- Sygnały dźwiękowe straży pożarnej, a także karetek pogotowia są za głośne. Szczególnie nocą. Po co nastawione są na cały regulator, skoro ulice są puste? Przecież nie muszą przedzierać się przez zatłoczone miasto - zastanawia się mieszkanka placu Wojska Polskiego w Bielsku-Białej w liście do naszego portalu. Rzeczniczka strażaków przyznaje, że hałas tzw. kogutów może być uciążliwy, ale nie chce wchodzić w polemikę.

Pewnej czerwcowej nocy bielska straż pożarna otrzymała informację, że pali się kościół Marcina Lutra w Białej. - Wycie syren obudziło pół miasta. Czy naprawdę nie można obniżyć ich poziomu? Przecież i tak nocą doskonale widać sygnały świetlne - uważa pani Irena, mieszkanka Białej. Osoba zgłaszająca pożar strażakom była przekonana, że widzi płomienie i czuje swąd spalenizny. Alarm okazał się jednak fałszywy.

Rzecznik kontra minister     

W 2012 roku Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich wystosowała pismo do ówczesnego ministra transportu Sławomira Nowaka, w którym podkreśliła, że „prawo powinno określać maksymalny poziom hałasu sygnałów pojazdów uprzywilejowanych, w szczególności ambulansów i wozów straży pożarnej”. Zdaniem Lipowicz, pojazdy uprzywilejowane, a w szczególności ambulansy i pojazdy straży pożarnej, wysyłają ostrzegawcze sygnały dźwiękowe przez stosunkowo długi okres, zwłaszcza w większych aglomeracjach miejskich, gdzie występuje duże natężenie ruchu drogowego i zatory drogowe.

 - Z tego powodu uczestnicy ruchu drogowego, a zwłaszcza piesi, narażeni są na hałas o nadmiernym natężeniu, szkodliwy dla zdrowia człowieka. Dlatego też uważam za niezbędne wprowadzenie regulacji, które będą określać maksymalny poziom hałasu emitowanego przez pojazdy uprzywilejowane - pokreśliła prof. Lipowicz.

Czy minister odpowiedział na sugestie rzecznika? Tego nie udało nam się, niestety, ustalić. Pewne jest natomiast to, że przepisy kodeksu drogowego nie precyzują, jakie parametry - za wyjątkiem tzw. zmienności tonalnej - powinien mieć sygnał dźwiękowy pojazdu uprzywilejowanego.

Trudno wchodzić w polemikę

Patrycja Pokrzywa, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej wyjaśnia, że zgodnie z ustawą z 1997 roku, pojazdy uprzywilejowane, czyli m.in. jednostki ochrony przeciwpożarowej, zespoły ratownictwa medycznego, a także policji i straży granicznej wysyłają jednocześnie sygnały świetlne i dźwiękowe. - Po zatrzymaniu pojazdu nie wymaga się sygnału dźwiękowego - wyjaśnia Patrycja Pokrzywa. - Do tego obligują nas przepisy i nie ma od tego wyjątku bez względu na fakt, czy jest dzień czy noc, a także nie jest to zależne od natężenia ruchu - dodaje pani rzecznik.

Kierowca pojazdu uprzywilejowanego, który na własną rękę nie używałby sygnalizacji dźwiękowej, złamałby prawo i w sytuacji, gdyby podczas dojazdu do miejsca akcji ratunkowej doszło do wypadku, mógłby ponieść konsekwencje za niedostosowanie się do przepisów ruchu drogowego.

 - Rozumiem, że dla mieszkańców może to być uciążliwe, ale w przypadku kiedy np. w nocy zza łuku wyjeżdżałby samochód i kierowca nie byłby w stanie dostrzec świateł, mogłoby dojść do nieszczęścia. Przepis ten dotyczy wszystkich służb i trudno tutaj wchodzić w polemikę - podkreśla rzeczniczka bielskich strażaków.

Anna Szafrańska