Kajdanki, pałka, ale również paralizator - to wszystko znajduje się na wyposażeniu pracowników Straży Miejskiej w Bielsku-Białej. W najbliższym czasie gmina kupi swoim strażnikom dodatkowe tasery za 60 tys. zł, choć ze sprzętu tego typu nie musieli jak dotąd często korzystać. W ciągu ostatnich dwóch lat paralizatorów użyto zaledwie… trzykrotnie.

W przyszłym roku Straż Miejska w Bielsku-Białej otrzyma pięć nowych paralizatorów. Ich zakup oznacza podwojenie stanu posiadania tego typu urządzeń będących w dyspozycji bielskich strażników, którzy korzystają z nich od 2009 roku. Inwestycję o wartości 60 tys. zł sfinansuje gmina.

(Nie)bezpieczny paralizator?

Tasery, czyli popularne paralizatory elektryczne używane są przez służby mundurowe w wielu krajach na świecie. Dzięki wystrzeliwanym elektrodom połączonym z urządzeniem przewodami posiadają zasięg rażenia do pięciu metrów. Sprzęt przeznaczony do obrony osobistej generuje wysokie napięcie elektryczne przy niskim natężeniu. Jego użycie powoduje ból oraz zakłócenie działania układu nerwowego, a w rezultacie chwilowy paraliż osoby obezwładnianej.

Użycie paralizatora wobec osoby zdrowej nie powinno powodować poważniejszych obrażeń. Ale urządzenie staje się niebezpieczne dla człowieka będącego pod wpływem alkoholu czy narkotyków. U osoby cierpiącej na choroby układy krążenia porażenie prądem może wywołać zaburzenia rytmu serca, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do śmierci. Tak było dziewięć lat temu na lotnisku w Kanadzie, gdzie śmiertelnie porażony taserem został obywatel Polski.

Każde użycie odnotowane

Dlatego do korzystania z paralizatorów w Straży Miejskiej w Bielsku-Białej upoważnieni są tylko przeszkoleni pracownicy, którzy uzyskali stosowny certyfikat bezpieczeństwa oraz zaliczyli test końcowy. W bielskiej jednostce powiedziano portalowi, że każdy ze strażników korzystający z paralizatora bierze udział w cyklicznych szkoleniach z użycia środków przymusu bezpośredniego, w tym z tasera.

Jak zapewnia komendant Grzegorz Gładysz, od kilku lat paralizatory są na co dzień wykorzystywane przez upoważnionych funkcjonariuszy do wykonywania czynności służbowych. Każdy przypadek użycia musi być odnotowany i skrupulatnie opisany w dokumentacji służbowej. Ile interwencji z wykorzystaniem taserów podjęli w ostatnim czasie bielscy strażnicy? Okazuje się, że niewiele. - W ciągu ostatnich dwóch lat paralizatorów użyto trzykrotnie - wyjaśnia komendant Straży Miejskiej w Bielsku-Białej.

Czynnik odstraszania

Przewodniczący komisji bezpieczeństwa i samorządności Rady Miejskiej Maurycy Rodak uważa, że zakup pięciu paralizatorów był zasadny. - Jeśli strażnicy będą odpowiednio przeszkoleni, to powinni mieć skuteczną broń na wyposażeniu. Bezpieczeństwo publiczne w Europie zostało poważnie nadszarpnięte i wszystkie służby w Polsce, a także w naszym mieście, powinny posiadać wystarczające środki przymusu bezpośredniego, by zareagować w sytuacji kryzysowej - przekonuje radny PiS.

Fakt, że bielscy strażnicy rzadko sięgają po paralizatory może - zdaniem Rodaka - cieszyć, ale pod żadnym pozorem nie oznacza to, że urządzenia są niepotrzebne. - Z pewnością działają jako czynnik odstraszający. To jak z uzbrojeniem armii. Obyśmy nigdy nie musieli z niego korzystać, ale lepiej je mieć niż nie mieć - kwituje radny.

Bartłomiej Kawalec