Prowincja tętniąca życiem
Największym problemem Bielska-Białej jest brak ludzi do pracy - uważa Jacek Krywult, prezydent miasta. Czy stolica Podbeskidzia jest miastem przyjaznym dla ludzi młodych? - o tym Jacek Krywult rozmawiał wczoraj ze studentami Wyższej Szkoły Finansów i Prawa podczas kolejnej debaty z cyklu "Młodzieżowych rozmów o ważnych sprawach". Okazję do wyrażenia opinii mieli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tej tezy.
- Różnica między dużym i małym miastem polega na tym, że w dużym można więcej zobaczyć, a w małym więcej usłyszeć - mówił do młodych ludzi prezydent Bielska-Białej, cytując słowa wybitnego francuskiego poety Jeana Cocteau. Zdaniem Jacka Krywulta, obecnie absurdalne jest myślenie, że małe miasto to prowincja. - Słyszy się przecież opinie o zapyziałym dużym mieście i prowincji tętniącej życiem - precyzował prezydent. Jego zdaniem, w ostatnim latach w Bielsku-Białej dokonał się poważny skok cywilizacyjny.
Prezydent sobie chwali
Na to, że żyjemy w przyjaznym mieście wskazują m.in. statystyki dotyczące poziomu wyludniania się stolicy Podbeskidzia. - W naszym przypadku to w ciągu 12 ostatnich lat liczba 4 tys. osób. Tymczasem Łódź straciła 150 tys. mieszkańców, a Kielce blisko 20 proc. ludności - wyjaśnił prezydent. Jacek Krywult przyznał, że część z tych czterech tysięcy to ludzie, którzy wymeldowali się z Bielska-Białej, ale wybudowali domy w pobliżu. Pracują w stolicy Podbeskidzia i nadal korzystają z miejskiej infrastruktury.
W przeciwieństwie do innych polskich miast, w których bezrobocie rośnie, w Bielsku-Białej utrzymuje się na poziomie 4,5 proc. Pracodawcy mają problem ze znalezieniem wykwalifikowanych fachowców. - Mamy przedsiębiorców z zachodnimi korzeniami, którzy tu nie tylko produkują, ale mają również zaplecze techniczne. Poszukują ludzi z wykształceniem technicznym: od wykwalifikowanego robotnika po inżyniera - zaznaczył prezydent.
Według prezydenta Krywulta, atutem stolicy Podbeskidzia jest również położenie. Atrakcyjna przyroda sprawia, że można tu wypoczywać na wiele różnych sposobów.
Problemem jest komunikacja
Studentów podzielono losowo na dwie grupy - zwolenników i przeciwników opinii, że Bielsko-Biała jest miastem przyjaznym dla młodzieży. Michał, student bielskiej ATH odniósł się krytycznie do poglądów prezydenta. Przyznał, że kiedy dwa lata temu, kończąc liceum, pytał rówieśników, czy zostaną w Bielsku-Białej, większość odpowiadała, że nie.
- Obecnie jestem na drugim roku studiów i z mojej obserwacji wynika, że w naszym mieście nie ma co robić. Problemem jest również komunikacja. Jak człowiek spoza Bielska-Białej ma dojechać na imprezę skoro ostatni PKS odjeżdża o 22.00? Transport nocny to nieporozumienie - stwierdził student. Jego opinię słuchacze nagrodzili oklaskami.
Z Michałem polemizowała Violetta, studentka WSFiP. Jej zdaniem, w Bielsku-Białej jest wiele szkół średnich o atrakcyjnych profilach kształcenia - od plastycznych po mundurowe. - A jak ktoś chce wrócić z imprezy to może wziąć taksówkę. Wiadomo, że zawsze idzie się bawić kilka osób, więc koszty rozłożą się na wszystkich - podkreśliła.
Miastu brakuje strategii
Zdaniem Andżeliki, studentki piątego roku prawa WSPiF, stolica Podbeskidzia jest miastem, w którym są perspektywy dla młodych ludzi. - Mieszkam w Oświęcimiu i świadomie wybrałam studia w Bielsku-Białej, a nie Krakowie czy Katowicach. Tutaj odbyłam bardzo korzystne praktyki. Po za tym można tu świetnie odpocząć. Są ścieżki rowerowe, kursy spadochronowe organizowane na bielskim lotnisku i wiele innych atrakcyjnych zajęć, z których młodzi ludzie mogą korzystać - przekonywała.
Paweł, student Akademii Techniczno-Humanistycznej: - Miło jest studiować, ale to się w pewnym momencie kończy. Pracodawcy na starcie oczekują od pracowników dwuletniego doświadczenia. Bez solidnych praktyk takie wymaganie jest dla młodych ludzi niemożliwe do zrealizowania. Dlatego potrzebna jest strategia, która uczniom szkół średnich i studentom pozwoli spełnić takie oczekiwania atomiast, że w Bielsku-Białej brakuje miejskiej strategii, która wyrażałaby potrzeby lokalnych przedsiębiorców - mówił.
Dyskusji przysłuchiwała się współorganizatorka "Młodzieżowych rozmów o ważnych sprawach" posłanka PO Mirosława Nykiel, która na początku debaty przyznała, że „istotnym jest, aby o ważne tematy umieć się spierać”.
Anna Szafrańska
Foto: sza
Galeria:
Komentarze 41
pośrednio jesteśmy winni temu jakie płace są w tym mieście. A więc na jakiekolwiek stanowisko fizyczne trzeba mówić minimum 2000 netto a na jakiekolwiek stanowisko umysłowe trzeba mówić minimum 2500 netto. I tyle.
W jego wieku to można mieć różne wizje. Ciekawe jak przechodzi badania okresowe ;)
tylko aplauz i właśnie...
Bo mysleli ze ugraja kariere, a jedyne co ugrali to numerek w kolejce w centrum aktywizacji zawodowej.....
Całe wydarzenie ustawione pod Prezydenta. Byle nie było trudnych pytań o nietrafione inwestycje i trwonienie publicznych pieniędzy..
Sporo młodych ludzi, którzy przychodzą do pracy, nie wytrzymują tygodnia. Nie dla tego, że warunki pracy są ciężkie i szkodliwe a dla tego, że trzeba ... pracować, uczciwie 8 godzin, bo mamusia, tatuś wysłali do pracy darmozjada, bo ma dwie lewe ręce, bo nie ma ochoty się uczyć, bo myślał, że poszwęda się po firmie i dniówka zleci ... Osoby po studiach nie radzą sobie z życiem zawodowym, może i mają wiedzę teoretyczną ale są kompletnie nie przygotowani do współpracy z innymi pracownikami. Jeden z drugim zachowuje się jak książe. Traktują ludzi na produkcji jak "cepów" nie mając pojęcia ile z tych osób ma wyższe wykształcenie, bogate doświadczenie zawodowe. Wchodzi do biura nie potrafi się przedstawić, nie potrafi zadać pytania. Jak trafisz na kogoś inteligentnego, pracowitego to chuchasz i dmuchasz na niego, żeby tylko został. Pokolenie wychowane na FB, smartfonach jest oderwane od realu. Wiem o czym piszę.
A co gamonie leniwe (niektóre na szczęście) nie możecie sobie znaleźć zajęcia ? To znaczy, że wasza kreatywność to dno i kilometr mułu. Podejrzewam, że brawa biły mu podobne do niego biedronki ... :)





Klauzula informacyjna ›