Od czterech lat stacja krwiodawstwa w Bielsku-Białej działa tylko do godz. 15.00. Kiedy jest zamknięta, karetki z bielskich szpitali muszą jeździć po krew do Katowic. Tylko Szpital Wojewódzki wydał na transport krwi w tym okresie ponad 1 mln zł.

Kiedy przed czterema laty skrócono czas pracy bielskiego oddziału Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach, kierownictwo tej placówki uspokajało, że zmiana nie spowoduje żadnych komplikacji. Zdecydowano wówczas, że odział, który funkcjonował dotychczas całodobowo, od 2012 roku będzie wydawał krew tylko do godz. 15.00. Rzeczywistość okazała się inna. Po czterech latach można dokładnie policzyć koszty, jakie z tego tytułu poniosły bielskie szpitale.

Postulat przywrócenia w Bielsku-Białej całodobowej stacji krwiodawstwa wrócił ostatnio za sprawą radnej wojewódzkiej Ewy Żak (PiS). Podczas poniedziałkowej wizyty Beaty Szydło w naszym mieście radna przekazała szefowej rządu pismo, w którym podkreśla negatywne skutki przyjętych przed czterema laty rozwiązań.

 - [Po godz. 15.00] i we wszystkie weekendy po krew i jej składniki ze szpitali wyjeżdżają karetki do Katowic oddalonych od naszego miasta o ponad 50 km w jedną stronę - argumentuje Ewa Żak. - Szpitale ponoszą ogromne koszty transportu i blokują karetki na kilka godzin. Do Katowic jeździmy po krew dobieraną, po płytki krwi i z próbami konsultacyjnymi, np. próba zgodności czy grupa krwi. W pierwszej kolejności zawozimy próbki do Katowic. Tam czekamy aż zrobią krzyżówkę. Jeśli procedura trwa dłużej, karetka wraca pustym przebiegiem do Bielska, aby po kilku godzinach jechać powtórnie do Katowic. W ciągu czterech lat, od kiedy w naszym mieście nie mamy całodobowego Oddziału Krwiodawstwa, Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej tylko za transport krwi wydał ponad milion złotych - zauważa radna.

Autorka listu wskazuje, że krew potrzebna jest stale ofiarom wypadków, pacjentom cierpiącym na zaburzenia krzepnięcia i ratowanym na oddziałach zabiegowych. Często w sytuacji zagrożenia życia należy ją dostarczyć niezwłocznie. Sytuację, w której karetki muszą po nią jeździć do Katowic, a bielskie szpitale ponoszą z tego powodu milionowe straty, radna nie waha się nazwać bezmyślnością. Dlatego, zdaniem Ewy Żak, tak ważne jest, aby krew dla bielskich szpitali była dostępna na miejscu i całodobowo.

Ze swoim apelem radna Ewa Żak zwróciła się także m.in. do Jarosława Wieczorka - wojewody śląskiego oraz parlamentarzystów z naszego regionu: Stanisława Szweda - posła i wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej oraz Andrzeja Kamińskiego - senatora RP.

MCI