Pan Marcin mieszka w aglomeracji górnośląskiej. W Bielsku-Białej posiada ładne mieszkanie w apartamentowcu blisko centrum. Lokal o powierzchni 50 m2 jest wyremontowany i umeblowany, ma dwa pokoje, kuchnię i przedpokój. W styczniu br. nasz rozmówca postanowił je wynająć. To był początek jego wielkich kłopotów.

 - Dałem ogłoszenie w portalach internetowych - mówi pan Marcin. - Zadzwoniła młoda kobieta, która powiedziała, że poszukuje mieszkania dla trójki dorosłych osób. Umówiliśmy się na spotkanie. Po dwóch, trzech dniach zdecydowali się na wynajem - wspomina nasz rozmówca.

Robili dobre wrażenie

Kobietą, która skontaktowała się w sprawie mieszkania była Magdalena F. (20 l.). Miała się wprowadzić z partnerem, Krzysztofem M. (24 l.) oraz jego krewną, Beatą D.-O. (26 l.). Najemcy przystali na ofertę pana Marcina. Przewidywała ona miesięczny czynsz w wysokości 1400 zł oraz pokrywanie bieżących rachunków. Zgodzili się również na kaucję w wysokości jednego czynszu.

 - Na pytanie, czy będą w stanie płacić za mieszkanie, zapewnili, że mają pracę i stałe dochody: pan Krzysztof na budowie, pani Magda w firmie motoryzacyjnej, a pani Beata w sklepie - opowiada właściciel. - Wziąłem to za dobra monetę i podpisaliśmy umowę na rok.

Niepokój pana Marcina wzbudził fakt, że najemcy wpłacili tylko część kaucji. - Obiecywali, że wkrótce dopłacą resztę - stwierdza pan Marcin. - Poszedłem im wtedy na rękę i przekazałem klucze. Robili dobre wrażenie, wyglądali schludnie i nie budzili podejrzeń - zauważa nasz rozmówca.

Poczekają na wyrok sądu

Mijały tygodnie, a kaucja, mimo nalegań ze strony właściciela, wciąż pozostawała nieopłacona. Po miesiącu pan Marcin dostał pierwszy rachunek za zużyte przez najemców media. - Kiedy im go przedstawiłem, usłyszałem, że mają pewne trudności i nie mogą go w całości zapłacić - relacjonuje mężczyzna. - Ponieważ sytuacja powtarzała się w kolejnych miesiącach, a zaległości rosły, straciłem cierpliwość.

W kwietniu pan Marcin postanowił wypowiedzieć umowę najemcom. - Nie protestowali zbytnio i szybko podpisaliśmy dokument - mówi nasz rozmówca. - Przewidywał on, że wyprowadzą się w ciągu miesiąca. Kiedy jednak miesiąc minął, a oni nie ruszyli się z miejsca, nabrałem wątpliwości.

Obawy pana Marcina potwierdziły się w rozmowie, jaką odbył wówczas z najemcami. Wspomina, że w jej trakcie po raz pierwszy przyznali wprost, że nigdzie nie zamierzają się wynosić. Na sugestię ze strony właściciela, że skończy się to dla nich eksmisją, mieli stwierdzić ironicznie, że w takim razie będą czekać na wyrok sądu.

Tauronowi jest obojętne

 - Prawdopodobnie dobrze się znają na przepisach - domyśla się pan Marcin. - Kiedy w kwietniu wystąpiłem z pozwem o eksmisję, sąd wyznaczył termin rozprawy na… październik. Tymczasem od 1 listopada zaczyna się okres ochronny dla osób zagrożonych eksmisją. Poza tym pani Magda zataiła przede mną przy podpisywaniu umowy, że spodziewa się dziecka. Urodziło się ono latem. To dodatkowo utrudnia eksmisję - stwierdza właściciel mieszkania.

Pan Marcin wylicza, że od kwietnia nie dostał od najemców ani złotówki z tytułu użytkowania lokalu. Co więcej, ponieważ liczniki nie zostały przepisane, był zmuszony płacić rachunki za wodę i prąd, które zużyli (ok. 300 zł miesięcznie).

 - Aby to ukrócić, rozwiązałem umowę z Tauronem - przybliża właściciel mieszkania. - Kiedy monter odłączył licznik myślałem, że skłoni to najemców do wyprowadzki, tym bardziej, że w mieszkaniu nie ma gazu i wszystko działa na prąd. Niedługo jednak pani Magda poszła do Tauronu i podpisała nową umowę, na siebie. Okazało się, że Tauronowi jest obojętne, kto jest właścicielem mieszkania. Wystarcza mu, że na podłączenie pozwala instalacja oraz deklaracja klienta, że będzie płacić za zużycie - irytuje się nasz rozmówca.

Mają już nowe lokum

Wtedy, widząc, że konwencjonalne metody nie działają, właściciel zdecydował się na desperacki krok: postanowił zamieszkać z kłopotliwymi najemcami. - Którejś nocy, bez uprzedzenia, otworzyłem drzwi, wszedłem z walizkami i oznajmiłem zaskoczonej trójce, że się wprowadzam - opowiada pan Marcin.

Po krótkiej chwili najemcy odzyskali pewność siebie. Zadzwonili na policję i poskarżyli się na zakłócanie miru domowego. - Policjanci, którzy przyjechali na interwencję, szybko im jednak uświadomili, jaka jest rzeczywista sytuacja - tłumaczy nasz rozmówca. - Stwierdzili wyraźnie, że jako właściciel mam prawo przebywać w mieszkaniu. Pouczyli także, że w przypadkach nieuzasadnionego wzywania policji grozi mandat karny - dodaje mężczyzna.

Dopiero perswazja policji sprawiła, że najemcy zgodzili się na dialog z właścicielem. - W obecności policji zobowiązali się znaleźć sobie do końca września nowe lokum - mówi pan Marcin. - Także w przeprowadzce pod nowy adres towarzyszył im funkcjonariusz policji. Kiedy go potem spotkałem, zdradził, że cała trójka znów trafiła do „super-wypasionego mieszkania” - mówi właściciel.

Ryzyko niechcianych lokatorów

Pan Marcin planuje wystąpić z pozwem przeciw byłym najemcom za niezapłacony czynsz, rachunki i dewastację mieszkania. Zdaje sobie jednak sprawę, że widoki na odszkodowanie są marne. - Okazuje się, że obecnie nikt z nich nie ma stałego zatrudnienia, jeśli gdzieś pracują, to na czarno - podejrzewa nasz rozmówca.

 - Mogłem być ostrożniejszy i lepiej się zabezpieczyć. Dziś zasięgnąłbym z pewnością opinii prawnika, nie spieszyłbym się z zawarciem umowy, sprawdziłbym najemców. Byłem zbyt łatwowierny - przyznaje pan Marcin.

 - Niestety, pomimo kilku skutecznych rozwiązań przygotowanych przez ustawodawcę chroniących właścicieli nieruchomości przed nieuczciwymi najemcami, nadal takie sytuacje są bardzo częste - komentuje Sylwia Gajek-Zielińska, agent nieruchomości z Bielska-Białej. - Przy oddawaniu w użytkowanie swego mienia osobie obcej warto zaufać profesjonaliście, który zadba o bezpieczeństwo całej transakcji oraz pozwoli we współpracy z prawnikiem i notariuszem na zminimalizowanie ryzyka niechcianych lokatorów - podpowiada nasz ekspert.

Maciej Chrobak

PS. Imiona i inicjały nazwisk osób są autentyczne.