Ostra bójka na placu budowy
Kilka dni temu pisaliśmy o mało znanych faktach dotyczących budowy zapory w Wapienicy (Jak magistrat zadłużył miasto). Okazuje się, że z budową obiektu, który później otrzymał imię prezydenta Ignacego Mościckiego, związana jest nie tylko totalna klapa finansowa ówczesnego magistratu. To także miejsce, gdzie doszło do awantury Ślązaków z góralami.
Kwiecień 1931 roku. Roboty na budowie zapory w Wapienicy trwają w najlepsze. Na miejscu pracuje ekipa firmy Dychergoff und Widman z Drezna. W tym czasie na świecie trwał wielki kryzys ekonomiczny. Wielu ludzi poszukiwało pracy, a najprostszym sposobem uzyskania posady było udanie się bezpośrednio do pracodawcy.
Nie mieli co do garnka włożyć
Właśnie z tym zamiarem na plac budowy w dużej grupie osób przyszli Franciszek G., Jan B., Józef B., Jan Z. oraz Karol K. Tylko jeden z nich miał kryminalną przeszłość, gdyż został dwukrotnie skazany przez bielski sąd grodzki. Pozostali mieli czyste kartoteki. Łączyło ich jednak to, że po pierwsze byli bezrobotni, a po drugie nie mieli co włożyć do garnka. Ich sytuacja ekonomiczna z pewnością przyczyniła się do tego, co wydarzyło się tego feralnego dnia.
13 kwietnia 1931 roku w godzinach popołudniowych blisko stu bezrobotnych z Bielska i okolic starało się o przyjęcie do pracy przy budowie zbiornika w Wapienicy. Pracodawca nie miał jednak dla nich żadnej propozycji i wszyscy zostali odesłani z kwitkiem. Kilku mężczyznom taka decyzja się nie spodobała. Problemem jednak nie okazała się sama odmowa, lecz… pochodzenie robotników pracujących na budowie.
Wśród pracowników drezdeńskiej firmy było osiem osób spoza województwa śląskiego. Takiego stanu rzeczy nie chcieli zaakceptować bezrobotni. - Dlaczego w Bielsku przy budowie lokalnej zapory pracują obcy? - pytali coraz natarczywiej. Gdyby tylko skończyło się na wrogich okrzykach? Grupa bezrobotnych, którzy byli rodowitymi Ślązakami, udała się do kamieniołomu. Mężczyźni wezwali do siebie trzech robotników pochodzących z Porąbki, Rzeszowa i Targanicy i nakazali, by natychmiast opuścili miejsce pracy.
Został pobity przez górali
Przepychankom towarzyszyły wyzwiska. Franciszek G. podburzał tłum bezrobotnych, krzycząc: - Wynoście się stąd górale, byście się więcej nie pokazywali! Skutek był natychmiastowy. Do bitki rzucili się inni rodowici Ślązacy. W krótkim czasie na placu budowy zjawiły się patrole policji. Mundurowi zaapelowali do tłumu, aby opuścił teren budowy.
Ale Jan B. i Józef B. mieli inne zamiary i stawiali policjantom silny opór. Wykrzykiwali pogróżki w stronę funkcjonariuszy, zarzucając im… obronę burżujów. Jeden z awanturujących się miał dodatkową motywację do rozróby z robotnikami. W policyjnych archiwach odnotowano, że w przeszłości został pobity przez górali. - Teraz muszę się odwdzięczyć - groził.
Policjanci telefonicznie wezwali posiłki. Część zatrzymanych zawieziono do aresztu, a pozostałą grupę wylegitymowano. Niektórzy bezrobotni w popłochu uciekli z placu budowy, ale wizja pozbawienia wolności nie przestraszyła krewkich Jana B. i Józefa B., którzy dążyli do zemsty na góralach.
Ustawka na drodze
Awanturnicy zgromadzili się ponownie na drodze wojewódzkiej, tuż przy placu budowy, gdzie oczekiwali na powracających z pracy robotników. Wylegitymowali kolejnych nadchodzących mężczyzn, stwierdzając, że dwóch z nich nie ma śląskiego pochodzenia. Natychmiast rzucili się na nich i dotkliwie pobili.
Wśród atakujących był również niejaki N. z Jaworza. Jeden ze świadków zeznał później, że kiedy tylko ów N. dowiedział się, że chodzi o górali, począł bić nie tylko ich, ale także każdego, kto stanął w ich obronie. Odgrażał się nawet, że jest w stanie ich podpalić.
Bielska policja zatrzymała trzech mężczyzn. Jeden z nich potwierdził tylko to, że chciał, by wypędzono nieśląskich robotników, ale dwóch kolejnych nie przyznało się do pobicia. Mundurowi w obawie przed mataczeniem w śledztwie postanowili wszystkich osadzić w areszcie. N. z Jaworza był nieuchwytny. Czy został w końcu zatrzymany? Tego nie wiemy, gdyż w archiwum nie zachowały się dokumenty wyjaśniające epilog tej sprawy.
Alan Jakman
Na zdjęciu: widok przegrody w czasie budowy od strony doliny Wapienicy. Widoczny elewator podnoszący beton w mur przegrody, fot. NAC.
Komentarze 26
kie jus byś kcioł godaj a niy pisaj po nasymu to pisuj 'tys górol' a niy 'tyz góral', nale s Wami trza godaj 'po pajsku' to ..
pokontynuuję językiem literackim.
Nie, granica regionów to nie mur, a Podbeskidzie mi jak najbardziej odpowiada, na pewno w przypadku miasta, chociażby z przyczyn praktycznych, bo miasto to części dwóch historycznych regionów. Z Podbeskidziem mam jednak taki problem, że nikt nie wie jakie są jego granice, bo to po prostu nie region historyczny czy geograficzny a obszar społeczno-gospodarczy o bliżej nieokreślonych granicach.
@ben
tak, przyszłość na pewno to rozstrzygnie
uważaj bo Ci wyjdzie zaraz Podbeskidzie kończące się nawet nie na rogatkach miasta ale trochę wcześniej
byłe śląskie Bielsko jest byłe bo nie istnieje od 1951 roku. A Bielsko-Biała czy w skrócie Bielsko obecnie może być nazywane 'małopolskie Bielsko'. Nie akceptujesz tego ? To nie narzucaj 'śląskie Bielsko', bo oba określenia mają takie samo prawo.
historie 'dziwne' o których opowiadam, m.in. o wyrzucaniu Polaków na bruk w Bielsku/Bielitz są faktem, wystarczy sięgnąć do opracowań dr Jerzego Polaka (Cesaroka z pochodzenia), a Twoje informacje o działaniach Grażyńskiego przyklejane do autonomicznego przedwojennego miasta Bielsko mają się nijak. W Bielsku działała komisja oświatowa kwalifikująca do szkół, wystarczy że polskie dziecko umiało zmówić 'pacierz' po niemiecku, a pomimo tego że było Polakiem i tak się wraz z rodzicami deklarowało, komisja przypisywała go do niemieckojęzycznej szkoły. To są fakty.
Takie same fakty jak bojówki HJ'ów napadające na polskie dzieci idące do szkoły na Straconce, w IIRP. A to już fakty z mojej rodziny.
IIRP w Bielitz ?? Zorganizowany społeczny terror, wykluczanie za polskość, przyzwolenie na działalność JDP i ruch ślązakowski, pseudonarodowców wspólnie z niemieckimi Ślązakami witający wkraczający do Bielitz i Białej Krakowskiej Wehrmacht. Listy proskrypcyjne itd., itp.
Co do nas górali to podejście 'Miemców', bo tak nazywaliśmy tych po drugiej stronie Białki było jednoznaczne i w komentarzach kilkukrotnie przedstawione.
nieistniejące Bielsko (lewobrzeżna część Bielska-Białej) należała i należy do Śląska Cieszyńskiego, prawobrzeżna cz. Bielska-Białej ( nieistniejąca Biała Krakowska) należała i należy do Małopolski. Samo Bielsko-Biała ludnościowo jest różnicowana jak każde duże miasto i określanie, kto jest kim jest tak zróżnicowane obecnie, że mija się to z celem.
Niemniej jednak krainy historyczne, a tylko takie mają nazwę Śląsk, Mazowsze czy Małopolska (woj. śląskie Śląskiem jest tylko w połowie) zostały ukształtowane przez wieki, a w naszym wypadku granica pomiędzy dwiema z nich przebiega na rzece Białej.
nie sądzę żeby było to przypisanie administracyjne. Z okolic Rzeszowa mógł to być przedstawiciel Łemków. To również górale, co do pozostałych wymienionych jest to bezsprzeczne. Tym bardziej biorąc pod uwagę siłę przedwojennych ruchów góralskich funkcjonujących aż po Wilkowice w naszym wypadku.
Jeśli sprawa dotyczy czegoś pozytywnego - podaję nazwiska. W przypadku, kiedy wydarzenia mają wydźwięk negatywny, tego nie robię. Chyba, że sprawy dotyczą osób publicznych, ale to już osobna kwestia.
nie wiem jak ma Pan dylemat. Tekst dotyczy byłego, nieistniejącego Bielska, czyli lewobrzeżnej części Bielska-Białej, a ta część była i jest śląska. Prawobrzeżna część to była Biała Krakowska z przyległościami, a to dalej jest i była Małopolska.
Nastawienie Cesaroków /Ślązaków Cieszyńskich/, do nas Małopolan, w tym do górali było zawsze negatywne, czy wręcz obraźliwe. A do 1945 roku w Bielsku (nie w Bielsku-Białej) dominowali Ślązacy, niemieckiego i polskiego pochodzenia jak również CI którzy wyznawali teorię 'ślązakostwa' czyli śląsko-narodowego pochodzenia.
W tym samym okresie IIRP w Bielsku/Bielitz można było być wyrzuconym 'na bruk' /dosłownie/ za posłanie dziecka do polskojęzycznej szkoły. Kto kogo wyrzucał ? Proszę sobie samemu odpowiedzieć. Może i tych wątków dotknie w swoich publikacjach pan Alan Jakman.

Klauzula informacyjna ›