Na scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej grana jest obecnie sztuka „DyBBuk”. Wiele w niej odwołań do historii naszego miasta i zamieszkujących go ludzi. Mowa jest m.in. o pralni „Pedanteria”. Warto przypomnieć jej ponure dzieje.

Ulica 11 Listopada była niegdyś o wiele dłuższa niż obecnie. Ciągnęła się w stronę Kęt, tam gdzie teraz jest Krakowska. Najpierw, jak na główny trakt przystało, nazywała się Hauptstrasse, czyli Główna. W 1908 jej centralną część przemianowano na Kaiser Wilhelmstrasse (Cesarza Wilhelma), a potem na Jagiellońską. Podczas okupacji patronem ulicy został Hermann Göring.

Zakrwawione pasiaki i mundury

Wojna to czas szybkich karier - również finansowych - bielskich Niemców. Swoją życiową szansę dostrzegł Gustaw Schweitzer, nauczyciel w szkole ewangelickiej przy Komorowickiej i członek NSDAP. Skorzystał z nadarzającej się okazji i za bezcen przejął pożydowską pralnię mieszczącą się w podwórzu kamienicy oznakowanej dziś numerem 63.

„Pedanteria” była niewielka. Specjalizowała się w praniu koszul męskich ze sztywnymi kołnierzykami. Zmieniło się to po podpisaniu umowy z KL Auschwitz. Teren obozu podlegał staroście bielskiemu, a sam kacet budowało wielu bielszczan, m.in. firma Riedel und Sohn. Schweitzerowi zaczęto przywozić do prania w ogromnych ilościach zakrwawione pasiaki, były też mundury tysięcy pomordowanych jeńców radzieckich.

Pod koniec 1941 „Pedanteria” przeobraziła się w nowoczesny kombinat o ogromnych mocach przerobowych. Pracowano na trzy zmiany. Pomiędzy połączonymi przez hitlerowców w jedno miasto Bielskiem i Białą a Auschwitz regularnie kursowały ciężarówki z odzieżą do prania. Załadunkiem i rozładunkiem zajmowali się niewolnicy w pasiakach pilnowani przez esesmanów z trupimi główkami na czapkach. - Śmierdziało śmiercią - opowiadali po wojnie.

Bielizna esesmanów

Wśród pilnujących był Robert Sierek, również - jak Schweitzer - bielski Niemiec. Ten tkacz, weteran I wojny światowej i producent skarpetek (albo, jak podają niektóre źródła, taśm gumowych) wstąpił do Waffen SS Totenkopf i służył w KL Auschwitz. Zachowały się dokumenty, z których wynika, że Sierek pełnił służbę „wzorowo”. I, podobnie jak Schweitzer, bogacił się. - Ukradł wiele rzeczy i zabrał ze sobą. Sam musiałem mu je nosić - wspominał Józef Seweryn, były więzień Auschwitz.

W 1942 zlikwidowano getto w Sosnowcu, gdzie przetrzymywani byli także Żydzi z Bielska i Białej. Sierek brał w tej akcji udział. W piwnicy znalazł pięciu Żydów, natychmiast zostali zabici. Możliwe, że znał ich sprzed wojny.

W pralni zachowywał się porządnie. Przyjeżdżał tu żółtym samochodem dwa razy w tygodniu z bielizną pościelową esesmanów. Pasiaki zaczęto prać w obozie.

Potajemne zaręczyny

Sierek zazwyczaj zaraz po przybyciu znikał i pojawiał się dopiero po kilku godzinach. Więźniowie z tego korzystali: za pośrednictwem pracowników mogli wysłać listy, odebrać paczki, czasem spotykali się z bliskimi. Więzień Józef Światłoch 18 marca 1944 na korytarzu pralni potajemnie zaręczył się ze swoją przyszłą żoną Jadwigą.

Kierownikiem technicznym zakładu był nauczyciel i przedwojenny harcmistrz Tadeusz Borkowski. Okazał się szpiclem i konfidentem Gestapo. W więźniu Tadeuszu Puchale rozpoznał swego ucznia i doniósł o tym Niemcom. Wydano zakaz zabierania do pralni więźniów pochodzących ze Śląska. Borkowski po wojnie został osądzony.

Po 1945 pralnia przy ulicy, która znów nazywała się Jagiellońska, funkcjonowała dalej. Ale adres długo się nie utrzymał, gdyż w 1951 nowym patronem został Feliks Dzierżyński. Ostatecznie zakład - mieszczący się od 1990 przy 11 Listopada - zamknięto kilka lat temu.

* * *

Dzieje „Pedanterii” chyba jako pierwszy opisał - we współpracy z bielskim historykiem Piotrem Kenigiem - Artur Pałyga, który jest również autorem tekstu do „DyBBuka”. Dramatopisarz próbował wyjaśnić, co stało się po wojnie z oberscharfürherem Robertem Sierkiem, jego żoną Emilią z domu Górniak oraz córką Luizą. Nie udało się. Losy Gustawa Schweitzera też nie są znane.

Marek Żuliński

Relacje więźniów przechowywane są m.in. w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Cytaty z ich wypowiedziami pochodzą z artykułu Artura Pałygi, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 6 października 2010.

Na zdjęciu tytułowym: budynek przy obecnej ul. 11 Listopada 63. To przez tę bramę wjeżdżały ciężarówki z tysiącami zakrwawionych pasiaków i mundurów. Fot. autora