Bielskie spotkania podróżników
- Jeździliśmy rowerami, rolkami i monocyklami, lataliśmy paralotniami i szybowcami, skakaliśmy ze spadochronem, nurkowaliśmy z delfinami, pływaliśmy tratwami z plastikowych butelek, łapaliśmy autostop i jachtostop - wylicza nasza rozmówczyni.
Z Iwoną Mróz, właścicielką klubo-kawiarni Grawitacja rozmawia Agnieszka Ściera
Jak to się stało, że podróżnicy zawitali do Grawitacji?
- Dziesięć lat temu wspólnie z dwojgiem znajomych - Anią Szutą i Robertem Wieczorkiem, planowaliśmy wspólną podróż. Z tej podróży nic nie wyszło, natomiast doszliśmy do wniosku, że fajnie by było stworzyć taką grupę ludzi, którzy interesują się podróżami, których łączą wspólne pasje, którzy chcą gdzieś razem pojechać, coś nowego poznać. Nie wszyscy też jeżdżą po świecie, ale chcieliby widzieć, słyszeć, poczuć egzotykę rozmaitych zakątków naszego globu. Dlaczego by więc nie dać im tej możliwości, tworząc klub podróżnika? I tak powstał projekt Spotkań Podróżników w Grawitacji.
Na wszystkich kontynentach
Kto był pierwszym waszym gościem jako podróżnik?
- Nie pamiętam. Wiesz, dziesięć lat temu dużo trudniej było znaleźć osoby, które podróżują, a to dlatego, że wtedy nie było jeszcze tanich linii lotniczych, internet nie był tak powszechny, nie każdy miał do niego dostęp. Trzeba było mieć duże zasoby finansowe, żeby gdziekolwiek pojechać, bądź też trzeba było wykazać się ogromną determinacją. Początkowo naszymi gośćmi byli głównie znajomi bądź znajomi znajomych.
Czy masz marzenie, kogo chciałabyś do Grawitacji zaprosić?
- Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Jest tak wiele wspaniałych osób, które mnie inspirują i które chciałabym zaprosić. To są i wielkie nazwiska, i ludzie, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę, a już są wyjątkowi dzięki temu, co robią. Przez te 10 lat Spotkań Podróżników byliśmy już na wszystkich kontynentach, posmakowaliśmy egzotyki Azji, różnorodności Afryki, galopowaliśmy stepami Mongolii, zwiedzaliśmy metropolie, zdobywaliśmy najwyższe szczyty i schodziliśmy najniżej w głąb ziemi. Robiliśmy masę szalonych rzeczy - rozpalaliśmy grilla na Blanku, jeździliśmy rowerami, rolkami, monocyklami, lataliśmy paralotniami i szybowcami, skakaliśmy ze spadochronem, nurkowaliśmy z delfinami, uprawialiśmy kanioning, pływaliśmy tratwami z plastikowych butelek, kanoe, kajakami, żaglówkami, statkami, łapaliśmy autostop i jachtostop. Słowem: przekrój niesamowity, a ciągle te spotkania i opowieści podróżnicze potrafią zaskakiwać. Czekam cały czas na relację z podróży w kosmos (śmiech). To, wiesz, może być ciekawe - opowieść w Grawitacji o miejscu, gdzie nie ma grawitacji.
To byłoby ciekawe. Powiedz mi, czy znasz kogoś, kto tu bywa i zainspirowany sam wybrał się w podróż?
- Tak, na pewno sporo osób zostało zainspirowanych przez spotkania w Grawitacji. Część naszych gości przychodzi do nas, aby uzyskać konkretne, praktyczne informacje. Jest też sporo osób, które zainspirowane czyjąś opowieścią wyruszyły w podróż. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się spotkania typu: „Porzucił swoje poukładane życie, pewną pracę, sprzedał, co się tylko sprzedać dało, i… ruszył w podróż życia”. Świat teraz staje otworem i jest wiele możliwości wyjazdu, stąd, myślę, takie zainteresowanie tym tematem.
Podróż bez celu i kierunku
A jak ty się zmieniłaś przez te dziesięć lat dzięki Spotkaniom Podróżników?
- Przede wszystkim kiedy dziesięć lat temu zaczynaliśmy tę przygodę z podróżami, nie spodziewałam się, że poznam tak wielu wspaniałych ludzi! Ludzi o otwartych umysłach i wspaniałych sercach, ludzi, którzy potrafią zachwycić się pięknem świata, jego różnorodnością, umieją szanować inne religie i kultury, ludzi, dla których słowo „inny” nie znaczy „gorszy”. A jak ja się zmieniłam? Myślę, że mam większa determinację w realizacji swoich marzeń.
Udało ci się zrealizować nareszcie jakąś podróż, ktoś cię zainspirował?
- W trakcie tych dziesięciu lat byłam na kilku wyprawach, ale w porównaniu z tymi, o których słyszymy w Grawitacji, nie są to żadne spektakularne eskapady. Szczególne znaczenie miało dla mnie spotkanie z Brygidą i Bartkiem, którzy doszli w pewnym momencie do wniosku, że zamykają ten rozdział życia i ruszają w podróż po świecie - bez celu, bez kierunku, w podróż również duchową. Inspiracją są dla mnie również ludzie, którzy organizują wyprawy, żeby pomagać innym. Przykładem są Bożenka i Staszek Kotlarczykowie, którzy wyjeżdżają do Etiopii i tam przeprowadzają operacje oczu. Gdybym teraz planowała wyjazd, to myślę, że najbardziej cieszyłaby mnie taka podróż połączona z jakąś formą pomocy innym.
Wyobraźmy sobie, że sprzedajesz to wszystko, zostawiasz dotychczasowe życie za sobą. Dokąd jedziesz?
- Hmm (śmiech). Wiesz, jest właściwie tak wiele miejsc, które chciałabym zobaczyć, ale myślę, że jednak Wschód.
Coraz więcej spotkań
Hamas by z tobą pojechał?
- Oczywiście, nie wyobrażam sobie innego scenariusza! Gdy planujemy jakiekolwiek wakacje czy jakikolwiek wyjazd, warunkiem koniecznym jest podróż drogą lądową, aby pies mógł z nami podróżować. Chociaż mieliśmy w Grawitacji spotkanie z parą, która wybrała się do Indii z psem. Udało im się to. Pies leciał samolotem. Natomiast według mnie jest to zbyt niebezpieczne dla psa.
Kto w najbliższym czasie pojawi się w Grawitacji?
- Ze względu na duże zainteresowanie zwiększyliśmy częstotliwość spotkań. Już nie tylko w poniedziałki, ale również we wtorki będzie można posłuchać opowieści podróżniczych. Szczegółowy program znajduje się na stronie www.grawitacja-cafe.pl oraz na profilu www.facebook.com/GrawitacjaBielsko.
Czy Spotkania Podróżników pozwalają ci lepiej funkcjonować na rynku?
- Myślę, że tak, bo dzięki temu Grawitacja jest wyjątkowym miejscem. Byliśmy pierwszym lokalem, który coś takiego zorganizował, i przez wiele lat prowadził jako jedyny. Utarło się więc, że w Grawitacji zawsze są Spotkania Podróżników. Poza tym to mnie interesuje, to moja pasja - fajnie się robi coś, co dodatkowo daje tyle przyjemności.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Agnieszka Ściera (2BStyle)
Galeria:
Komentarze 3
Ciasno, przeciskający się w kółko ludzie, niewygodne oglądanie pod dużym kątem (zarówno w pionie jak i w poziomie).
Chyba lepiej by było, gdyby obraz był rzucany na ścianę na której teraz wiszą zdjęcia koło schodów.





Klauzula informacyjna ›