Dziewięć maszyn latających wystartowało wczoraj z lotniska w bielskich Aleksandrowicach, aby odwiedzić małe lądowiska na terenie Śląska. Wiatrakowce unoszą się dzięki wirnikowi i śmigłu. Tanie w eksploatacji niewielkie statki powietrzne budzą ciekawość, ale i obawy.

Wiatrakowce dzięki swoim niewielkim rozmiarom i prostocie pilotażu stają się coraz bardziej popularne na zachodzie Europy oraz w Czechach. Wczoraj za sprawą powstającej Małej Śląskiej Floty Powietrznej odbyły się demonstracyjne przeloty nad województwem śląskim. Maszyna potrzebuje zaledwie kilka metrów do lądowania, a do startu - od 50 do 100 m. - Silnik Rotax jest napędzany zwykłą benzyną. Koszty eksploatacji są 20 razy niższe niż helikoptera i kilkanaście mniejsze niż samolotu - mówi pilot Dariusz Rosiak.

Wiatrakowca można kupić już za 50-100 tys. euro. W godzinę pokonuje dystans 160 km. Zasięg wiatrakowca wynosi 750 km. W województwie śląskim brakuje jednak infrastruktury naziemnej. Stąd pomysł na stworzenie Małej Śląskiej Floty Powietrznej, której twórcą jest kapitan Wojciech Lempart, komandor Floty.

 - Na całym Śląsku jest zaledwie kilka miejsce do lądowania. Gdyby w każdej strefie ekonomicznej w województwie powstało lądowisko dla małych samolotów, każdy zainteresowany miałby ułatwiony dojazd autem do miejsca, skąd można lecieć dalej. Oszczędność czasu jest fantastyczna, cały Śląsk w zasięgu 20-25 minut - podkreśla Dariusz Rosiak.

Niewielkie pojazdy powietrzne budzą ciekawość, ale i obawy. Okazuje się jednak, że to jedne z najbezpieczniejszych statków powietrznych. Pokaz pilotażu w Aleksandrowicach pomógł w odpowiedzi na wiele pytań. Wyłączenie silnika w powietrzu nie powoduje katastrofalnych zmian lotu. Dzięki zjawisku autorotacji wirnikowiec będzie się powoli obniżał, dając obsłudze odpowiedni czas na znalezienie miejsca do lądowania.

Foto: Piotr Bieniecki
Warunki zakupu i wykorzystania zdjęć