To  najbardziej uroczyste święto w kalendarzu pasterskim i długo oczekiwana przez pasterzy chwila - wyjście na hale, na redyk. W długi majowy weekend odbywa się obrzęd miyszanio łowiec, któremu w Koniakowie przyglądają się setki miłośników folkloru beskidzkiego.

Przygotowania do redyku zaczynają się już w marcu. Wtedy baca ugadza się z właścicielami hal i gazdami (właścicielami owiec) co do zapłaty. Najczęściej formą wynagrodzenia jest ser oraz skoszarowanie, czyli użyźnienie hali. Okazuje się bowiem, że owce to najlepsze kosiarki, na dodatek ekologiczne, bo „koszą” praktycznie bezgłośnie. Tym samym pomagają w zachowaniu tzw. bioróżnorodności terenów górskich. Ich racice, dzięki specyficznej budowie, przenoszą i rozsadzają cenne rośliny i zioła, co wpływa na wysoką jakość mleka.

Koszor w środku wsi 

W miniony poniedziałek, zwabieni słoneczną pogodą, od wczesnych godzin rannych z różnych stron kraju zjeżdżali do Koniakowa turyści i miłośnicy folkloru beskidzkiego, by uczestniczyć w miyszaniu owiec, czyli łączeniu zwierząt od kilkudziesięciu gazdów w jedno, wielkie stado liczące 1200 sztuk (800 owiec dojnych, 200 jarek i 200 jagniąt). Obrzęd rozpoczyna redyk, tj. wyjście owiec na hale. Towarzyszy mu szereg imprez odbywających się w centrum pasterskim. Są to koncerty kapeli góralskich, wystawy tematyczne, prelekcje i wykłady oraz warsztaty obróbki runa owczego i koronki koniakowskiej.

Około południa w oddali zobaczyliśmy kierdel owiec prowadzony przez bacę i „konwojowany” przez psy. W specjalnie na tę okoliczność przygotowanej zagrodzie zwanej koszorem miała miejsce modlitwa za szczęśliwe wyjście i powrót (łossod) owiec, po której dokonano aktu poświęcenia i okadzenia stada. Później kierdel przepędzono kilkakrotnie wokół zatkniętego w środku zagrody moja (przyozdobiona bibułkami okorowana gałąź z nietkniętym wierzchołkiem, symbolizująca początek wiosny), czyli wymiyszano stado. Rozpoczął się redyk. Kierdel w towarzystwie bacy, juhasów i muzyki uroczyście przeszedł przez wieś w kierunku Ochodzitej, gdzie założono pierwszy szałas.

Symbol bogactwa

Pierwsze owce pojawiły się w Beskidach w drugiej połowie XV wieku wraz z wędrującymi głównym grzbietem Karpat Wołochami (wywodzący się z Bałkanów koczowniczy lud pochodzenia romańskiego). Nastąpiła wtedy zmiana w sposobie użytkowania ubogich ziem górskich. Do tej pory przeważało karczowanie z wypalaniem, a Wołosi przynieśli z sobą szałaśnictwo (wspólne wypasanie owiec na górskich halach). Wieki XVII i XVIII to rozkwit gospodarki szałaśniczej. Sery i skóry owcze były bardzo cennym towarem, co prowadziło do szybkiego bogacenia się właścicieli owiec („Gdo mo łowce, tyn mo co chce”).

Jeszcze w latach 80. XX wieku owce stanowiły ważny element górskiego krajobrazu i gospodarki oraz świadczyły o wysokim statusie materialnym gazdów. W roku 1987 pogłowie tych zwierząt w Polsce wynosiło ok. 5 mln sztuk, by w niecałe 20 lat spaść do poziomu 261 tysięcy (z tego tylko 21 tys. sztuk w województwie śląskim). Pasterstwo na halach całkowicie zanikło, a nieliczne stadka wypasano w przydomowych zagrodach. Hale zarosły samosiejkami i wysokimi trawami, wypierając rzadką, specyficzną dla gór roślinność.

W celu przeciwdziałania zubożeniu przyrody i nieodwracalnym zmianom w krajobrazie w roku 2008 Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego rozpoczął realizację programu Owca plus, który zakłada przywrócenie gospodarki pasterskiej w Beskidzie Śląskim i na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej poprzez kultywowanie tradycji i obrzędów pasterskich, rozwój rzemiosła i przetwórstwa produktów pochodzenia owczego oraz koziego. Program kontynuowany będzie do roku 2020.

Dojenie i klagowanie

Cierpliwi, którzy pozostali w poniedziałek na Ochodzitej do końca dnia mogli przyglądać się dojeniu owiec i klagowaniu mleka. - Udój owiec w koszorze na hali odbywa się dwa razy dziennie w godzinach rannych (4.00-6.30 ) oraz popołudniowych (16.00–18.30 ) - wyjaśnił nam baca Piotr Kohut. - Owce doi ręcznie sześć osób. Dodatkowo potrzebny jest naganiacz, czyli juhas, który nagania owce, aby podchodziły do dojenia. Średnio jedna owca daje od 0,5-1 litra mleka dziennie, a na 1 kg sera owczego potrzeba 5-7 litrów.

Klagowanie to proces mający na celu ścięcie białka w mleku zlanym do puciery (drewniane naczynie z klepek świerkowych). Proces ten odbywa się przy pomocy enzymów zawartych w podpuszczce z żołądków młodych cieląt. Powstały skrzep serowy parzy się następnie przez kilka minut w temperaturze około 70 st. C. Ser odcedza się na płótnie w postaci dużych brył. Odciśnięta serwatka to żętyca.

Tekst i foto: Krzysztof  Kozik