Wysoka cena spadku
Na co najmniej rok z ekstraklasą żegnają się bielscy kibice, którzy w najbliższą sobotę będą mogli po raz ostatni oglądać z wysokości trybun mecz Podbeskidzia z drużyną z najwyższej klasy rozgrywkowej, z Wisłą Kraków. Po zakończeniu sezonu w ekipie „Górali” dojdzie do poważnych zmian kadrowych. Niemal na pewno z klubem pożegna się dotychczasowy szkoleniowiec.
Po fatalnej rundzie jesiennej w wykonaniu „Górali”, wiosną zespół Roberta Podolińskiego grał skuteczniej i tylko w wyniku rozstrzygnięć pozasportowych nie znalazł się w grupie mistrzowskiej. Wszystko zmieniło się w decydującej rundzie finałowej, w której Podbeskidzie nie tylko roztrwoniło przewagę, ale nie potrafiło wygrać choćby jednego meczu z zespołami broniącymi się przed spadkiem z ekstraklasy.
Potrzeba charakternych górali
Prezes Podbeskidzia Tomasz Mikołajko przyznaje, że obejmując zimą stanowisko w klubie, zdawał sobie sprawę z trudnego położenia zespołu. Teraz nie kryje jednak rozczarowania postawą piłkarzy w ostatnich tygodniach. - W naszej grze brakowało woli walki, ambicji, zaangażowania. Czasem można mieć gorszy dzień. Ponieśmy porażkę, ale po zaciętej walce. Nie podołaliśmy mentalnie, bo fizycznie zespół nie wyglądał źle. Przez ostatnich pięć lat udawało się utrzymać w ekstraklasie. W końcu tego szczęścia zabrakło - mówi prezes.
W przyszłym sezonie drużynę czeka tzw. wietrzenie szatni. Umowy wygasają m.in. Antonowi Slobodzie, Markowi Sokołowskiemu czy Adamowi Pazio, a po spadku klub z większą swobodą może renegocjować obowiązujące kontrakty. Prezes Podbeskidzia nie chce komentować pogłosek o potencjalnych nowych pracodawcach Mateusza Szczepaniaka i Adama Mójty, które pojawiły się w mediach w trakcie walki o utrzymanie. - Za żadnego z nich nie otrzymaliśmy oferty - przyznaje.
Nasz rozmówca nie chce przesądzać, kto będzie trenerem Podbeskidzia w przyszłym sezonie, ale przedłużenie umowy z obecnym szkoleniowcem wydaje się mało prawdopodobne. - Robert Podoliński ma ważny kontrakt do końca czerwca. Po sezonie usiądziemy do rozmów i zobaczymy, jaką wizję na kolejny sezon w Bielsku-Białej ma szkoleniowiec - wyjaśnia prezes. Mikołajko przekonuje, że zespół musi zostać zbudowany z charakternych górali, którzy w ligowej walce o powrót do ekstraklasy zostawią na boisku serce.
Bolesna ekonomia
Już teraz wiadomo, że spadek kosztować będzie bielski klub ok. 5 mln zł. Mniej więcej tyle pieniędzy wpłynęło do kasy Podbeskidzia w ostatnim sezonie z tytuł praw telewizyjnych. Ostatnia transza z Canal Plus zasiliła już konto spółki, lecz zespół zdegradowany z ekstraklasy nie otrzyma żadnych dodatkowych bonusów. Posiadająca prawa do pokazywania I ligi stacja Polsat przekazuje każdemu klubowi kwotę ledwie 250 tys. zł na sezon.
Jednak nawet w przypadku gdy budżet klubu w przyszłym sezonie zmaleje z 11 do ok. 6 mln zł, piłkarze wciąż będą mogli liczyć na dotacje z kasy miasta. W tym celu potrzebna jest zmiana uchwały stypendialnej Rady Miejskiej. Jeśli apanaże ze środków publicznych utrzymane zostaną na poziomie zbliżonym do obecnego (ok. 3 mln zł), to Podbeskidzie będzie klubem dysponującym jednym z najwyższych budżetów w rozgrywkach I ligi.
Bartłomiej Kawalec

Klauzula informacyjna ›