Niedziela, 25 sierpnia 1991 była dniem, w którym całe dotychczasowe życie naszego bohatera legło w gruzach. Zbigniew Baran, student AWF, miał wówczas 22 lata i jako biegacz szereg znaczących sukcesów na koncie. Zdał ostatnie egzaminy na trzecim roku studiów i przygotowywał się właśnie z kolegami do młodzieżowych mistrzostw Polski.

Tydzień wcześniej pojechali na ostatni sprawdzian przed mistrzostwami: mityng Grand Prix PZLA w Białymstoku. Na drodze do Białej Podlaskiej, kiedy wracali na zgrupowanie, mieli wypadek. Trójka kolegów wyszła z niego bez szwanku. Dla naszego bohatera skutki kolizji okazały się katastrofalne: złamanie kręgosłupa z urazem rdzenia kręgowego. Po takim ciosie niejeden by się załamał, ale nie Zbigniew Baran, góral z Beskidów…

Pasmo sukcesów

Zbigniew Baran zaczął uprawiać biegi już jako dziecko. Pierwsze treningi zaliczył na boisku przy ul. Piastowskiej w ramach międzyszkolnego MKS-u. W Bielsku-Białej mieszka od ósmego roku życia, kiedy jego rodzina przeprowadziła się z Cięciny na Żywiecczyźnie.

W ósmej klasie w zawodach międzywojewódzkich na 1000 m pobiegł w czasie 2 min. 40 sek., co dało mu najlepszy wynik w Polsce. Kiedy w 1987 oddano do użytku stadion w Wapienicy, został zawodnikiem KS Sprint. Jako zawodnik tego klubu odniósł wiele znaczących sukcesów, m.in. zdobył brązowy medal halowych mistrzostw Polski juniorów w biegu na 1000 m (do dziś jest rekordzistą KS Sprint w biegach na 800 m, 1000 m i 1500 m).

Po maturze w 1988 wyjechał na studia do Białej Podlaskiej, na tamtejszy AWF. - Za takim wyborem przemawiał fakt, iż działający przy tej uczelni AZS miał mocną sekcję biegaczy w I lidze lekkoatletycznej - tłumaczy Zbigniew Baran. - Kluby przy uczelniach w Katowicach i Krakowie specjalizowały się w konkurencjach technicznych - dodaje nasz rozmówca.

Powrót w wielkim stylu

Studia i dobrze zapowiadającą się karierę sportową przerwał wypadek. - Pierwszy rok spędziłem w szpitalu - opowiada nasz bohater. - Następny wypełniła mozolna rehabilitacja - wspomina. Wtedy było już  jasne, że resztę życia przyjdzie mu spędzić na wózku inwalidzkim. W tym trudnym okresie nachodziły go chwile zwątpienia, ale twardy góralski charakter nie dawał za wygraną.

 - Dwa lata po wypadku za namową dziekana wróciłem na studia, które ukończyłem w 1994 - mówi Zbigniew Baran. - W tym samym czasie rozpocząłem treningi pływackie, które zaowocowały po roku brązowym medalem mistrzostw Polski na 100 m w stylu klasycznym, a w następnych latach zwycięstwem na tym dystansie - przybliża nasz rozmówca.

Wzloty i upadki

Po powrocie do Bielska-Białej, Zbigniew Baran zatrudnił się w Beskidzkim Zrzeszeniu Sportowo-Rehabilitacyjnym „Start”, gdzie przez sześć lat pracował z zawodnikami niepełnosprawnymi. Przed igrzyskami w Sydney w 2010 objął stanowisko trenera polskiej kadry w wyścigach na wózkach inwalidzkich, którą prowadził z sukcesami przez dwanaście lat (m.in. brązowy medal w wyścigu maratońskim Igrzysk Paraolimpijskich w Atenach).

 - Niestety, z Londynu nasi wrócili bez medalu, dlatego zażądano zmiany trenera - przyznaje Zbigniew Baran. - W tych okolicznościach w 2012 rozstałem się z kadrą.

Sytuacje bielszczanina skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy dwa lata później stracił pracę (od 2006 pracował na etacie administracyjnym w firmie handlowo-usługowej). Bez skutku szukał nowej. - Przez trzy miesiące jedynym źródłem utrzymania była dla mnie renta, za którą trudno przeżyć - relacjonuje mężczyzna.

Teatr, który pomaga

Będąc na życiowym zakręcie, przypomniał sobie o stowarzyszeniu Teatr Grodzki, z którym wcześniej miał przelotny kontakt. - Wiedziałem, że zatrudnia osoby takie, jak ja, niepełnosprawne - mówi Zbigniew Baran. - To tam znalazłem w końcu pomoc, dzięki której wyszedłem na prostą - stwierdza nasz bohater.

 - Bielskie Stowarzyszenie Artystyczne Teatr Grodzki od 1999 pomaga osobom wykluczonym, w tym przede wszystkim dotkniętym niepełnoprawnościami - wyjaśnia Marcin Sowa, koordynator jednego z projektów realizowanych przez stowarzyszenie. - Codziennie ponad sto osób otrzymuje wsparcie w formie zatrudnienia chronionego, rehabilitacji, porad specjalistów, asystentury społecznej czy też możliwości uczestnictwa w różnego rodzaju działaniach integracyjnych - informuje przedstawiciel stowarzyszenia.

Zbigniew Baran został zatrudniony w działającej przy Teatrze Grodzkim introligatorni, gdzie pracuje do dziś. Nie kryje, że dzięki tej pracy jego życie się ustabilizowało. Prócz tego, stowarzyszenie dofinansowuje mu turnusy rehabilitacyjne i zakup sprzętu sportowego. Również w sferze prywatnej wszystko dobrze się układa. - Cztery miesiące temu zostałem szczęśliwym małżonkiem - uśmiecha się nasz rozmówca. - W najbliższym czasie planujemy z żoną remont mieszkania - dodaje.

Sukces nie zna barier

Sympatyczny bielszczanin nie zrezygnował ze sportu. W ub. roku nawiązał współpracę z Integracyjnym Klubem Sportowym „Smok Lotos Orneta”, gdzie udziela się na razie jako trener-wolontariusz. Liczy jednak, że jego status niebawem się zmieni i otrzyma propozycję stałej pracy. - Ponoć są na to duże szanse - zdradza nasz rozmówca. - Sprawa uzależniona jest od dofinansowania, o które klub obecnie zabiega - zaznacza Zbigniew Baran.

Nasz bohater wciąż pozostaje czynnym sportowcem odnoszącym znaczące sukcesy. Jest aktualnym mistrzem Polski na 1500 m w wyścigach na wózkach sportowych. - Od kilku lat ścigam się również na tzw. handbike, rowerze z napędem ręcznym - uzupełnia Zbigniew Baran, który w tej nowej dyscyplinie zdążył już wywalczyć sześć medali mistrzostw Polski.

Warto dodać, że determinacja i niezłomna postawa naszego bohatera zostały dostrzeżone przez jurorów konkursu „Sukces nie zna barier”, organizowanego przez Urząd Miejski w Bielsku-Białej. Zbigniew Baran został w ub. roku laureatem tego konkursu. Nagrodę odebrał na gali z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych, która odbyła się 7 grudnia 2016. Laur ten jest przyznawany osobom niepełnosprawnym, które przełamują bariery niepełnosprawności i są wzorem do naśladowania dla innych.

Maciej Chrobak