Przez lata, choć nie jest to ich własność, własnym sumptem dbali  o budynek i jego otoczenie. Na ścianach klatki schodowej wisiały reprodukcje obrazów i doniczki z kwiatami, a za domem na małym placyku urządzili skwerek. Wynajmowane od miasta lokale zmodernizowali na swój koszt, podnosząc tym samym ich standard.

 - Czyżby nie było mocnych na pijaków, którzy nie dość, że terroryzują spokojnych lokatorów, to na dodatek dewastują mienie komunalne? Jak długo jeszcze mamy tolerować bezradność policji, która nie może, a może nie chce, ukrócić pijackie burdy w naszym domu? - takie m.in. pytania zadają sobie od ponad dwóch lat mieszkańcy należącej do miasta kamienicy przy ul. Komorowickiej 122.

Było cicho i spokojnie

Czworo spośród dziewięciu lokatorów mieszka tutaj co najmniej od ćwierć wieku i gdy się wprowadzali, po klatce roznosił się zapach pieczywa z przylegającej do budynku piekarni  (dzisiaj mieści tam klub Ulica Kreatywna, integrujący dzieci i młodzież), a po czystych schodach aż chciało się chodzić. Przez lata, choć nie jest to ich własność, własnym sumptem dbali o budynek i jego otoczenie. Na ścianach klatki schodowej wisiały reprodukcje obrazów i doniczki z kwiatami, a za domem, na małym placyku urządzili skwerek. Wynajmowane od miasta lokale zmodernizowali na swój koszt, podnosząc tym samym ich standard (nie było osobnych ubikacji ani łazienek).

Gmina jako właściciel nie przeprowadzała gruntownych inwestycji, twierdząc, że „nie jest uregulowany stan prawno-właścicielski kamienicy”. W roku 2009 dyrekcja ZGM poinformowała lokatorów, że po uregulowaniu stanu prawnego budynku zostanie on wyremontowany, doprowadzony gaz, a lokatorzy, którzy zmodernizowali swoje mieszkania będą mogli wykupić je na własność. - Minęło kilka lat i nadal nic nie wiadomo - skarżą się nam lokatorzy.

Awantury i burdy

W pismach do ZGM lokatorzy prosili, aby w budynku nie kwaterować osób uciążliwych, nagminnie zakłócających spokój i dewastujących mienie komunalne. Liczyli, że zostaną wysłuchani, a ich głos coś znaczy. Niestety. W roku 2012 w świeżo wyremontowanych (na koszt gminy) mieszkaniach na piętrze zakwaterowano nowych lokatorów, którzy już wkrótce pokazali na co ich stać. Zaczęły się awantury, bijatyki i pijackie burdy.

Gdy nasi rozmówcy, chcąc ograniczyć nocne wizyty towarzyskie, zaczęli o godz. 22.00 zamykać drzwi wejściowe do budynku, ktoś podłożył ogień pod drzwi trojga lokatorów. Wkrótce potem mieszkaniec pierwszego piętra zniknął z kamienicy, a Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ zawiesiła postępowanie w sprawie podpalenia. - Nie zdołano jednak wykonać czynności z udziałem podejrzanego z uwagi na fakt, że nie przebywa pod adresem swojego zamieszkania, a jego aktualne miejsce pobytu nie jest znane - to fragment policyjnego uzasadnienia o zawieszeniu dochodzenia.

Liczne interwencje policji

Policja była wielokrotnie wzywana na interwencje w kamienicy nr 122. Zdesperowani lokatorzy w końcu lutego skierowali do komendanta komisariatu IV kolejne zawiadomienie o wyczynach sąsiadów i czekają na efekty. Twierdzą, że w trakcie interwencji funkcjonariusze nigdy nie skorzystali z alkomatu, co może mieć niebagatelne znaczenie w całej sprawie, gdyż MOPS nie posiada żadnych dowodów na to, iż jego podopieczni znajdują się w stanie po spożyciu. 

 - Czy w kamienicy musi dojść do jakiejś tragedii, aby administracja zrozumiała, że obawy lokatorów są uzasadnione i czas zaprzestać tam kwaterowania osób, które terroryzują sąsiadów oraz dewastują mienie komunalne? - zastanawiają się nasi rozmówcy z budynku przy ul. Komorowickiej 122. 

Krzysztof Kozik