W dokumentach gromadzonych w bielskim archiwum zachowało się wiele raportów policyjnych informujących o stanie wód w rzece Białej. Już wtedy, szczególnie w okresie wiosennym oraz letnim, opady deszczu doprowadzały do zalania okolicznych zabudowań.

Lipiec 1924 roku. Wojewoda śląski otrzymał telefonogram nr 47 z bielskiego posterunku policji. Funkcjonariusze informują w nim, że w godzinach nocnych z brzegów wystąpiła rzeka Białka. Już w tamtych czasach często zapisywano błędną nazwę rzeki. W raportach z lat 1924-1926, do których dotarliśmy ani razu nie napisano "rzeka Biała".

Biała wyszła z brzegów

Skutki bardzo intensywnych opadów deszczu były fatalne. Okoliczne fabryki sukna Kriszke i Wolffa przy ulicy Blichowej (obecnie Partyzantów) zostały częściowo podmyte. Z kolei Nad Ścieżką (obecnie Stojałowskiego) woda całkowicie zalała trzy sklepy. Wezbrany nurt porwał drewniany mostek, który znajdował się przy ul. Piłsudskiego, w Wapienicy zabrał dom gospodarczy oraz poważnie uszkodził tartak parowy, a w Mikuszowicach  zdemolował dwa budynki mieszkalne. Zalaniem zagrożony był wtedy cały Strumień, gdzie żywioł zniszczył chroniące miasto wały.

Intensywne opady trwały zaledwie dwie godziny. Już kilka minut po godz. 3 deszcz znacznie osłabł. Na szczęście, w trakcie nocnych wydarzeń nikt nie ucierpiał. Na kolejną powódź mieszkańcy nie musieli jednak długo czekać. Jeszcze w tym samym miesiącu, również w nocy, Biała wyszła z brzegów. Woda zniszczyła drogę gminną w Bystrej, wylała się na pola mikuszowickie. W mieście z kolei uszkodziła mosty - obok fabryki Zipsera oraz w okolicach zakładu Brila w Mikuszowicach. W Kamienicy prąd rzeki porwał kładkę dla pieszych prowadzącą do restauracji Schönguta oraz koszar kawalerii.

Ucierpiała także własność mieszkańców. W dwóch budynkach mieszkalnych w Cygańskim Lesie silny strumień wody zerwał podłogę. Powódź uszkodziła wiele zabudowań gospodarczych w Olszówce Górnej i Dolnej.

Jak powstrzymać żywioł?

Powtarzające się powodzie zmusiły włodarzy miasta do podjęcia działań ograniczających skutki kolejnych wystąpień wód z koryt rzek. W czerwcu 1925 roku Ratusz wspólnie z przedstawicielami straży pożarnej, bielskiej policji oraz sekcji linii telegraficznych podjął decyzję, że w czasie „krytycznych momentów” telegrafistki nie będą obsługiwać połączeń prywatnych, a magistrat oddeleguje osoby do kierowania służbą powodziową. Z pomocą miała przyjść policja oraz straż pożarna, a w wyjątkowych sytuacjach wojsko oraz robotnicy z okolicznych zakładów.

Zaledwie dwa miesiące po podpisaniu porozumienia o współpracy pomiędzy organami państwowymi, w Kamienicy na placu sportowym, który był własnością restauratora Barucha Schönguta, woda wystąpiła z brzegów, dewastując dwie morgi pola. Straty wyceniono na 1000 złp. Żywioł uszkodził płot drewniany, kilka słupów energetycznych oraz drewniany most. Woda zniszczyła także dom Jana F. oraz tartak Józefa W., którego oderwane części uszkodziły drogę w Bystrej. 

Uratował tylko konie

Ulewy trwały nieprzerwanie kilka dni. 8 lipca 1925 roku w Międzyrzeczu Górnym woda zerwała most oraz uszkodziła część dróg, a także groblę oddzielającą stawy, z których wypłynęły ryby. Straty wyrządzone przez rwący nurt wyceniono łącznie na prawie 7 tys. złp. Na szczęście, w pobliskich miejscowościach, w tym w Międzyrzeczu Dolnym oraz Mazańcowicach, nie stwierdzono poważnych uszkodzeń. 

W archiwum zachowała się też dramatyczna relacja z miasta walczącego z powodzią. Gdy woda wylewała się z Białej, wzdłuż jej brzegu dorożką jechał drukarz Michał K. Pojazd został zablokowany przez wezbrany nurt. Mężczyzna musiał pozostawić go wraz z towarem, ale udało mu się uratować konie. 

Alan Jakman

Na zdjęciu: ulica Stojałowskiego w 1908, widok ze skrzyżowania z ul. Krótką, potok Niwka. Fot. www.visitbielsko.pl.