Rok temu wiceminister infrastruktury Tomasz Żuchowski ogłosił, że rozpoczyna ogólnopolską kontrolę bloków mieszkalnych. Na zapowiedziach się skończyło. W Bielsku-Białej, podobnie jak i w innych miastach, żadne nadzwyczajne działania nie są prowadzone. Osoby odpowiedzialne w stolicy Podbeskidzia za budynki z tzw. wielkiej płyty zgodnie jednak mówią, że ich stan techniczny jest zadowalający, a lokatorzy mogą czuć się bezpiecznie.

Przewidywano, że bloki będą użytkowane ok. 50 lat. W przypadku najstarszych z nich okres ten już minął. Dr Michał Wójtowicz z Instytutu Techniki Budowlanej konieczność przeprowadzenia specjalnej kontroli uzasadniał następująco: - Stawiano je niczym domki z kart. Istotne jest, jak te karty połączono. Tymczasem mamy coraz mniej czynnych inżynierów, którzy projektowali i budowali te osiedla. Dokumentacja uległa rozproszeniu, często nie jest kompletna. Chcemy sprawdzić stan techniczny konstrukcji i przygotować listę wytycznych, według których będzie można prowadzić prace naprawcze i modernizacyjne.

Konstrukcje same sygnalizują

Badaniami planowano objąć bloki z cegły żerańskiej wybudowane w latach 60., budynki szkieletowe typu H oraz obiekty z wielkiej płyty powstałe pod koniec istnienia PRL. Miano sprawdzić, w jakiej kondycji są najważniejsze elementy: naroża (czyli betonowe złącza) oraz spawy i haki scalające. Wcześniej kontrolowano je tylko wyrywkowo na zlecenie pojedynczych spółdzielni lub wspólnot mieszkaniowych.

Jedne z największych badań ITB przeprowadził na początku obecnego stulecia. Zaczęto wtedy na dużą skalę ocieplać domy styropianem. Badano kondycję elementów łączących trzy warstwy elewacji. Wnioski nie były optymistyczne. - Te elementy powinny być wykonane ze stali nierdzewnej, a ona była droga. Szukano więc zamienników. W zależności od tego, jakich użyto, w takim stanie są teraz - wyjaśniał Wójtowicz.

Zgodnie z instrukcją wydaną przez ITB, podczas ocieplania powinno się montować dodatkowe kotwy łączące wszystkie warstwy elewacji. Zalecenia są jednak rzadko stosowane. Nie znaczy to, że blokom coś grozi. Według ekspertów, żelbetowe konstrukcje same sygnalizują, kiedy są w złym stanie. Wtedy pojawiają się na nich wyraźne, rozszerzające się pęknięcia. W Bielsku-Białej takich sygnałów na większą skalę na razie nie odnotowano.

U nas budowano solidnie

 - Tu budowano na ogół solidnie, istniał silny nadzór nad producentami prefabrykatów i wykonawcami Widać to, gdy wybucha gaz. Zniszczeniu ulega zwykle jedno mieszkanie, nawet wypadają w nim ściany, ale ludzie w sąsiednich lokalach są bezpieczni - mówi Stanisław Rostkowski, naczelnik wydziału urbanistyki i architektury Urzędu Miejskiego.

Naczelnik zwraca uwagę na panujące w Polsce Ludowej brakoróbstwo. - Niedokładnie przygotowywano fundamenty, nieprecyzyjnie dopasowywano elementy konstrukcji, wykończenie było siermiężne - opowiada. I podkreśla: - One się jednak na pewno nie zawalą, a planowane badania powinny służyć inżynierom, którzy będą te bloki modernizować. Pojawiają się nadbudówki, lokale są łączone w pionie i poziomie. Żebyśmy wiedzieli, na ile możemy sobie pozwolić, musimy to najpierw sprawdzić.

W podobnym tonie wypowiada się Maria Przybyła, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Twierdzi, że do tej pory nie dotarło do niej żadne ministerialne zarządzenie nakazujące kierowanemu przez nią urzędowi przeprowadzenie jakichkolwiek nadzwyczajnych kontroli.

Normalne kontrole wystarczą

Większość bielskich bloków jest własnością spółdzielni mieszkaniowych. - Staramy się być racjonalni. Działamy też zgodnie z prawem. Zobowiązuje nas ono do prowadzenia dla każdego bloku tzw. książki obiektowej, która dokładnie dokumentuje jego stan techniczny. Przeglądów dokonujemy corocznie, a raz na pięć lat przeprowadzamy dokładną, poszerzoną kontrolę - twierdzi prezes Beskidzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej Henryk Nalepa.

 - My działamy tak samo - informuje Ryszard Cader, kierownik działu technicznego Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Myślę, że dwie obowiązkowe kontrole w zupełności wystarczą. Bieżące problemy zgłaszają nam lokatorzy, w razie problemów reagujemy natychmiast - podkreśla.

Z kolei Dorota Hawryłeczko-Sordyl, kierownik działu gospodarki zasobami mieszkaniowymi Spółdzielni Mieszkaniowej Złote Łany stwierdza: - O żadnej nadzwyczajnej akcji ministerstwo nas nie informowało, sami żadnych takich działań też nie prowadzimy.

***

W Polsce jest ponad 4 mln mieszkań w blokach z wielkiej płyty, a w Bielsku-Białej - kilkadziesiąt tysięcy. Nieruchomości te stanowią aż 56 proc. całego zasobu mieszkaniowego kraju. Zakładano, że bloki będą stać maksymalnie 70 lat. Eksperci twierdzą jednak, że ich żywotność może być nawet dwukrotnie dłuższa, więc trochę w nich jeszcze pomieszkamy. Oby bezpiecznie.

Marek Żuliński

Foto: Marek Kocjan