Według wstępnych planów, piknik lotniczy w Aleksandrowicach miał odbyć się w ostatni weekend sierpnia. Bielskie wydarzenie nie jest jednak w stanie konkurować z Air Show w Radomiu. - Myśliwce oczywiście latają przy deszczowej pogodzie, ale nie wykonują pokazu przy podstawie chmur na poziomie 200 metrów - tłumaczy prezes Aeroklubu Bielsko-Bialskiego Jerzy Oślak.

XIV Międzynarodowy Piknik Lotniczy, który odbył się w miniony weekend okazał się klapą. W sobotę przy pochmurnym niebie organizatorom udało się przeprowadzić pokazy z udziałem tzw. samolotów lekkich, ale pomimo wielogodzinnego oczekiwania na poprawę pogody, dowództwo Sił Powietrznych RP nie zdecydowało się poderwać pary myśliwców F-16. Następnego dnia deszczowa aura utrudniła nawet pokaz statyczny samolotów.

Kalendarz trzeba dopasować

Widzowie byli rozczarowani i organizatorów imprezy zalała fala krytyki. Władzom Aeroklubu Bielsko-Bialskiego dostało się m.in. za wrześniowy termin pikniku. Czy słusznie? - Biało-Czerwone „Iskry” praktycznie co weekend latają na pokazy krajowe i zagraniczne. My zgłaszamy swoje propozycje, ale często musimy się dostosować do ich kalendarza - twierdzi prezes ABB Jerzy Oślak. Tak więc termin organizacji imprezy jest w dużej mierze zależny od dostępności zespołów, które mogę do nas przylecieć.

Według wstępnych planów, ABB chciał zorganizować piknik w ostatni weekend sierpnia. - Okazało się jednak, że mimo wszystko Air Show w Radomiu odbędzie się. To wydarzenie, z którym nigdy nie będziemy w stanie konkurować - słyszymy. Nie ma innych wolnych terminów wakacyjnych? - Początek wakacji nie wchodzi w rachubę, bo to okres, kiedy odbywa się najwięcej tego typu imprez - odpowiada prezes Oślak.

Góry w obszarze latania

Prezes aeroklubu odpiera również zarzuty internautów, którzy sugerowali, że F-16… nie rusza z hangaru podczas deszczu. - Myśliwce oczywiście latają w deszczową pogodę, ale gdy realizują zadania bojowe. F-16 poruszający się z prędkością ok. 400 km/godz. wykonuje manewry w promieniu kilku kilometrów. Tymczasem niedaleko naszego lotniska znajdują się wzniesienia na poziomie 700 metrów i wyżej, które wchodzą w ich obszar latania. Przy manewrowaniu myśliwców podstawa chmur powinna być więc wyżej niż góry - tłumaczy nasz rozmówca.

Podobny problem wystąpił w przypadku odwołanego pokazu Biało-Czerwonych „Iskier”. - Jest to zespół akrobacyjny składający się z sześciu samolotów. Niektóre ich figury wykonywane są przy dużej prędkości, a odległości między samolotami są niewielkie. Tutaj również piloci muszą mieć świetną widoczność.

Potrzebny betonowy pas

Pogoda potrafi zepsuć pokazy z udziałem szybkich maszyn wojskowych. Dlaczego więc wiedząc o tym, organizatorzy nie zaprosili na piknik czeskiej grupy rekonstruktorów Pterodaktyl, która w ostatnich latach zdobyła uznanie bielskiej publiczności? - Chcieliśmy ich zakontraktować, ale nie udało się zgrać naszych kalendarzy. Ostatecznie postawiliśmy na F-16, „Iskry”, Artura Kielaka i Macieja Pospieszyńskiego. Postaramy się, by czescy piloci pojawili się u nas za rok - przekonuje Jerzy Oślak.

Prezes aeroklubu dodaje, że z powodu deszczowej aury były problemy z tzw. pokazem statycznym odbywającym się na płycie lotniska. - Nie przyleciał do nas An-28 należący do Marynarki Wojennej, pogoda utrudniła przylot wielu innym mniejszym maszynom. Ze względu na grząski grunt były kłopoty ze startem i lądowaniem. Rozwiązaniem byłoby utwardzenie pasa startowego. Cały czas myślimy nad tym intensywnie - zapewnia szef ABB.

Bartłomiej Kawalec

Foto: Piotr Bieniecki (Dni NATO w Ostrawie)