Sąsiedzi wiceprezydenta protestują
Czterdzieści dziewięć osób, mieszkańców Mikuszowic Śląskich, podpisało się pod listem do prezydenta miasta Jacka Krywulta. Wyrażają w nim niepokój w związku z inwestycją planowaną w ich sąsiedztwie. Ciekawostką jest fakt, że inwestorem jest w tym wypadku… zastępca prezydenta miasta.
O inwestycji realizowanej przez Lubomira Zawieruchę, wiceprezydenta Bielska-Białej, pisaliśmy niedawno w artykule Wiceprezydent buduje bliźniaki? Z pozwolenia na budowę wynika, że planuje on budowę czterech jednorodzinnych budynków mieszkalnych w zabudowie bliźniaczej z garażami. Jak ustaliliśmy, działkę przy ul. Pokoju, na której mają powstać bliźniaki, wiceprezydent odziedziczył po rodzicach.
Wystarczy mżawka
O sprawie zrobiło się głośno, gdy na ostatniej sesji Rady Miejskiej w punkcie „Sprawy różne” swoje zastrzeżenia wobec inwestycji zgłosili sąsiedzi wiceprezydenta. W stanowisku przedstawionym radnym wyrazili obawę, że związana z budową zmiana ukształtowania terenu „uniemożliwi odprowadzenie wód opadowych”. Mieszkańcy proszą prezydenta „…o niedopuszczenie, aby wnioskowana nieruchomość zmieniła całość urbanistyczną okolicy oraz negatywnie oddziaływała na sąsiednie nieruchomości”. Pod apelem podpisało się 49 osób, w większości mieszkańców ulic Pokoju i Przełom.
- Boimy się, że będziemy zalewani - martwi się nasza rozmówczyni. - I nie chodzi tylko o obfite opady. Wystarczy tydzień mżawki. Wiemy o tym, bo już nas zalewa - podkreśla kobieta, której dom ze względu na spadek terenu znajduje się znacznie niżej niż działka, gdzie planowana jest inwestycja.
Nie są przeciwni budowie
Zdaniem mieszkańców, sytuacja już zła, po zrealizowaniu projektu ulegnie dalszemu pogorszeniu. - Teren pod budowę zostanie utwardzony i przestanie chłonąć wodę, wpływ na to będzie miała również większa powierzchnia dachów - przekonuje jeden z sygnatariuszy listu.
Mieszkańcy zapewniają, że nie sprzeciwiają się samej budowie. - Nie mamy nic przeciwko planom pana Lubomira Zawieruchy - zaznacza nasz rozmówca. - Żądamy tylko, żeby z dokumentacji wyraźnie wynikało, jak ma zostać rozwiązany problem odprowadzenia wód opadowych z terenu inwestycji. Chcemy widzieć na planie sytuacyjnym naniesione w formie graficznej nitki sieci odprowadzającej deszczówkę od zbiornika retencyjnego do kanalizacji oraz gdzie ten zbiornik ma się znajdować. Gdyby to się tam znalazło, moglibyśmy dopilnować, by inwestor wywiązał się z ustaleń. Niczego takiego tam jednak nie zobaczyliśmy - ubolewa mężczyzna. W sprawie wydanego inwestorowi pozwolenia na budowę mieszkańcy zamierzają się odwołać do wojewody śląskiego.
Dali się zmanipulować
- Współczuję mieszkańcom, którzy dali się zmanipulować - odpowiada Lubomir Zawierucha. - Są wśród nich osoby, które mieszkają pół kilometra od mojej działki - dziwi się nasz rozmówca. Wiceprezydent wyjaśnia, że łączna kubatura projektowanych budynków jest zbliżona do kubatury obecnie stojącego na jego działce budynku rodzinnego, który został przeznaczony do rozbiórki.
Jak tłumaczy inwestor, projekt przewiduje, że całość wód opadowych z dachów będzie odprowadzona do kanału ogólnospławnego w ulicy Pokoju. - Wody opadowe z terenów utwardzonych poprzez system przepompowni będą odprowadzane do tej samej kanalizacji. Wynika to z projektu budowlanego. W przypadku, gdyby tego zabrakło, nadzór budowlany po prostu nie odebrałby obiektu. Z mojej strony sąsiadom nic nie grozi - uspokaja Lubomir Zawierucha, z wykształcenia specjalista hydrogeologii z doktoratem AGH.
Bielski Ratusz nie zamierza komentować tej sprawy. W odpowiedzi na nasze pytania uzyskaliśmy jedynie zapewnienie, że wspomniane pozwolenie na budowę jest jednym z wielu, jakie wydaje Wydział Urbanistyki i Architektury Urzędu Miejskiego oraz że zostało ono wydane zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Maciej Chrobak
Komentarze 27
uczcie sie żebyscie nie musieli z łopatą chodzić spać
Bijecie pianę i tyle. O ludziach z ratusza mam jak najgorsze zdanie ale bez przesady. Tutaj wszystko jest wporzadku.

Klauzula informacyjna ›