Gdy dziesięć lat temu Grażyna Marek przeprowadzała się z rodziną na ulicę Cechową 11, miała wrażenie, że los się do niej uśmiechnął. Po dwunastu latach oczekiwania otrzymała wreszcie upragniony przydział na mieszkanie komunalne. Kamienica cieszyła oko elegancką fasadą i schodami ze stylową balustradą. W 2005 miasto wyremontowało budynek od piwnic aż po strych.

Perspektywa zamieszkania w tak ładnym miejscu skłoniła Grażynę Marek do przeprowadzenia w mieszkaniu generalnego remontu. Wymalowała ściany, wymieniła podłogę i drzwi. Koszt remontu wyniósł 40 tys. zł.

Oglądali i fotografowali

Odbierając latem 2006 klucze do mieszkania, Grażyna Marek nie wiedziała jednak, że od pół roku o zwrot kamienicy stara się cudzoziemiec z australijskim paszportem. Człowiek ten przejmie kamienicę w dwa lata później. Stanie się tak na mocy decyzji bielskiego sądu, który na podstawie przedłożonego testamentu stwierdził, że Australijczyk jest spadkobiercą przedwojennych właścicieli.

Niedługo potem w mediach wybuchła afera. Okazało się, że testament, w oparciu o który uznano spadek, budzi wątpliwości. Również prokuratura miała zastrzeżenia. Dlatego sprawa trafiła do sądu, gdzie do dziś czeka na wyjaśnienie. Z czasem zamieszanie wokół kamienicy zamieniło życie Grażyny Marek w koszmar. - Czynsz wzrósł z 400 zł do 755 zł - mówi kobieta. - Pełnomocnik właściciela będący administratorem nieruchomości pojawił się u nas tylko kilka razy, na samym początku, w towarzystwie osób, które oglądały i fotografowały kamienicę. Potem przestał przyjeżdżać - wspomina.

Jak podaje nasza rozmówczyni, mniej więcej w czasie, gdy o sprawie testamentu zrobiło się głośno, kontakt z administratorem urwał się zupełnie. - Nie odpowiadał na pisma, które wysłaliśmy do jego krakowskiego biura - ubolewa kobieta. - Kiedy zwróciliśmy się do nadzoru budowlanego, również on nie mógł się z nim skontaktować - dodaje.

Pożar w Wielki Piątek

Pod nieobecność administratora kamienica zaczęła popadać w ruinę. Z roku na rok było coraz gorzej. Najpierw złomiarze wyszabrowali ozdobną balustradę. Ktoś wyłamał zamek do drzwi wejściowych i od tego czasu wchodzi i wychodzi kto chce. Piwnicę obrali sobie na miejsce spotkań narkomani. Nikt nie wymienia przepalonych żarówek, nie sprząta klatki schodowej. Gdy w piwnicy pękła rura kanalizacyjna, też nie miał się tym kto zająć.

 - W Wielki Piątek wieczorem ktoś zaprószył ogień w piwnicy - żali się Grażyna Marek. - Zajęły się stare meble, fotele. Kiedy przyjechała straż pożarna, dym wypełniał już całą kamienicę. Zdążyliśmy wybiec na ulicę, ale i tak dziecko sąsiadów uległo podtruciu - mówi lokatorka budynku, w którym mieszka siedem rodzin.

Bezdomni śpiący na schodach to widok, do którego mieszkańcy budynku przy ul. Cechowej 11 zdążyli się już przyzwyczaić. - Wszyscy pijacy z okolicy przychodzą do naszej bramy się załatwić - skarży się Ludmiła Hajdaj, sąsiadka Grażyny Marek. - Rano trudno wyjść z domu, by nie wdepnąć w kałużę. Grażyna Marek tłumaczy, że wobec braku zainteresowania ze strony administratora stanem kamienicy i niewywiązywania się przez niego z obowiązków, lokatorzy kilka lat temu zaprzestali płacenia czynszu.

Czują się oszukani

Nasza rozmówczyni ma żal do władz miasta. Zarzuca im, że pozostawiły mieszkańców na pastwę losu. - Poprosiłam prezydenta o przydział innego mieszkania, bo w takich warunkach nie da się żyć. Myślałam, że dopóki nie wyjaśni się ostatecznie do kogo należy kamienica, Miasto powinno nam zaproponować inny lokal  - opowiada Grażyna Marek, której sytuację utrudniają problemy ze zdrowiem: świeżo przebyty zawał i operacja wszczepienia endoprotezy. - Niestety, ZGM stwierdził, że mieszkanie nam się nie należy - tłumaczy.

 - Czujemy się ludźmi gorszego sortu, oszukanymi przez władze miasta - przyznaje Grażyna Marek. - Jesteśmy kobietami, boimy się, mijając na schodach różne dziwnie wyglądające osoby. Wstydzimy się przed znajomymi, którzy nas odwiedzają. Wchodząc do naszej bramy, można pomyśleć, że tu mieszka patologia. A my chcemy tylko normalnie żyć - zapewnia kobieta.

W sprawie mieszkańców kamienicy przy ul. Cechowej 11 interweniował niedawno poseł Grzegorz Puda (PiS). W liście skierowanym do prezydenta miasta parlamentarzysta pyta o możliwość przydzielenia im mieszkań ze względu na wyjątkową sytuację. - Kiedy decydowali się na zamieszkanie w mieszkaniach komunalnych, nie zostali poinformowani o roszczeniach względem kamienicy - podkreśla poseł.

Przepisy nie przewidują odstępstw

Bielski Ratusz zapewnia, że zrobił w tej sprawie wszystko, co w jego mocy. - Z naszej inicjatywy wszczęta została sprawa o wznowienie postępowania o uchylenie lub zamianę stwierdzenia nabycia spadku - informuje Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy UM w Bielsku-Białej. - Wychodząc naprzeciw mieszkańcom kamienicy, Gmina wystąpiła również na drogę postępowania sądowego o ustanowienie zarządu tymczasowego nad nieruchomością i powierzenie go Gminie - stwierdza urzędnik, dodając, że sąd na takie rozwiązanie się nie zgodził.

Przedstawiciel Ratusza utrzymuje, że przyznawanie lokali mieszkalnych nie leży w kompetencji prezydenta miasta. - Obowiązują w tym zakresie przepisy prawa miejscowego, tj. zasady wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu Gminy Bielsko-Biała - tłumaczy Tomasz Ficoń. - Przepisy nie przewidują żadnych odstępstw od przyjętych procedur przydziału lokali - zauważa urzędnik.

Maciej Chrobak

Na zdjęciu: Grażyna Marek, lokatorka kamienicy przy ul. Cechowej 11