Schronisko pozbywa się dzikich kotów
Dziewiętnaście kotów zostało wypuszczonych w sobotę ze schroniska dla bezdomnych zwierząt w Bielsku-Białej. Kierownik placówki wyjaśnia, że były to dzikie koty, które nie przystosowały się do życia w klatce. Z opinią dyrekcji polemizują wolontariusze.
O sprawie wypuszczenia kotów z bielskiego schroniska poinformował facebookowy profil Kotełkowa Drużyna. Prośbę o interwencję otrzymaliśmy również na redakcyjną skrzynkę mailową. - Dziewiętnaście kotów zostało wyrzuconych z kociarni. Nie jest to pierwsza taka sytuacja - piszą wolontariuszki ze schroniska, które przekonują, że niektóre z wyrzuconych zwierząt są w złym stanie.
- Jesteśmy oburzone i zszokowane. Dołożymy wszelkich starań, aby koty wróciły do schroniska. Koty zostały wyrzucone poza kociarnię, gdzie miały zapewnioną opiekę i jedzenie. Zaobserwowałyśmy, że próbują się dostać z powrotem do kociarni. Wspinają się na dach woliery. Przeraźliwie miauczą, są zdezorientowane. Część z nich to wieloletni podopieczni schroniska - czytamy w mailu do redakcji.
Kierownik placówki Zdzisław Szwabowicz nie zgadza się z tymi zarzutami. Twierdzi, że schronisko zdecydowało się wypuścić tylko dziko żyjące koty, które nie przystosowały się do życia w klatce i nie są kotami adopcyjnymi. - Koty wolno żyjące, dzikie, które od lat żyją na wolności, nagle zamknięte są zestresowane. Robimy im krzywdę, zamykając je w klatkach. Taki kot nie pójdzie do adopcji. Jesteśmy jedynym schroniskiem, które przyjmuje koty i nie posiadamy dla takiej liczby kotów odpowiednich warunków. Będziemy bronić naszej decyzji, gdyż tym kotom krzywda się nie dzieje. Nasz rozmówca dodaje, że od maja wypuszczono w ten sposób 35 kotów.
Kierownictwo schroniska przygotowuje specjalne oświadczenie, w którym zamierza się odnieść do wszystkich zarzutów przedstawionych przez wolontariuszki (oficjalne pismo kierownika schroniska do Ratusza w tej sprawie można znaleźć tutaj).
bak

Ja jakbym był tym kotem to wybral bym samotne życie, a nie z takim "człowiekiem" jakim jest szwabowicz/ z malej litery/
Gdybym to ja - przecviętny Polak wyrzucił kota który jest w moim domu jakis czas uznając że jest dziki i nie potrafi się zadomowić pozbawiając go domu, schornienia i jedzenia to ja bym miał proces karny i karę 2 lat pozbvawienia wolności.
Ale Szwabowicz może to czynić choć jego prawa powinna poklefgać wlaśnie na zapewnienbiu schronienia i jedzenia takim porzuconym zwierzętom. Prokuratura da mu bezkarnośc bo " postepowanie w kwesii umorzenia śledztwa zostało już dawno napiosane- jeszcze przed wyrzuceniem tych kotów ze schroniska
prokuratura jak nic .......
Psy z tego co wiem nadal nie dostają jeść w niedzielę.
Mylenie płci, doszczepianie nowych chipów (bo zwykłym kundlom nie sprawdzają). Ostatnio na kwarantanne trafiła suka mix corgie. Właściciele odebrali ja dopiero po 12 dniach. Bo mimo że suka miała chip nikt się nie pofatygował o jego sprawdzenie (a raczej "sprawdzali ale się wierciła"). Plus płeć pomylili. Standard Reksia.
O usypianiu psów "nieadopcyjnych" nie wspomnę.
Natomiast źle się dzieje kiedy wypuszcza się koty które nie są przystosowane do życia kiedy same muszą sobie zadbać o pożywienie.
Mimo wszystko właściciele prywatni czy schronisko powinni robic wszystko aby koty mogły być przygotowane i żyć na wolności ewentualnie zima można pomóc przetrwać trudny czas, ale w porach wiosna do jesieni same powinny zadbac o swoje menu przy okazji zrobią wiele pożytecznych rzeczy. Pies to co innego ale kot w zamknięciu nie bedzie zdolny upolować myszy ani zagryźć szczura. Bo wszystko ma podane na tacy.