zwierzyna wybrała sobie pobliski park, a akcja odłowu zakończyła się połowicznym sukcesem. Mieszkańcy żartują, że zwierzęta chciały dostać się do magistratu, ale sytuacja jest poważna. Zdaniem leśniczego, wycieczki dzików do centrum miasta wkrótce mogą stać się zjawiskiem powszechnym.
Do niecodziennej wizyty dzików w centrum Bielska-Białej doszło we wtorek (por. nasz artykuł Nagonka na dziki w środku miasta - foto). Kilka minut przed godz. 4.30 zwierzynę zauważył portier stróżujący w Ratuszu. Sześć dzików udało się do ratuszowego parku, gdzie upodobało sobie prywatną działkę, na której jest parking. Tam do akcji wkroczyli strażnicy miejscy.
Poszły w miasto
Dzięki współpracy z firmą budowlaną prowadzącą prace przy ul. Stojałowskiego, z pomocą ciężkiego sprzętu udało się postawić szczelny płot, odcinając zwierzynie drogę ucieczki. Na miejsce wezwano firmę weterynaryjną, która za pomocą tzw. strzelby Palmera rozpoczęła kilkugodzinną akcję usypiania dzików. W trakcie ostrzału dwa rozjuszone osobniki zdemolowały płot zagradzający im drogę ucieczki i „poszły w miasto”.
Całość akcji nadzorowali bielscy urzędnicy. Mimo jej połowicznego sukcesu, obecny na miejscu szef wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego pozytywnie wypowiada się o pracy służb weterynaryjnych. - Dziki to gruboskórne zwierzęta, więc siłą rzeczy igły ze środkiem usypiającym albo się łamały, albo wyginały. Dwa osobniki rozjuszone ostrzałem zdemolowały ogrodzenie, ale cztery zostały odłowione i wywiezione do lasu. Nie dopuściliśmy do żadnego zagrożenia dla mieszkańców - podkreśla naczelnik Tadeusz Januchta.
Winny jest leśniczy?
Urzędnik nie przypomina sobie, kiedy ostatni raz dziki zapuściły się tak głęboko do centrum miasta. - W zeszłym roku jeden zabłąkał się w okolicy Sfery, ale najprawdopodobniej dostał się tam korytem rzeki - opowiada naczelnik. Jego zdaniem, za coraz większą zuchwałość dzików odpowiada Nadleśnictwa Bielsko. - Od lat domagamy się zwiększenia odstrzału dzików, na co nie godzi się nadleśniczy - denerwuje się Tadeusz Januchta.
Służby weterynaryjne komplementuje również obecny na miejscu Zdzisław Szwabowicz, kierownik miejskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Przekonuje, że akcja przebiegała prawidłowo. - Takie działania wymagają cierpliwości. Nie było możliwości użycia broni myśliwskiej, bo znajdowaliśmy się w centrum miasta. Wtedy egzamin zdaje broń Palmera - twierdzi.
Wyprawy na wysypiska
Z urzędnikami polemizuje nadleśniczy Hubert Kobarski, który przywołuje przykład Katowic, gdzie w 2014 roku prezydent wydał pozwolenie na prowadzenie odstrzału dzików w mieście. - Oczywiście, wszystko odbywa się z udziałem wykwalifikowanego myśliwego w obstawie policji lub straży miejskiej, która zabezpiecza teren - wyjaśnia. Tego typu rozwiązanie nadleśniczy miał przedstawić podczas wczorajszego spotkania z wiceprezydentem Waldemarem Jędrusińskim.
Równocześnie szef Nadleśnictwa Bielsko zapewnia, że odstrzał dzików prowadzony jest na terenie Lasów Państwowych zgodnie z zapotrzebowaniem, a koła łowieckie regularnie otrzymują zgodę na zwiększenie liczby odstrzeliwanej zwierzyny. Jego zdaniem, problem leży gdzie indziej. - Miasto dla dzikiej zwierzyny jest wielkim nęciskiem. Obecnie dziki przy zaniku gospodarki rolnej szukają pożywienia na wysypiskach oraz zjadają owoce z przydomowych ogródków - tłumaczy nadleśniczy Kobarski.
Bartłomiej Kawalec
Komentarze 30
Za parę dni będzie po kłopocie. A kilka rodzin chciało tylko złożyć petycję Prezydentu na wycieraczce :))
Chrum, chrum...
Ludzie wchodzą na tereny zwierząt i się dziwią czemu tam się zwierzęta pojawiają..... one tam zawsze były - człowiek wszedł i się dziwi co jest nie tak.... głupota ludzka nie zna granic
Ot filozofia
Czyli zagrożenie jest realne,
pozdrawiam
Gdyby nie udało się przepchać tych projektów, Rada Miejska powinna zastanowić się nad zakupem opancerzonych wiat przystankowych oraz budowę pancernych toalet publicznych dla bezpieczeństwa mieszkańców.

Klauzula informacyjna ›