Za rok, dokładnie 1 lipca, rozpocznie się w Bielsku-Białej kolejna rewolucja śmieciowa: odpady będziemy zmuszeni segregować dokładniej niż obecnie, a za ich wywóz zapłacimy dużo więcej. Rada Miejska przyjęła już w tej sprawie odpowiednią uchwałę.

Dokument zaakceptowany przez radnych jest bardzo szczegółowy. Precyzyjnie wyliczono w nim aż 15 rodzajów odpadów podlegających segregacji. Są to: przeterminowane leki i chemikalia, stare baterie i akumulatory, wyeksploatowany sprzęt elektryczny i elektroniczny, papier i tektura, tworzywa sztuczne, metale, szkło, meble, odpady budowlane, popiół, zużyte opony, opakowania wykonane z kilku różnych materiałów, tzw. odpady zielone, inne odpady komunalne ulegające biodegradacji oraz odpady komunalne, które biodegradacji nie ulegają. Dodatkowo to, co po posegregowaniu nam jeszcze mimo wszystko zostanie, powinniśmy przygotować do odbioru oddzielnie: chodzi m.in. o stare buty, potłuczoną porcelanę, zużyte podpaski i inne materiały higieniczne, a nawet popiół z papierosów.

Piętnaście pojemników?

Tyle teoria, wszystko i tak zweryfikuje życie. - Piętnastu różnych pojemników przed blokami raczej nie będzie, wystarczy kilka. Nikt też nie zmusi palaczy, by już w popielniczce oddzielali celulozowe pety od popiołu papierosowego - śmieje się pragnący zachować anonimowość fachowiec, którego poprosiliśmy o komentarz. Nasz rozmówca ma wieloletnie doświadczenie, pełnił kierownicze funkcje w różnych przedsiębiorstwach zajmujących się wywozem, przeróbką i utylizacją odpadów.

 - Bardzo dobrze, że uchwała jest. To nie wymysł Ratusza, lecz konsekwencja rozporządzenia Ministerstwa Środowiska o selektywnej zbiórce odpadów. Gonimy pod tym względem Europę Zachodnią, nadrabiamy zaległości. Wątpliwości budzi jednak sposób prowadzenia gospodarki komunalnej w Bielsku-Białej - twierdzi ekspert.

Monopolista rządzi

Odbiorem odpadów od mieszkańców stolicy Podbeskidzia zajmuje się firma Suez. Znaczące udziały ma w niej miasto. - Selektywna zbiórka odpadów komunalnych jest premiowana niższą opłatą - czytamy na stronach internetowych spółki. - Słowo „niższa” oznacza tylko tyle, że mniej zapłacimy za śmieci posegregowane niż za zmieszane. A w przyszłym roku, mimo że przybędzie nam obowiązków, i tak wszyscy będziemy musieli pogodzić się z podwyżkami - tłumaczy nasz rozmówca.

Jego zdaniem, wynika to z faktu, że Suez jest monopolistą. - Obsługuje całe miasto, nie ma żadnej konkurencji, może dyktować własne warunki i opłaty. Gdyby podzielono Bielsko-Białą na rejony byłaby konkurencja. Ale władze samorządowe tego nie chcą. W innych miejscowościach w poszczególnych dzielnicach lub sektorach działają różne, współzawodniczące ze sobą cenowo firmy. Wszyscy mieszkańcy płacą do kasy miejskiej tyle samo, a pieniądze są dzielone między przedsiębiorstwa, którym zależy na obniżce kosztów i które muszą być innowacyjne.

Nikt inny nie ma szans

 - Suez wygrywa przetargi, ale startuje w nich sam. Nikt inny nie ma szans, bo bez sensu jest tworzenie potężnej infrastruktury na krótki okres. Na wydzielonym obszarze byłoby to możliwe i ekonomicznie zasadne. Powstałaby konkurencja, byłby ruch w interesie, cięcie kosztów. Z punktu widzenia sprawujących władzę mniejsze firmy mają jednak podstawową wadę: brak w nich zazwyczaj stanowisk nadających się obsadzenia z partyjnego lub innego, politycznego nadania - słyszymy.

Ile dokładnie zapłacimy za odbiór śmieci według nowych zasad, jeszcze nie wiadomo. Zmiana stawek nastąpi w przyszłym roku. - Sądzę, że wzrosną one o jedną trzecią - mówi nasz ekspert, ale zastrzega, że się może mylić. W jedną albo drugą stronę.

Marek Żuliński