Komendant z ludzką twarzą
Prokuratura na żadnym etapie śledztwa w sprawie wypadku z udziałem ówczesnego komendanta Straży Miejskiej w Bielsku-Białej nie nakazała zabezpieczyć zapisu kamer monitoringu miejskiego. Nie zrobił tego także komendant, choć nagranie mogłoby wyjaśnić przebieg zdarzenia. Mirosław T. wskazał za to jedynego naocznego świadka wypadku - czytamy w aktach postepowania prowadzonego w Cieszynie.
W ostatnich dniach zakończone zostały dodatkowe czynności procesowe zlecone przez Prokuraturę Rejonową w Cieszynie w sprawie wypadku drogowego z udziałem Mirosława T. W ramach tych działań przesłuchano kolejnych świadków oraz dołączono do akt trzy zdjęcia z monitoringu miejskiego. Prokuratura nie zdecydowała się jednak wznowić postępowania umorzonego z marcu 2012 roku.
Komendant wskazał świadka
Naszej redakcji udostępniono akta śledztwa w sprawie wypadku, do którego doszło 10 października 2011 roku na przejściu dla pieszych na wysokości pl. Fabrycznego w Bielsku-Białej. W wyniku zdarzenia do szpitala z obrażeniami prawej nogi, brzucha i głowy trafiła piesza Teresa P. Kierującym samochodem fiat bravo był Mirosław T., który w momencie zdarzenia był trzeźwy. Śledztwo w sprawie wypadku wszczęto 27 października, a kilka dni później przesłuchano kierowcę.
Krytycznego dnia panowały dobre warunki atmosferyczne. Mirosław T. wyjaśnił, że kobieta weszła przed jego pojazd z prawej strony. Komendant zapewnił, że jechał wolno, nie więcej niż 10 km/godz. Po zdarzeniu udzielił poszkodowanej pierwszej pomocy i ułożył ją na kocu. O zdarzeniu telefonicznie zawiadomił policję, by ta wezwała pogotowie ratunkowe. W śledztwie wskazał świadka zdarzenia i podał jego numer telefonu. Tomasz J. miał kierować jednym z pojazdów znajdujących się za fiatem bravo.
Po wypadku Teresa P. przewieziona została do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. Tam stwierdzono u niej złamanie podudzia prawego, złamania kości łonowych oraz urazy brzucha i głowy. Badanie alkoholu we krwi pieszej dało wynik 1,53 promila. W dniu 13 października poszkodowana opuściła szpital. Wyjaśniając okoliczności zdarzenia, przyznała, że idąc w stroną ul. Cechowej, widziała jadący z lewej strony samochód, który znajdował się w odległości ok. 5-8 metrów.
Odwiedzał poszkodowaną w szpitalu
Piesza była pewna, że pojazd zatrzyma się przed przejściem dla pieszych, tak jak samochody poruszające się w kierunku ul. Wzgórze (według jej relacji, z przeciwnej strony ktoś wszedł na przejście). Poszkodowana poinformowała, że po zdarzeniu komendant odwiedził ją w szpitalu i zostawił swój numer telefonu, oferując pomoc w odwiezieniu do domu po zakończeniu leczenia. Mirosław T. przyniósł owoce i soki oraz zapewnił poszkodowaną, że „nie będzie jej włóczył po sądach”.
Zeznania kierującego w znacznej części potwierdził świadek Tomasz J., który nie widział momentu zdarzenia, ale wyraził przekonanie, że Teresa P. weszła na przejście z prawej strony fiata bravo. W ekspertyzie wypadku czytamy, że Mirosław T. poruszał się z prędkością ok. 20 km/godz., a do uderzenia pieszej doszło, gdy ta znajdowała się ok. półtora metra od krawężnika. Według biegłego, w momencie uderzenia piesza miała prawą nogę wysuniętą do przodu, co było przyczyną złamania kości podudzia. Przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie się pieszej, na co mógł mieć wpływ spożyty alkohol.
Zapomnieli o kamerze?
Po publikacjach w mediach, jesienią ub. roku Prokuratura Rejonowa w Cieszynie zleciła wykonanie dodatkowych czynności procesowych w sprawie wypadku. W trakcie ponownego przesłuchania Tomasz J. przyznał, że zna Mirosława T. i jest z nim na „ty”, ale „na piwo nie chodzą”. Zweryfikowano również wyjaśnienia dotyczące pojazdu, jakim świadek miał poruszać się w dniu wypadku. Początkowo zeznał, że jechał skodą, lecz takiego pojazdu nie widać na zdjęciach z monitoringu. Ostatecznie ustalono, że kierował peugeotem.
W związku z wypadkiem przesłuchani zostali strażnicy miejscy: Tomasz K., który „najechał” na miejsce wypadku oraz Małgorzata B. i Sebastian P., których do obsługi zdarzenia wysłał dyżurny Straży Miejskiej. Zeznania złożył również Artur Ł., który tego dnia wraz z nieżyjącym już asp. sztab. Krystianem Pukoczem pełnił pogotowie wypadkowe w bielskiej policji i był na miejscu zdarzenia. Artur Ł. nie pamiętał zbyt wielu szczegółów z tamtego wypadku i wyjaśnił, że działaniami patrolu kierował Pukocz.
Zeznania złożył także Grzegorz M., odpowiedzialny za monitoring miejski w bielskiej straży. Strażnik zapewnił, że nigdy nie otrzymał polecenia skasowania nagrania z obrotowej kamery, która mogła uchwycić moment wypadku. Prokuratura na żadnym etapie śledztwa nie nakazała jednak zabezpieczyć zapisu monitoringu. Nagrania nie zabezpieczył też Mirosław T., który jako komendant jednostki mógł zadbać o zgranie materiału dowodowego potencjalnie świadczącego o jego niewinności i dostarczenie go prokuraturze. Po upływie ok. 30 dni nagranie z kamery zostało samoczynnie „nadpisane”, co potwierdza notatka z listopada 2011 roku.
Bartłomiej Kawalec
O wypadku drogowym z udziałem Mirosława T., ówczesnego komendanta Straży Miejskiej w Bielsku-Białej, pisaliśmy szczegółowo w artykule Tajemnica bielskiego komendanta.
Komentarze 48
no właśnie nie wiesz chyba wszystkiego ...
był pomiar zaraz na ulicy ,ale później gdzieś się zapodział
zgubił się ?
Pytanie do Autora!
Czy policjanci sporządzili a biegli ocenili dokumentację fotograficzną powypadkową? Czy są zdjęcia makro (!!!) przodu pojazdu komendanta mogące potwierdzić przebieg zdarzeń - kierunku, z którego (w którym) poruszała się piesza i elementów pojazdu, z którymi miała bezpośredni kontakt w momencie wypadku- wgniecenia, zarysowania, ślady otarcia choćby?
Zeznania komendanta, świadka i poszkodowanej wyłącznie w konfrontacji z twardymi dowodami materialnymi: filmem i zdjęciami ocenionymi przez biegłych miały by moc przekonującą.
>Gabriel - tere fere - jeżeli dojeżdżając do przejścia masz nogę nad pedałem hamulca to sa to 3, maksimum 4 metry! Zakładam, że komendant jako bardzo sprawny facet zatrzymałby samochód na dwóch metrach!
Nie bawcie się w sędziów, prokuratorów, śledczych. Z jednego zdania rodzi się ploteczka, potem plotka a potem sensacja. Kobieta o 12 była napita jak ...(1,6 promila), nie pierwszy raz zresztą. Zdarzyło się co się zdarzyło, była policja, było śledztwo. Szukacie taniej sensacji.
Pora na robienie porządków, malowanie jajek i pójście do Kościoła. Alleluja.
Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś tę sprawę doprowadzi do końca i sprawiedliwość ujrzy światło dzienne.
Cytat z rozdziału Księgi Pana. Rozdział 10 - Wers 140 - Kto puzzle umie układać obrazek ujrzy

Klauzula informacyjna ›