Warto walczyć z wiatrakami
W Teatrze Polskim w Bielsku-Białej zakończył się sezon jubileuszowy. Z tej okazji dyrektor Witold Mazurkiewicz, który obchodzi 30-lecie swojej pracy twórczej, wyreżyserował musical pt. „Człowiek z La Manczy”. Premiera tego spektaklu odbyła się w miniony piątek. Wystąpił prawie cały zespół bielskiego teatru dramatycznego.
Powieść pt. „Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manchy” została wydana w 1605 roku. Hiszpański pisarz Miguel de Cervantes napisał ten tekst podczas pobytu w więzieniu, jako krytykę literatury rycerskiej. Motyw błędnego rycerza, który walczy z wiatrakami, myśląc, że to smoki, w oberży widzi zamek, a w kurtyzanie damę przez wieki na stałe zapisał się w kulturze.
Blizny i łachmany
Dale Wasserman, scenarzysta teatralny i filmowy w 1959 roku zrealizował spektakl telewizyjny, by w 1964 roku przepisać tekst raz jeszcze na musical i pod tytułem „Człowiek z la Manczy” wystawić na Broadwayu. Bohaterem musicalu jest sam Cervantes - poeta, żołnierz i poborca podatkowy, który trafia do więzienia, gdzie czeka na proces prowadzony przez Inkwizycję. Sądzą go również więźniowie. Aby ich zainteresować, rozpoczyna opowieść o Don Kichocie, rycerzu smętnego oblicza, która ma zapewnić mu przetrwanie. Wciąga w to współwięźniów, którzy mają odgrywać poszczególne role.
- Nasz nowoczesny świat mierzy się z coraz to nowymi zagrożeniami i nie potrafi znaleźć dla nich rozwiązania. Zamykamy oczy, tłumimy strach w sobie, wypieramy się odpowiedzialności i winy. A jednak odpowiedzialność za świat i drugiego człowieka ciąży nad nami. I tutaj pojawia się Don Kichot, tytułowy bohater powieści Miguela Cervantesa. Człowiek, który chce pokonywać pychę, zawiść zwalczać szlachetnością i dobrocią serca, gniew opanowaniem i pogodą ducha. Z różnym skutkiem - tłumaczy twórca spektaklu, dramaturg Bartłomiej Harat.
Słysząc "Don Kichot”, wyobrażamy sobie bezkresne hiszpańskie wybrzeża, błędnego rycerza w fikcyjnej zbroi spacerującego ze swoim giermkiem o zachodzie słońca czy kobiety tańczące w rytm flamenco. Tymczasem twórcy spektaklu w Teatrze Polskim serwują nam dołującą scenografię (autorstwa Damiana Styrny), aktorów w łachmanach i bliznach z absurdalnym tłem w postaci żywiołowej, hiszpańskiej muzyki Mitcha Leigha. Ich zamierzeniem było przedstawienie brutalnej więziennej rzeczywistości, którą próbuje odmienić opowieść pisarza. Strach nie ma tu jednego źródła, obezwładnia i osacza.
Trzeba być twardym
- Musical dzieje się więzieniu, więc jest to spektakl bardziej statyczny. Opowiada o tym, jak więźniowie odnajdują radość dzięki człowiekowi oderwanemu od rzeczywistości. Pojawia się wspólnota, która razem wystukuje rytm. Jest tu piękna, hiszpańska muzyka, nietypowa choreografia, która podkreśla, że w takim miejscu trzeba być twardym - podkreśla choreograf Jarosław Staniek.
Czy spektakl Witolda Mazurkiewicza jest typowym musicalem skoro idea artystyczna skupia się na surowym wystukiwaniu rytmu, a zamiast tańców widzimy brutalne bójki i gwałty? Czy jest raczej realistyczną, twórczą wariacją na temat musicalu? Umiejętna reżyseria podkreśla z jednej strony brzydotę rzeczywistości, a z drugiej szaleństwo i dobroduszność Don Kichota.
- Myślę, że 80 proc. czytelników nie przeczytało Cervantesa w całości, ale wszyscy wiedzą, że jego bohaterem jest błędny rycerz, który współcześnie funkcjonuje na kubkach i koszulkach. Chcemy niestereotypowo opowiadać o problemach, którego ta opowieść dotyczy. Ten spektakl jest bardzo dotkliwy, emocjonalny. Ta powieść Cervantesa jest też traktatem o tym, jak podnieść się z kolan, jak uratować swoje człowieczeństwo - przekonuje Witold Mazurkiewicz.
Świetna kreacja Dulcynei
W rolę Cervantesa wcielił się Rafał Sawicki, który szczególnie w drugiej części spektaklu nie udawał Don Kichota. On po prostu nim był, sprawiając, że widzowie coraz bardziej utożsamiali się z tą postacią.
- Jest to klasyka literatury, klasyka musicalu z udziałem prawie całego zespołu Teatru Polskiego i ciekawych twórców. Chciałbym wyruszyć z Państwem w tę podróż, zachęcić do walki z wiatrakami, nawet jeśli wiatr nam wieje w oczy. Bronię Don Kichota, jego spojrzenia, oderwania od rzeczywistości. Naszym sukcesem będzie, jeśli Państwo sami zadacie sobie pytanie, czym jest dziś ta walka z wiatrakami? - mówi Rafał Sawicki.
Twórcy bielskiej inscenizacji ciekawie przedstawili postać służącego, Sanczo Pansy (w tej roli charakterystyczny Tomasz Lorek). W musicalu jest wiernym przyjacielem Cervantesa, tymczasem w powieści ukazany jest jako osoba chytra i chciwa. Niesamowite są zdolności wokalne Grzegorza Margasa, który wcielił się w rolę księdza. Zapewne wielu widzów chciałoby go jeszcze nieraz usłyszeć na deskach naszego teatru.
Wszyscy jesteśmy z La Manczy
Najlepsza kreacja aktorska tego spektaklu należy jednak do Wiktorii Węgrzyn, która wcieliła się w postać Aldonzy, zwanej przez Don Kichota „ukochaną Dulcyneą”. Wymagającą rolę kobiety poniewieranej przez wszystkich uzupełnia piękny, silny głos aktorki. Dulcynea jest prosta i arogancka, ale to właśnie ona zadaje Don Kichotowi najtrudniejsze pytania. Jego dobre serce i szaleństwo sprawiają, że dokonuje się w niej przemiana. Zaczyna widzieć w sobie człowieka, za co przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.
Spektakl jest trudny i brutalny. Pozostawia jednak w widzu nadzieję, optymistyczny przekaz, że nawet w najgorszych okolicznościach warto pozostać marzycielem. - Największym szaleństwem jest branie życia takim, jakie jest - twierdzi Don Kichot. - Wszyscy jesteśmy ludźmi z La Manczy - dodaje.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: Teatr Polski


Klauzula informacyjna ›