Policja na tropie włóczęgów
Żebractwo było jednym z wielu problemów społecznych, z którym walczyły władze II Rzeczpospolitej. Z roku na rok bezdomnych było coraz więcej, a zawiązany w mieście komitet dla zwalczania żebractwa robił co mógł, aby pomagać osobom bez dachu nad głową. Oto co odnaleźliśmy na ten temat w Archiwum Państwowym w Bielsku-Białej.
W przedwojennej Polsce żebractwo było zabronione i traktowano je jako patologię społeczną. Dlatego też włóczędzy byli często zatrzymywani przez patrole policyjne. Nierzadko urządzano obławy na osoby, na których skarżyli się mieszkańcy. W kwietniu 1927 wprowadzono system pomocy bezdomnym. Wsparcie miało polegać nie tylko na opiece doraźnej, ale także na pomocy w znalezieniu zatrudnienia. Jeśli jednak bezdomny nie chciał podjąć pracy, władze miejskie mogły przedsięwziąć „najostrzejsze środki, jakie dają ustawy”.
Głośno błagali o jałmużnę
Jednym z wielu miejsc, w którym gromadzili się włóczędzy, głównie mężczyźni, był plac przed kościołem Opatrzności Bożej w Białej. W trakcie nabożeństw żebracy błagali wiernych o jałmużnę, ale robili to tak głośno, że księża nie mogli prowadzić mszy. W tej sytuacji parafia zaproponowała policji usunięcie żebraków z placu oraz poprosiła o wyznaczenie patrolu na czas nabożeństw.
Kasa miejska dysponowała środkami przeznaczonymi na pomoc ubogim, ale każda prośba w tych sprawach była dokładnie weryfikowana. W przypadku, kiedy stwierdzono, że zwracający się o pomoc ma dzieci, uznawano, że są one zobowiązane do opieki nad rodzicami. Dlatego wnioskodawcy często spotykali się z odmową pomocy ze strony urzędu.
W 1930 roku prośbę o jednorazową zapomogę pieniężną z powodu wielomiesięcznej choroby płuc złożył w magistracie Chaim B., mieszkaniec Białej. Jego rodzina była częściowo na utrzymaniu gminy żydowskiej. - Nie wystarcza nam nawet na suchy chleb - uzasadniał wnioskodawca. Dokładna analiza sytuacji finansowej rodziny przyniosła zaskakujące efekty. Okazało się, że małżeństwo B. posiada w Jaśle nieruchomość i czerpie z jej wynajmu dochody. Chaim zapomogi nie dostał, a jego rodzina po trzech latach od wysłania prośby postanowiła zamieszkać w Jaśle.
Wędrujący bezdomni
Dokumenty urzędowe z tamtego okresu często poświadczają o niepełnosprawności żebraków, zarówno pod względem fizycznym, jak i umysłowym. Przykładem jest pismo katowickiego komisariatu policji, który w 1927 roku przesłał do bialskiego ratusza informację o odnalezieniu półprzytomnego mężczyzny na placu Andrzeja w Katowicach. Mieczysław S. twierdził, że pochodzi z Poznania, a mieszka w Białej.
Zaledwie 31-letni bezdomny był bez nóg, mówił wyłącznie w języku rosyjskim. Przekonywał, że walczył w armii Hallera i powrócił z niewoli. Nie mogąc zweryfikować tożsamości mężczyzny, po udzieleniu niezbędnej opieki medycznej umieszczono go w domu… starców.
Dziesięć lat później został zatrzymany nieznany z imienia i nazwiska „żebrak-matołek”, który błąkał się po ulicach Białej. Wcześniej przebywał w Oświęcimiu, choć widziano go również w innych miastach. Mężczyznę odwieziono do noclegowni, jednak po kilku dniach uciekł z niej w nieznanym kierunku. Rok później odnaleziono go w Sosnowcu. Tamtejszy Zarząd Miejski informował bialskich urzędników, że zatrzymał „błąkającego się po ulicach małego wzrostu kretyna-niemowę”. Do wniosku do władz Białej o zaopiekowanie się żebrakiem dołączono jego fotografię.
Najbardziej znany bielski włóczęga
W 1924 roku patrol policji zatrzymał nocą zaledwie 25-letniego Jerzego W., bezdomnego pochodzącego ze Starego Bielska, karanego za niewielkie wykroczenia. Zatrzymany włóczył się po mieście i od kilku miesięcy unikał podjęcia pracy. Był poszukiwany przez bielską policję. Mężczyzna odzyskał wolność, lecz w kolejnych latach był wielokrotnie zatrzymywany pod zarzutem żebractwa oraz aresztowany - najczęściej za wszczynanie awantur w stanie nietrzeźwym.
Wreszcie skargi mieszkańców zmusiły bielskie władze do stanowczych kroków. W maju 1926 roku urządzono obławę na Jerzego W. Zatrzymano go na ulicy Cieszyńskiej w godzinach nocnych. Mimo że został odstawiony do aresztu, w aktach policyjnych nadal można odnaleźć notatki o incydentach, w których brał później udział. Ostatni raz zatrzymano go w maju 1930 roku na placu Chrobrego, gdy pijany spadł ze schodów. Z akt wynika, że półprzytomny został odwieziony do bielskiego szpitala, ale nie wiadomo, czy przeżył.
Alan Jakman
Artykuł napisano na podstawie akt miasta Białej, akt miasta Bielska oraz dyrekcji Policji Państwowej w Bielsku, zgromadzonych w Archiwum Państwowym w Bielsku-Białej.
Na zdjęciu tytułowym: plac Opatrzności Bożej w Białej. Fot. Monika Ćwikowska-Broda i Wiesław Ćwikowski, Bielsko-Biała i okolice pocztówką pisane.





Klauzula informacyjna ›