Dzięki zmianom przepisów wkrótce legalne będzie instalowanie wyświetlaczy odmierzających czas pozostały do zmiany świateł na skrzyżowaniach. Brak wytycznych był jednym z głównych powodów, dla których sceptycznie do pomysłu odnosił się prezydent Jacek Krywult. Ale pomimo zmiany prawa, w Bielsku-Białej sekundników na ulicach raczej nie będzie. Dlaczego?

Dotychczasowe przepisy nie regulowały zasad instalowania wyświetlaczy czasu, jaki pozostał do zmiany świateł na skrzyżowaniu. Mimo to obecnie na terenie kraju tzw. sekundniki można spotkać w około 30 miastach. Teraz zarządcy ruchu będą mogli montować takie urządzenia zgodnie z prawem.

Wyświetlacze zgodnie z prawem

Prawo zostało zmienione rozporządzeniem ministrów spraw wewnętrznych i administracji oraz infrastruktury i budownictwa. Zgodnie z przepisami, sekundniki mogą być instalowane m.in. na drogach zarządzanych przez prezydenta miasta na prawach powiatu, czyli także w Bielsku-Białej. Rozporządzenie nie tylko zezwala na montaż wyświetlaczy, ale także określa warunki techniczne umieszczania tych urządzeń oraz wprowadza wymagania techniczne i funkcjonalne.

 - Informacja z wyświetlaczy czasu wykorzystana przez kierujących pojazdami może oddziaływać na sposób i technikę ich jazdy, a więc może również wywierać pozytywny wpływ na środowisko, ze względu na zmniejszoną ilość zużytego paliwa, a tym samym niższą emisję CO2 - podkreślono w uzasadnieniu rozporządzenia, które wejdzie w życie 30 dni po publikacji w Dzienniku Ustaw.

Ekspert jest sceptyczny

To właśnie brak odpowiednich przepisów był jednym z powodów, dla których w Bielsku-Białej nie zdecydowano się na rozwiązania z powodzeniem funkcjonujące na ulicach Torunia, Grudziądza czy Olsztyna. - Z moich informacji wynika, że liczniki czasu instalowane są niezgodnie z przepisami - mówił prezydent Jacek Krywult w odpowiedzi na interpelację radnej Agnieszki Gorgoń-Komor (PO), która dwa lata temu domagała się instalacji wyświetlaczy, przekonując, że sekundniki poprawią stan bezpieczeństwa na drogach.

Innego zdania jest radny Bronisław Szafarczyk, który twierdzi, że sekundniki mogą zwiększać… zagrożenie na drogach. - Gdy widzimy, że do zapalenia się czerwonego zostały trzy sekundy, to przyśpieszamy zamiast hamować - mówi. Nasz rozmówca w ostatnim czasie na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa brał udział w przygotowaniu wytycznych do nowego rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych, czyli tzw. czerwonej książki.

Komputer zmienia światła

 - Zespół negatywnie ocenił stosowanie wyświetlaczy czasu. Takie zastosowanie może się sprawdzać jedynie w ruchu wahadłowym, gdy mamy do czynienia ze zwężeniem drogi - tłumaczy Szafarczyk. Zdaniem radnego PiS, który jest inżynierem drogownictwa oraz audytorem bezpieczeństwa ruchu drogowego z certyfikatem Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, sekundników na bielskich skrzyżowaniach raczej nie będzie także z innego powodu.

 - Ponad 99 proc. skrzyżowań w mieście posiada sygnalizację akomodacyjną, gdzie pod nawierzchnią ulicy zatopione są pętle indukcyjne lub obok sygnalizatorów znajdują się kamery. Ich zadaniem jest analiza natężenia ruchu i dobieranie najlepszego programu pracy sygnalizacji w danym momencie. W praktyce nie potrafimy przewidzieć, za ile sekund komputer postanowi zapalić światło czerwone. Sekundniki mogą być stosowane jedynie na skrzyżowaniach z sygnalizacją stałoczasową, a takich w Bielsku-Białej mamy nie więcej niż pięć - kończy Bronisław Szafarczyk.

Bartłomiej Kawalec