Spotkanie z milionerem brzmi nieco jak amerykański sen chłopaka z Bystrej koło Bielska-Białej. Ale jak nazwać sytuację, gdy nikomu nieznany człowiek zza oceanu realizuje swój amerykański sen za kierownicą rolls-royce’a?

Jan Leszek Ryś to bardzo barwna postać. Jego życie to gotowy scenariusz na film, ba, i to nawet niejeden. Człowiek renesansu, projektant-plastyk, wynalazca, pisarz, dziennikarz, fotograf. W swoim życiu zwiedził niemal wszystkie kontynenty. Wiedziony chęcią poznania nowego, trafił jako reporter do USA. I tu zaczyna się szczęśliwy dla naszego bohatera splot wydarzeń.

Współpraca z NASA

Ledwie postawił bowiem nogę na amerykańskiej ziemi, a już w eter poleciała informacja, że oto przyleciał Polak z zamiarem kupienia słynnego wahadłowca Challenger! Prawda była odległa od famy. Owszem, szukał challengera, ale jako urządzenia technicznego. Młody wówczas Leszek dołączony został jako partner handlowy NASA. Taka zabawna gafa, ale znajomości raz nabyte zaowocowały w przyszłości.

W 1983 Leszek przebywał w Nowym Jorku. Znajomy zaangażował go w przebudowę statku. Honorarium nie dość, że zawrotne dla człowieka zza żelaznej kurtyny, to jeszcze w twardej walucie. Joseph złożył po wykonanym zleceniu podziękowanie, które zostało opublikowane w prasie, a dzięki temu posypały się kolejne zlecenia - a to naprawić porsche, a to coś interesującego zaprojektować.

Fotoreporter „BUNTE”

Po tym czasie Leszek rozpoczął współpracę z niemieckim „BUNTE” (odpowiednik amerykańskiego „Vogue’a”). Zdecydowało o tym środowisko kreatorów mody i modelek, z którym zaprzyjaźnił się wcześniej, w 1981 roku w Londynie. Wówczas to Leszek, będąc dyrektorem Bielskich Zakładów Futrzarskich, prezentował własne kreacje na London Fashion Exhibition. W wyniku współpracy Leszek wyjechał jako korespondent prasowy do Stanów. I tak wiedziony informacją, że na Palm Beach na Florydzie zapowiada się proces siostrzeńca Kennedy’ego, Williama Smitha, podejrzanego o morderstwo, pojechał zapolować na ciekawy materiał do gazety. Legitymacja prasowa znanego czasopisma pomogła.

Spotkanie z milionerem

W tamtym okresie służył nadal fachową radą bogatym mieszkańcom Florydy w temacie wystroju wnętrz. Panowała wówczas moda na renesansowe, pełne przepychu dekoracje, a Leszek świetnie orientował się w zdobniczych niuansach epok. W taki sposób poznał przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, choć wtedy zapewne nikt nawet nie pomyślał o tym bez przymrużenia oka.

Do dziś Leszek wspomina tamto spotkanie i wrażenie, jakie wywarł na nim milioner. Charyzmatyczny, lubiący przepych, niezwykle pewny siebie, bardzo pracowity, już wtedy z ogromnymi sukcesami finansowymi. Bardzo imponował projektantowi z PRL. I to jedno ujęcie, na którym Donald Trump stoi na tle swojego rolls-royce’a, zostało opublikowane w „BUNTE”. Pisano wówczas o Trumpie, że kupił na Palm Beach kicz - niegustowną posiadłość ze stu pięćdziesięcioma pokojami, które miały służyć bogaczom. Polski dekorator miał swój udział w doprowadzeniu tej kuriozalnej budowli do stanu, w którym mogli z niej korzystać zamożni goście.

Amerykański sen

Spotkanie z milionerem brzmi nieco jak amerykański sen chłopaka z Polski, ale jak nazwać sytuację, w której nikomu nieznany człowiek zza oceanu realizuje swój amerykański sen za kierownicą rolls-royce’a?

Agnieszka Ściera (2BStyle)

Na zdjęciu tytułowym: fotografia D. Trumpa wykonana dla niemieckiego „Bunte”. Foto: Jan Leszek Ryś. Skan stron z niemieckiego pisma „Bunte” (zdjęcia budynku i wnętrza: Pandis, Roberto Schezen z książki „Palm Beach Houses”).