Od 1979 roku prowadzi Kronikę Bielska-Białej. Uświetniają ją wpisy takich osób, jak Jan Paweł II czy Krzysztof Penderecki. Kronika składa się z ponad stu tomów zapisanych ręcznie. Teraz szuka osób, które chciałyby kontynuować dzieło jego życia.

Z Andrzejem Ziomkiem, autorem ponad 100-tomowej Kroniki Bielska-Białej, rozmawia Aleksandra Haberny.

Dlaczego zdecydował się Pan pisać kronikę?

 - Wszystko zaczęło się w 1971 roku we Wrocławiu, gdzie mieszkałem i studiowałem. Kolekcjonowałem wtedy różne rzeczy, jedną z moich pasji było zbieranie skał i minerałów. Sudety są bardzo bogate geologicznie, więc z rajdów czy samodzielnych wypraw przywoziłem ciekawe okazy. Powstał zbiór. Postanowiłem założyć dla niego księgę gości. Wpisywały się do niej osoby, które zobaczyły moją skromną kolekcję.

Zapis konkretnego czasu

Prowadzenie kroniki to praca czy hobby?

 - Hobby z definicji to zagospodarowanie wolnego czasu, a ja troszkę przegiąłem i nawet ten czas, który powinienem przeznaczyć na inne obowiązki czy dla rodziny - poświęcałem kronice. Także w jakimś stopniu można to traktować jako hobby. Wszystko kosztowało mnie bardzo dużo poświęcenia, ale jakieś tam efekty są.

Prowadząc kronikę, kolekcjonuje Pan ślady po wydarzeniach odbywających się w Bielsku-Białej. Na jakich wydarzeniach się Pan pojawia? Stawia Pan na jakość czy ilość?

 - Bardziej na kompletność. Staram się nie oceniać. Do wybierania zmusza mnie czas, to on mnie ogranicza. Gdy ktoś robi zdjęcie, aparat nie wybiera ważniejszych obiektów i mniej ważnych. Po prostu to, co się fotografuje, zostaje na zdjęciu. Kieruję się podobną zasadą. Chcę w miarę możliwości zapisać dany czas. Dlatego w kronice są bardzo ważne wydarzenia i są debiuty. Na równi traktuję różne dziedziny, nie uważam np. żeby plastyka była ważniejsza od muzyki.

Uświetniają kronikę

Ktoś Panu pomaga?

 - Ludzie życzliwie podchodzą do tego, co robię. To najważniejsze. Jeśli kronikę uda się zdigitalizować, tak jak obiecała Książnica Beskidzka, łatwo będzie można trafiać do tych wydarzeń. Będą mogli z nich korzystać nie tylko mieszkańcy Bielska-Białej.

Oferta kulturalna Bielska-Białej jest bardzo bogata. Regularnie odbywają się tutaj festiwale jazzowe, wystawy, przedstawienia teatralne, koncerty i mnóstwo innych imprez, na które zjeżdżają goście z całego świata. Właśnie dzięki temu kronika obfituje w rozmaite wpisy. Osoby, które ich dokonały, mają prawo, by po latach zobaczyć taki zapis swojego udziału, w danym czasie, atmosferze i emocjach. Jeśli chodzi o osoby, które mi pomagały, było ich tak wiele… Ale na pewno trzeba wspomnieć o Julianie Jacku Leszczyńskim. To właśnie jego szkice i portrety uświetniają kronikę.

Zamierza Pan przekazać komuś swoją pasję?

 - Postrzegam kronikę jako zbiór zintegrowanych elementów. To nie tylko rękopiśmienne przekazy osób, ale również materiały o kronikarskim znaczeniu. Chciałbym ogromnie, aby miasto kiedyś znalazło przestrzeń dla jej dalszego rozwoju. Spisałem na początek zasady funkcjonowania kroniki. Są zawarte w ośmiu punktach, ale najważniejsze są trzy pierwsze:

1. Przedmiotowa Kronika jest próbą dokumentowania wydarzeń poprzez wpisy związanych z nimi osób.
2. Autorami Kroniki są zatem osoby utrwalanych wydarzeń - najczęściej Goście i Mieszkańcy Bielska-Białej. Moja rola sprowadza się jedynie do sprawowania opieki.
3. Jako założyciel i chronologicznie pierwszy opiekun wyrażam nadzieję, że Kronika znajdzie kontynuatorów w przyszłości i traktowana będzie jako dobro wspólne - teraz i zawsze.

Autobusem na wernisaż

Jak przemieszcza się Pan po Bielsku-Białej na kolejne zdarzenia?

 - Korzystam ze środków komunikacji publicznej. Byłem kierowcą do 2006 roku, jeździłem własnym samochodem, ale potem ze względów zdrowotnych musiałem z tego zrezygnować. Czasem wracam na piechotę. Czasem mnie ktoś podrzuci. W tym roku np. bielski radny jechał na wernisaż, zobaczył mnie na przystanku, założył, że ja też i nie pomylił się.

A co Pan robi, kiedy już znajdzie się na jakimś wydarzeniu?

 - Warto poznać atmosferę, słuchać przemówień, wystąpień, by zakodować, jak wszystko się odbywa. Nie ma znaczenia, czy to koncert, czy wernisaż. Potem trzeba zaczekać na odpowiedni moment, żeby poprosić uczestników o wpisy. Zazwyczaj czekam cierpliwie na zakończenie. Zdarzają się wyjątki, jeśli kilka wydarzeń odbywa się naraz. Nieraz na godzinę, dwie przed występem szukam możliwości, żeby ktoś się chociaż krótko wpisał. Bywa, że jest sześć, siedem wydarzeń w godzinach popołudniowych czy wieczorem. To jest dla mnie dość trudne, ale często udaje mi się wszystko zapisać. Stale muszę być dyspozycyjny wobec wydarzeń i prognozować ich faktyczną chronologię.

Czerpie Pan z tego jakieś korzyści?

 - Korzyścią jest satysfakcja, że się coś robi, co ma sens i co może być pożyteczne dla ludzi. To jest dość dużo.

Rozmawiała: Aleksandra Haberny (redakcjaBB)

Foto: Kaja Bednarska

Andrzej Ziomek urodził się w Dąbrowie Górniczej. Bielszczanin z wyboru i zamiłowania. Od 1979 roku prowadzi Kronikę Bielska-Białej, którą uświetniły wpisy m.in. takich osób, jak Jerzy Stuhr, Jan Paweł II, Anna Dymna czy Krzysztof Penderecki. Mówi o sobie, że jest tylko opiekunem kroniki, a jej autorami są osoby, które się wpisują. Kronika składa się ze 114 tomów zapisanych ręcznie. Pan Andrzej szuka osób, które chciałyby kontynuować dzieło jego życia - tworzenie Kroniki Bielska-Białej. Zainteresowani proszeni są o kontakt: [email protected].