Bielsko było dla przedwojennych prostytutek bardzo dobrą lokalizacją. Nie dość, że w mieście znajdowały się koszary wojskowe, to dodatkowo leżało ono przy linii kolejowej Wiedeń-Lwów, a przez to wielu turystów szukało pociechy w lokalnych domach publicznych. Jak wynika z archiwalnych akt sądowych i policyjnych, stręczyciele sprowadzali prostytutki nawet z Wiednia.

Wiedeń, styczeń 1916 roku. Nieznany mężczyzna pochodzący z Bielska zaczepia na ulicy lwowiankę, 21-lenią Franciszkę S. Zaprasza pannę do pobliskiej kawiarni „Habsburg” na wspólną kolację. Oboje przechodzą przez zatłoczoną uliczkę i spotykają wachmistrza Wilhelma L. - przyjaciela bielszczanina. Podczas rozmowy okazuje się, że Wilhelm jest bardzo dobrym kompanem do zabawy.

Dom publiczny dla żołnierzy

Wachmistrz, którego przyjaciel pozostawia z panną sam na sam, zaprasza Franciszkę S. do lokalu, a następnie spędza z nią noc w wiedeńskim hotelu "City". Mężczyzna przekonuje kobietę, by wspólnie pojechali do Bielska. Twierdzi, że ma na tyle pieniędzy, że nie będzie musiała nic robić, gdyż jest w stanie ją utrzymać.

Na zezwoleniu wjazdu do miasta Franciszka S. zostaje wpisana jako siostra bielszczanina. Mężczyzna wynajmuje jej pokój w hotelu „Royal”, po czym udaje się na służbę do pobliskich koszar. Kilka dni później żołnierz opuszcza hotel, aby nigdy więcej już lwowianki nie spotkać. Kobietę odwiedza w pokoju mężczyzna, który od wachmistrza L. miał się dowiedzieć, że Franciszka S. poszukuje pracy. Dżentelmen ów zabiera ją do samochodu i wspólnie udają się do jego domu.

W drodze nieznajomy mężczyzna próbuje ją przekonać, że zostanie towarzyszką jego życia.  Kiedy jednak kobieta wchodzi do domu, wewnątrz widzi panie lekkich obyczajów. Wtedy wyrywa się z objęć jegomościa, jak się okazuje, bielskiego alfonsa, i ucieka.

Obiecywał lepsze zarobki

Następnego dnia całą sprawę opisuje na posterunku bielskiej policji. Tam dowiaduje się, że wachmistrz Wilhelm L. służy w żandarmerii polowej w Bielsku, a wcześniej w podobny sposób „utrzymywał” pewną dziewczyną, dając jej wyżywienie i mieszkanie. Funkcjonariusze policji wyrzucają lwowiankę z hotelu „Royal” pod zarzutem prostytucji. Kobieta, u której lekarz stwierdza rzeżączkę, zostaje umieszczona w bielskim szpitalu. Co więcej, chorobę weneryczną doktor rozpoznaje także u wachmistrza, który przyznaje się do intymnej zażyłości z Franciszką S.

W dochodzeniu policyjnym wychodzi na jaw, że kobieta już w Wiedniu zażądała od pana Wilhelma zapłaty za swoje usługi. Żołnierz ściągnął ją do Bielska, obiecując lepsze zarobki, a w efekcie dziewczyna znalazła się na ulicy.

Wydalony z miasta

W międzywojennym Bielsku nie brakowało lokalnych stręczycieli. Z archiwalnych akt policyjnych wynika, że urodzony w 1898 roku w Mikuszowicach Ludwik L. w 1931 roku został oskarżony o pobicie prostytutki Anny P. Mężczyzna bez stałego miejsca zamieszkania, był wielokrotnie karany m.in. za kradzieże. Policja otrzymywała skargi od obywateli, którzy informowali, że Ludwik L. w stanie upojenia alkoholowego urządza w objęciach  prostytutek nocne wycieczki po mieście, zakłócając przy tym ciszę nocną.

Podczas rozprawy sądowej w 1931 roku policja złożyła wniosek o  wydalenie mężczyzny z miasta, gdyż mimo częstych aresztowań, nadal stanowił zagrożenie dla mieszkańców. Stałe utrzymywanie stosunków z przestępcami, pozostawanie na utrzymaniu nierządnicy Wiktorii K., fizycznie znęcanie się nad młodymi prostytutkami, nocne kradzieże i napady są wystarczającymi przesłankami, by Ludwik L. został wydalony poza rogatki miasta.

Na dodatek ukradli kapelusz

W archiwalnych aktach znaleźć też można informację o tym, że w 1932 roku prostytutka z Lipnika Genowefa K. została wywieziona do Żywca przez dwóch mężczyzn. Nocą przez kilka godzin błąkała się po nieznanym miejscu, by dopiero nad ranem dotrzeć do miejscowego posterunku straży miejskiej i złożyć zeznania.

Policja odtworzyła całą historię i wtedy okazało się, że Józef M. z zawodu piekarz, oraz szofer Jan F. zaprosili w Białej pannę K. do restauracji. Tam zjedli obiad, a następnie cała trójka wsiadła do samochodu. W Żywcu zajechali w nieznane kobiecie miejsce, gdzie ją wielokrotnie wykorzystali. Panowie za usługę nie tylko nie zapłacili, ale ukradli dziewczynie… kapelusz. Niestety, o tym, jakie były dalsze losy prostytutki z Lipnika, archiwa milczą.

Alan Jakman

Na zdjęciu tytułowym: dawne koszary kawalerii, rok 1905, fot. Monika Ćwikowska-Broda i Wiesław Ćwikowski, Bielsko-Biała i okolice pocztówką pisane.