Przed II wojną światową obowiązek płacenia składek na ubezpieczenie społeczne przez pracodawców regulowała ustawa z marca 1933 roku. W bielskim Sądzie Grodzkim (Pracy) nierzadko dochodziło do procesów, w których oskarżano pracodawców o łamanie przepisów. Czasem wobec sprawców orzekano nawet kary aresztu.

Większość procesów karnych odbywających się w Sądzie Pracy w Bielsku dotyczyła uchylania się od zapłaty obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne. Sprawy potrafiły ciągnąć się latami. Oskarżeni powoływali świadków, wynajmowali adwokatów, próbowali uchronić się przez uregulowaniem zarządzonej sądownie grzywny. Czasem zdarzało się, że oskarżony odbywał areszt za niepłacenie składek ubezpieczeniowych.

Korzystne zeznania pracownika

W sierpniu 1934 niejaka Regina G., właścicielka zakładu produkującego konfekcję, dopuściła się złamania art. 272 ustawy o ubezpieczeniu społecznym. W myśl tego przepisu każdy pracodawca był zobligowany do wpłacenia należnej części składek. Zaległość bielszczanki wynosiła nieco ponad 200 zł. Dyrektor Ubezpieczalni Społecznej w Bielsku Henryk Fikus wnioskował o pociągnięcie właścicielki zakładu do odpowiedzialności karnej, a sąd przychylił się do tego wniosku.

 - Świetny Sądzie! - mówiła oskarżona na rozprawie. - Nie poczuwam się do winy. Przedewszystkiem wyjaśniam, że przedsiębiorstwem kieruje mój mąż Berek G., a on jedynie jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie ustawy (pisownia oryginalna).

Podczas rozprawy sądowej w październiku 1934 Regina G. powołała świadka - pracownika Stanisława B. To właśnie od jego wynagrodzenia miała nie odprowadzać składek. Świadek przyznał, że poprosił prawodawcę o niepotrącanie składek ze względu na chorą żonę i dziecko, gdyż ubezpieczalnia odmawia mu wydania droższych lekarstw przez co jest zmuszony „kupić takowe z własnych środków”.

Natomiast Berek G. tłumaczył, że nie był świadomy skutków prawnych z tytułu naruszenia przepisów ustawy. W tej sytuacji sąd przychylił się do wcześniejszych wniosków stron i po gruntownym sprawdzeniu kwoty wpłacanych należności ubezpieczeniowych oraz sumy wypłacanych wynagrodzeń postanowił, że oskarżona Regina G. ma wpłacić 10 zł grzywny, 5 zł kosztów sądowych, a także złotówkę opłat sądowych.

Wstrzymana egzekucja komornicza

W 1935 roku Ubezpieczalnia Społeczna w Bielsku przesłała do tutejszego Sądu Pracy zawiadomienie, że Franciszek S. zamieszkały w Aleksandrowicach nie wpłacił należnej kwoty ubezpieczenia od pracowników przedsiębiorstwa produkującego meble. Sąd skazał oskarżonego na 50 zł grzywny albo pięć dni aresztu. Kwota ta nie została jednak wpłacona w wyznaczonym terminie. Dlatego w marcu 1935 komornik bielskiego sądu grodzkiego postanowił zlicytować przedmioty należące do Franciszka S. Były to m.in. aparat do natryskania, łożyska kulkowe, hebel, drehhbank i narzędzia żelazne.

Kilka dni później Sąd Pracy w Bielsku postanowił wstrzymać egzekucję komorniczą, ponieważ oskarżony Franciszek S. wpłacił część kwoty w wysokości 20 zł. Niestety, przedsiębiorca nie zamierzał uiścić pozostałej kwoty należnej ubezpieczalni przez co 14 stycznia 1939, na wniosek Sądu Grodzkiego w Bielsku, posterunek policji nakazał mu, by 3 lutego tegoż roku stawił się w areszcie. W przeciwnym razie mógł zostać doprowadzony siłą.

Jeszcze w marcu 1939 roku kontynuowano tę sprawę. Sąd postanowił wtedy zamienić resztę grzywny na areszt domowy, aby po uprawomocnieniu tego wyroku można było wezwać Franciszka S. do odbycia kary zastępczej. Po ponad czterech latach, w lipcu 1939 roku oskarżony wpłacił całość grzywny do kasy sądowej. Tym samym sprawę nieuczciwego przedsiębiorcy z Aleksandrowic zamknięto.

Alan Jakman

Fotokopie dokumentów: Alan Jakman

Artykuł napisano na podstawie akt spraw karnych Sądu Pracy w Bielsku (numer zespołu 78, Archiwum Państwowe w Katowicach Oddział w Bielsku-Białej).