W Bielsku-Białej znajduje się unikalna kolekcja obrazów i rysunków autorstwa jednego z nadwornych artystów Führera. Profesor Karl Truppe podczas okupacji często tu bywał, bo przemysłowcy, zamożni urzędnicy i hitlerowscy oficerowie dużo płacili za portrety, które malował. W lutym 1945, uciekając przed Armią Czerwoną, nie zdążyli ich ze sobą zabrać.

Truppe żył w latach 1887-1959, był Austriakiem, studiował w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. W Polsce jest całkowicie nieznany, natomiast na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych jego prace często pojawiają się w ofercie domów aukcyjnych handlujących sztuką.

Pięćset portretów

Artysta zdobył popularność przede wszystkim dzięki portretom. Szacuje się, że namalował ich ponad 500. Jego klientami byli m.in. Karol I Habsburg (ostatni władca Cesarsko-Królewskich Austro-Węgier) oraz Tomáš Garrigue Masaryk (pierwszy prezydent Czechosłowacji). W Nowym Jorku i Chicago portretował najbogatszych amerykańskich przedsiębiorców.

Szczyt kariery malarza przypada na lata III Rzeszy. W 1938 został profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie, a w 1943 sportretował samego Hitlera. Około 1942 zaczął regularnie bywać w Bielsku.

Znalezione na śmietniku

 - Truppe malował zawsze z natury. W Bielsku miał wielu klientów, więc musiał tu regularnie przyjeżdżać - mówi kolekcjoner z Cygańskiego Lasu, który kategorycznie zastrzega sobie anonimowość. - Nie podam swego nazwiska, bo po prostu nie chcę być okradziony - wyjaśnia. I opowiada: - Zaraz po wojnie ojciec był pracownikiem Zarządu Miejskiego. Kilka portretów niemieckich oficjeli znalazł na śmietniku. Najprawdopodobniej wcześniej wisiały na ścianach urzędów. Potem, podczas spisów powszechnych, ojciec był komisarzem, chodził po domach i gdy widział coś ciekawego, to kupował. Tak trafiło do nas 11 obrazów oraz kilkanaście rysunków Truppego. To głównie akty i sceny rodzajowe. Portretów już nie mam. Nie chciałem ich trzymać, nie nadawały się do powieszenia na ścianie mieszkania. W 1988 roku dowiedziałem się, że w miasteczku Spittal nad Drawą skradziono 40 prac Truppego. Według gazety „Der Standard”, były wówczas warte okrągły milion szylingów, czyli małą fortunę. Wtedy postanowiłem sprzedać portrety. Bez problemu dostałem pozwolenie na wywóz. To, co dla Polaków było bezwartościowe, kupili Austriacy. Część z nich eksponowana jest w muzeum na zamku Porcia w Karyntii, któremu wdowa po malarzu przekazała jego spuściznę.

Dobry interes

Karl Truppe świetnie wpasował się w gusta narodowych socjalistów. - Nie dziwię się, że w wyzwolonym Bielsku jego obrazy znalazły się na śmietniku. Dziś pewnie zostałyby zamknięte w jakimś muzealnym magazynie - mówi kolekcjoner. I ze śmiechem dodaje: - Na portretach byli sami Niemcy, może Austriacy, pewnie w większości faszyści. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży kupiłem m.in. Kossaka, więc to był, z patriotycznego punktu widzenia, dobry interes.

Obrazy Truppego kosztują obecnie od kilku do około 30 tys. euro.

Marek Żuliński

Na zdjęciu: Karl Truppe we wrześniu 1946, fot. Viktor Kabath, LMK/Fotoarchiv der kunsthistorischen Abteilung.