Na celowniku oszustów
Pani Teresa* jest ofiarą oszustów, którzy podszywają się pod znanych operatorów telekomunikacyjnych, np. Orange lub Netię. Podobnie oszukanych jest wielu. Ten bulwersujący proceder kwitnie w Polsce od lat i choć niejednokrotnie o sprawie informowały media, dotychczas nie udało się go ukrócić.
Za każdym razem mechanizm jest taki sam. W pułapkę wpadają osoby starsze i schorowane, takie jak nasza bohaterka. Kiedy orientują się, że coś jest nie tak, zwykle jest już za późno…
Prezent od firmy
Któregoś dnia, latem ub. roku, pani Teresa odebrała telefon. Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki przedstawił się jako przedstawiciel operatora telefonii stacjonarnej Orange. Następnie poinformował naszą bohaterkę, że ma dla niej, jako wieloletniego klienta sieci, wyjątkową ofertę. Zaproponował obniżkę abonamentu o 50 proc., jeśli pani Teresa zgodzi się przedłużyć umowę.
- Kilka razy dopytywałam, czy to na pewno Orange - przekonuje nasza rozmówczyni. - Usłyszałam, że tak, że wszystko zostanie po staremu, tylko będę płacić co miesiąc mniejszy abonament, a dodatkowo wyślą mi nowy aparat jako prezent od firmy - wspomina kobieta.
Po tych zapewnieniach pani Teresa zdecydowała się podpisać umowę. Obniżka abonamentu o 24 zł znacznie poprawiłaby jej finanse. Nasza rozmówczyni ma 76 lat, choruje na serce i co miesiąc dużą część emerytury przeznacza na leki. Dwa dni później do jej furtki zadzwonił kurier. Było słoneczne przedpołudnie. Nasza bohaterka siedziała na werandzie, córka z zięciem byli w pracy, wnuki bawiły się w ogrodzie.
Dziwny rachunek
- Był nerwowy - opisuje kuriera kobieta. - Podsunął mi gruby plik dokumentów i pokazywał palcem, gdzie mam podpisać. Na uwagę z mojej strony, że chciałabym się najpierw zapoznać z treścią umowy odburknął, że musiałby tu siedzieć chyba z trzy dni zanim przeczytam, a on się śpieszy, bo tamuje samochodem ruch.
Kobieta uległa presji. Kurier odjechał, a ona została z papierami i gratisowym telefonem w dłoni. Przez myśl jej jednak nie przeszło, że przesyłka mogła nie być od Orange. Z pomyłki zdała sobie sprawę dopiero po kilku tygodniach, kiedy przyszedł rachunek. Ze zdziwieniem stwierdziła, że nie wystawił go Orange. Razem z córką jeszcze raz przejrzały dokumenty. Okazało się, że zamiast przedłużyć umowę z dotychczasowym operatorem, zawarła nową z innym.
- Zostałam oszukana - utrzymuje kobieta. - Do podpisania umowy skłoniono mnie podstępem. Natychmiast odesłałam telefon i wypowiedziałam umowę. Niestety, wiązało się to z koniecznością zapłacenia 600 zł kary. Musiałam pożyczyć od znajomych. W końcu uwolniłam się od tych oszustów, ale muszę spłacać dług i nie mam na leki - żali się nasza rozmówczyni.
Rezygnacja w 14 dni
Historie takie, jak wyżej opisana są dobrze znane Irenie Krzanowskiej, która jest Powiatowym Rzecznikiem Konsumentów w Bielsku-Białej. Co roku na jej biurko trafia masa skarg na telekomunikacyjnych oszustów. Niestety, mimo ostrzeżeń i apeli, wciąż wiele osób nabiera się na podobne sztuczki.
- Przed podpisaniem umowę należy uważnie przeczytać, a w razie wątpliwości można się z nami skonsultować - podpowiada pani rzecznik. - Warto też pamiętać, że jeśli nawet podpiszemy umowę, przysługuje nam czternaście dni, by od niej odstąpić. Jeśli dotrzymamy tego terminu nie grożą nam żadne konsekwencje finansowe. Dotyczy to wszystkich umów zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa lub na odległość - podkreśla Irena Krzanowska.
Ale po upływie dwóch tygodni z wypowiedzeniem umowy wiążą się zwykle kary. Na nic się wówczas zdają tłumaczenia, że telemarketer wprowadził klienta w błąd, podając się za przedstawiciela dotychczasowego operatora. Należy pamiętać, że rozmowa z telemarketerem jest traktowana wyłącznie jako przedstawienie oferty i nie podlega obowiązkowemu nagraniu (obowiązek taki ma miejsce, gdy w trakcie rozmowy dochodzi do przedłużenia umowy).
Maciej Chrobak
* Imię bohaterki artykułu zostało zmienione.
Na zdjęciu: Irena Krzanowska, Powiatowy Rzecznik Konsumentów w Bielsku-Białej

Klauzula informacyjna ›