Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed nie wyklucza, że utworzenie tzw. sieci szpitali doprowadzi do podziału Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej na dwie placówki, gdyż na reformie zaproponowanej przez Ministerstwo Zdrowia finansowo najbardziej skorzystać może część onkologiczna. Czy to dobry pomysł na ratowanie zadłużonej miejskiej lecznicy?

Zgodnie z projektem ustawy, placówki zakwalifikowane do tzw. sieci mają mieć zagwarantowaną umowę z NFZ i pieniądze w formie ryczałtu. Na działalność leczniczą otrzymywać będą ok. 85 proc. niezbędnych środków. Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że projekt uporządkuje system opieki szpitalnej i da pacjentom szerszy dostęp do usług medycznych. Jak na tle tego projektu prezentują się bielskie szpitale?

Ryczałt zamiast kontraktów

W ramach tzw. systemu zabezpieczenia szpitale podzielone zostaną na sześć grup: I (o zasięgu powiatowym), II (odpowiadające dawnym placówkom wojewódzkie) i III stopnia (wieloprofilowe szpitale specjalistyczne), onkologiczne i pulmonologiczne, pediatryczne oraz ogólnopolskie (instytuty i kliniczne). Dla trzech pierwszych grup niezbędnym warunkiem wejścia do sieci jest posiadanie w swoich strukturach oddziału ratunkowego lub izby przyjęć.

Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej kwalifikuje się do drugiej grupy placówek. Do trzeciego, najwyższego, lecznicy brakuje jednej specjalności. Dyrekcja nie ukrywa, że obawia się zmian, których skutkiem może być zmniejszenie budżetu placówki o kilkanaście procent. Więcej pytań powstaje w odniesieniu do Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego. Na początku br. na konferencji prasowej w Bielsku-Białej wiceminister Stanisław Szwed nie wykluczył, że potrzebny może być… podział placówki na dwie części.

Podział na dwa szpitale?

BCO-SM funkcjonuje obecnie w budynkach przy ul. Wyzwolenia, Wyspiańskiego i Emilii Plater. Placówka powstała w 2012 roku z połączenia dawnego centrum onkologicznego i szpitala ogólnego. Dziś udziela ok. 130 tys. porad specjalistycznych, dysponując 464 łóżkami, w których co roku hospitalizowanych jest ok. 30 tys. pacjentów. Lecznica bardzo dobrze realizuje swoje zadania medyczne, ale przez wadliwy system opieki zdrowotnej z każdym rokiem popada w coraz większe kłopoty finansowe.

Dług bielskiego szpitala na początku ub. roku przekroczył barierę 60 mln zł, czyli połowę dochodów placówki. O jej dramatycznej sytuacji finansowej mówił na jednej z sesji Rady Miejskiej prezydent Jacek Krywult. Jego zdaniem, w każdej chwili istnieje ryzyko całkowitej niewypłacalności bielskiej lecznicy. Po połączeniu dwóch szpitali w jeden organizm placówka nie wyszła z finansowego dołka, a przecież utworzenie BCO-SM miało generować m.in. mniejsze koszty administracyjne.

Część ogólna poza siecią?

Na ponownym podziale placówki skorzystałaby przede wszystkim część onkologiczna, która w nowym systemie prawdopodobnie znalazłaby się w tzw. sieci. Dzięki temu miałaby zagwarantowany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia i nie byłaby rozliczana za pojedyncze procedury medyczne, lecz finansowana w formie ryczałtu. A co z pozostałą częścią dotychczasowego BCO-SM? 

Nie wiadomo, jak w nowej sytuacji rozwiązany zostanie problem zadłużenia obecnej placówki. Trzeba pamiętać, że podmioty lecznicze do końca br. muszą dostosować placówki do znowelizowanej ustawy o działalności leczniczej i obowiązujących norm budowlanych oraz przeciwpożarowych. Czy ustawowe warunki jest w stanie spełnić wzniesiony ponad sto lat temu budynek przy ul. Wyzwolenia? Dziś w jego oddziałach jednorazowo leczonych jest ok. 180 pacjentów, czyli o 70 osób więcej niż zakładały plany.

O komentarz do projektu reformy służby zdrowia i ewentualnej konieczności rozdzielenia miejskiego szpitala zwróciliśmy się do Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy.

Bartłomiej Kawalec