Przyjechali z całego kraju, by na Rynku zaprezentować piękno swoich urokliwych aut. Wciąż są jeszcze pasjonaci, którzy poświęcają swój czas, ratując perełki motoryzacji przed zapomnieniem. Najstarsze syrenki widziane dziś w Bielsku-Białej mają ponad 50 lat.

W PRL krążyły o niej setki dowcipów. Nazywano ją „królową poboczy” lub „skarpetą” - ze względu na przykry zapach z rury wydechowej powstały ze spalania mieszanki benzyny i oleju.  Syrenę produkowano w latach 1957-1972 w Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie oraz w 1972-1983 w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. Złośliwi mówili o niej wtedy, że częściej stoi w garażu niż jeździ, ale dziś  jest obiektem miłości kolekcjonerów.

Najstarsze Syreny, które uczestniczą w VII Bielskim Rajdzie Syren, pochodzą z lat 60. - Aby uruchomić starą syrenkę, by „tylko jeździła” wystarczy - poza wiedzą i częściami zamiennymi - kilka tysięcy złotych. Jeżeli samochód ma się ładnie prezentować, to koszt renowacji może przekroczyć 40 tys. zł. Niektórzy producenci wznowili produkcję części do tych samochodów, być może dlatego syrenki stają się coraz bardziej popularne i zyskują na wartości - powiedział nam Marcin Waloszek z Bielskiego Klubu Miłośników Syren

Przed godziną 14.00 kawalkada syrenek wyruszyła z Rynku, unosząc za sobą charakterystyczny obłok spalin. Samochody pojechały ul. Cieszyńską w kierunku Jaworza i Jasienicy oraz przez lotnisko, Dębowiec, Olszówkę i Błonia do Szczyrku, gdzie znajduje się baza VII Bielskiego Rajdu Syren.

Tekst i foto: Mirosław Jamro