Komu służy karta miejska?
„Karta miejska przeznaczona jest dla wszystkich, którzy odkrywając uroki Bielska-Białej chcą skorzystać z dodatkowych przywilejów i udogodnień oferowanych przez uczestników programu. Najważniejszą korzyścią z użytkowania karty są rabaty” (cytat z ulotki dołączonej do karty). Jest to zatem tzw. produkt turystyczny, którego celem jest promocja Bielska-Białej jako ośrodka turystyki oraz integracja branży turystycznej. Czy aby na pewno?
Ta „integracja branży turystycznej w celu wdrożenia innowacyjnych działań” kosztowała prawie milion złotych - 935.007,46 PLN, z czego większość, bo prawie 84 proc. pochodziła ze środków europejskich (EFRR) w ramach RPO WSL, czyli Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego. Pozostałą część, tj. 150.372,51 PLN dołożyło miasto. Produkt wszedł na rynek w 2014 roku, więc można przyjrzeć się „innowacji” z kilkuletniej perspektywy i porównać bielskie osiągnięcia z innymi rozwiązaniami.
Fiskus może się upomnieć
Z informacji naszego portalu wynika, że w ramach karty miejskiej swoje usługi oferuje 38 punktów na terenie Bielska-Białej i okolicy, a z 50 tysięcy wydanych kart tylko 1200 jest aktywnych. Tysiąc dwieście, czyli 2,4 proc. - to sukces czy porażka? Ani jedno, ani drugie. To totalna klęska. Wydano lekką ręką prawie milion złotych na coś, co praktycznie nie działa. Książkowy przykład marnotrawstwa pieniędzy publicznych, typowa urzędnicza nonszalancja. Nikt, jak do tej pory, nie uderzył się w pierś i nie przyznał do błędów.
Co daje karta użytkownikowi? Praktycznie niewiele - rabaty (z reguły 10 proc., przy czym o ich wysokości decydują partnerzy programu). Za zakupione usługi przyznawane są punkty (lokalne i miejskie), które później wykorzystuje się do rozliczania kolejnych transakcji realizowanych w ramach programu. Okazuje się jednak, że system może budzić poważne wątpliwości. Z regulaminu karty jasno wynika, że „rabaty lub nagrody mogą stanowić przychód w myśl przepisów prawa podatkowego i podlegać opodatkowaniu zgodnie z tymi przepisami”. Mamy zatem w tle fiskusa i trudno uwierzyć, że szukając brakujących w budżecie pieniędzy, nie skorzysta on z możliwości opodatkowania rabatów z karty miejskiej. Po co komu rabaty, o które prędzej czy później może upomnieć się pazerny fiskus?
Czy autorzy projektu zadali sobie trud, aby sprawdzić, jak działają karty miejskie w innych krajach i co oferują turystom? Jako wzór i przykład rzeczywiście innowacyjnego i ciągle żywego produktu turystycznego można podać Copenhagen Card, czyli Kartę Kopenhaską funkcjonującą w stolicy Danii. Jej motto brzmi - Zobacz więcej, zapłać mniej.
Można sporo zaoszczędzić
Jest to najtańszy i najlepszy sposób zwiedzania Kopenhagi. To także bezpłatny wstęp do 73 obiektów muzealnych i atrakcji turystycznych, przy czym każdego roku ich lista powiększana jest o nowe obiekty (aktualna lista dostępna na stronie www.copenhagencard.com). Posiadacz karty ma prawo do bezpłatnych przejazdów autobusem, busem wodnym, metrem i pociągiem w granicach Wielkiej Kopenhagi (Størkøbenhavn) oraz do ulg w przejazdach poza tym obszarem, a także uzyskania rabatów w restauracjach, wypożyczalniach samochodów i pozostałych atrakcjach i obiektach spoza bezpłatnej listy. Karta występuje w czterech wersjach czasowych (24h, 48h, 72h, 120h), jest dostępna dla osób dorosłych i dzieci (10-15 lat). Jednej osobie dorosłej może towarzyszyć bezpłatnie dwoje dzieci w wieku do 9 lat.
Karta jest płatna (ceny: -24hcard: dorosły/dziecko DKK 379/199, -48hcard: dorosły/dziecko DKK 5299/269, -72hcard: dorosły/dziecko DKK 629/319, -120hcard: dorosły/dziecko DKK 839/419). Wraz z kartą jej posiadacz otrzymuje szczegółowy przewodnik w jednej z trzech wersji językowych (ang., niem., dun.) wraz z mapą miasta i wykazem wszystkich atrakcji (bezpłatnych i ulgowych). Korzystając z C(open)hagencard zaoszczędzić można sporo gotówki (w przypadku karty 72h nawet 2768 DKK, czyli 368 €). Kartę kupić można przez internet (co najmniej na 14 dni przed przyjazdem do Kopenhagi) lub w kilkudziesięciu punktach zlokalizowanych na obszarze całej Danii.
Copenhagen Card rozpoczęła swój żywot w marcu 2011 i do końca roku sprzedano ponad 275 tys. sztuk. W kolejnych latach sprzedaż z roku na rok rosła i wyniosła: 2012 - 381 tys., 2013 - 495 tys., 2014 - 564 tys., 2015 - 1,2 mln sztuk.
Krzysztof Kozik
Autor przez osiem lat mieszkał i pracował w kopenhaskim okręgu stołecznym - Region Hovedstaden. Cechy Copenhagen Card opisał w jednym z przewodników po Danii.
Komentarze 24
Dziękuję
•jest nośnikiem biletów okresowych
•umożliwia opłacanie jednorazowych przejazdów autobusami (z tzw. elektronicznej portmonetki)
•pełni funkcję karty identyfikacyjnej w miejskiej bibliotece
•rejestruje pobyt dziecka w przedszkolu.
Pracownicy ratusza nie muszą jechać do Kopenhagi aby się czegoś dowiedzieć i nauczyć .
Proponuję również zobaczyć, jak sprawnie działa tam biblioteka miejska.
Dla biednych za darmo
W innych krajach cywilizowanych nie ma tyle propagandy , wszyscy korzystają z atrakcji, cieszą się i mają się dobrze.
Teraz zanim zaczniecie piać jak UE jest super pomyślcie ile takich numerów jest w skali kraju a potem w skali całej Europy.
Myślałby kto że urzędnicy po prostu nie błysnęli inteligencją, ale tak nie jest. Wskazówka ocb jest zawarta w tekście - dotacje unijne. Klasyka gatunku. Zrobić coś całkowicie bezużytecznego i zgarnąć za to 1 mln. Niby nie pójdzie prosto do kieszeni, bo trzeba się rozliczyć, ale jednak swoje zarobimy. Temu pracę, temu premię, temu kontrakcik na druk 50.000 kart (z czego 1000 aktywowany przez urzędników i rodziny) i nawet do 50% z tej kwoty jest do podziału także gra warta świeczki.
Niczym się to nie różni od szkoleń z zakresu poszukiwania pracy organizowanych przez pupy albo strony internetowej z horoskopem dla psów :D (0,5mln dofinansowania, stronki już nie ma). Uroki socjalizmu ;)
Ceny wygórowane, dlatego turyści omijają takie miejsca gdzie jest drożyzna

Klauzula informacyjna ›