Po spadku z ekstraklasy piłkarskiej Stadion Miejski przy ul. Rychlińskiego w Bielsku-Białej nie będzie przynosił wystarczających dochodów - ostrzega radny. Zafundowaliśmy sobie „chińczyka” w cenie mercedesa - kwituje poseł. Degradacja Podbeskidzia stawia na porządku dziennym kwestię stadionu. Co z inwestycją, która już kosztowała budżet miasta znacznie więcej niż zakładano i końca nie widać?

Wraz z degradacją „Górali” pojawił się niepokój o losy Stadionu Miejskiego. Obiekt wciąż nie został otwarty. Gdy jednak w końcu zostanie, koszty jego utrzymania na pewno nie będą małe. Kto je pokryje w sytuacji kryzysu w bielskiej piłce? Teoretycznie władze miasta powinny mieć plan awaryjny na wypadek, gdyby stadion przestał być areną wielkich piłkarskich zmagań. Ale czy mają?

Zawiedzione nadzieje

Podobne wątpliwości ma radny Maurycy Rodak (PiS), który w skierowanej do prezydenta miasta interpelacji stwierdza m.in.: - Pewny jest już spadek piłkarskiej drużyny TS Podbeskidzie z ekstraklasy do I ligi. Niestety, wiąże się to nie tylko z zawiedzionymi nadziejami kibiców, ale z poważnymi problemami, przed którymi musi stanąć teraz Miasto. Jednym z podstawowych wyzwań będzie dalsze funkcjonowanie Stadionu Miejskiego, którego nota bene wciąż nie udało się otworzyć. Stadion już kosztował mieszkańców prawie 50 mln zł więcej niż powinien, a w sytuacji braku drużyny w ekstraklasie nie będzie przynosił Miastu wystarczających dochodów. Spadek do niższej ligi oznaczać będzie niewątpliwie utratę wpływów z praw do transmisji telewizyjnych i dochodów z reklam, spadek sprzedaży biletów, a możliwe, że także odejście sponsorów.

W dalszej części interpelacji radny opozycji pyta, czy podjęto jakieś kroki, aby zminimalizować odpływ środków z budżetu miasta związanych z utrzymaniem drużyny TS Podbeskidzie oraz funkcjonowaniem stadionu. Radny chce także wiedzieć, czy obiekt zostanie przystosowany do organizacji masowych imprez i koncertów.

Koncerty i widowiska

Również nasz redakcja zapytała władze miasta o możliwe konsekwencje finansowe degradacji „Górali”. W Ratuszu poinformowano nas, że wszelkie decyzje będą podejmowane po oficjalnym zakończeniu sezonu.

Jedną z głównych przeszkód w organizacji imprez masowych na bielskim stadionie jest ponoć obawa o stan murawy. Tymczasem na polskim rynku są już dostępne w tej dziedzinie skuteczne rozwiązania zabezpieczające. Stosowane są m.in. na stadionach w Lublinie i Białymstoku. Dzięki nim na płytach tamtejszych boisk  mogą się odbywać koncerty i widowiska. Z naszych informacji wynika, że w pewnym okresie był nimi zainteresowany także bielski Ratusz.

Tymczasem zdaniem Grzegorza Pudy, posła na Sejm RP, a wcześniej wieloletniego radnego Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, o żadnych imprezach masowych na bielskim stadionie nie może być mowy.

Projekt z błędami

 - Błędy popełniono już na etapie projektowania - ocenia parlamentarzysta PiS. - Byłem wtedy jednym z dwóch radnych, którzy sprzeciwiali się usytuowaniu obiektu w tym miejscu - przypomina nasz rozmówca.

W ocenie posła Grzegorza Pudy następstwem błędnej lokalizacji stadionu jest dziś problem z parkingami, a gęstwa zabudowa wokół sprawia, że z powodu hałasu żadnych koncertów tu nie będzie. - Pierwotnie rozważano, że wraz ze stadionem powstanie infrastruktura: sale konferencyjne, spa, siłownie, które będą zarabiać na obiekt - przybliża Grzegorz Puda. - Niczego takiego nie ma. Zafundowaliśmy sobie „chińczyka” z salonu, co prawda z klimatyzacją i na gwarancji, ale w cenie mercedesa. I mówię to z żalem, bo jestem kibicem Podbeskidzia i życzę „Góralom” jak najlepiej - zastrzega poseł.

Maciej Chrobak