Sąd zamiast Chorwacji
Już siedem miesięcy czeka bielszczanin Zygmunt Tołwiński na zwrot pieniędzy wpłaconych w ub. roku Międzyzakładowej Komisji NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania za wakacyjny wyjazd do Chorwacji, do którego nie doszło. Razem z nim na utracone pieniądze czekają inni nabici w przysłowiową butelkę.
Pan Zygmunt w styczniu tego roku stracił w końcu cierpliwość i wniósł przeciwko nauczycielskiej „Solidarności” powództwo do bielskiego Sądu Rejonowego o zwrot pieniędzy. - Ile w końcu można czekać? - irytuje się nasz rozmówca. - Tu zresztą nie chodzi jedynie o pieniądze. Mam po prostu dosyć takiego traktowania ze strony tych, którzy wyjazd organizowali i przyjmowali pieniądze.
Nie zostali wylosowani
Historia kuriozalnego wyjazdu grupy bielskich i żywieckich nauczycieli w lipcu ub. roku do Chorwacji była szeroko opisywana po tym, jak okazało się, że część z osób, które wpłaciły na wakacje w ogóle nie pojechała, inni zaś musieli wracać przed terminem ze względu na brak rezerwacji w hotelach.
Pan Zygmunt i jego żona byli w grupie osób, które nie pojechały na wakacje. - To było tak, że najpierw mieliśmy jechać do Grecji, później okazało się, że do Chorwacji - tłumaczy poszkodowany. - W dniu wyjazdu, w południe, zadzwoniono do mnie ze związku z informacją, że niestety, ale nie jedziemy. Bo, rzekomo, nie zostaliśmy wylosowani… Wcześniej nikt nie mówił nam o żadnym losowaniu!
Tołwińscy zostali więc w domu ze spakowanymi walizkami i buzującą w żyłach adrenaliną. - Moja irytacja sięgnęła zenitu, gdy następnego dnia dowiedziałem się, że dziwnym trafem parę osób z zarządu związku zostało jakoś wylosowanych i oni pojechali - dodaje pan Zygmunt.
To nie my, to oni
Musiało upłynąć kilka dni, aby bielszczanin doszedł do siebie. Kiedy się już uspokoił, zażądał od związku zwrotu pieniędzy. - Wyjazdu nie było, więc było oczywiste, że powinni mi zaraz zwrócić całość wpłaconej kwoty.
Wtedy jednak niedoszły letnik dowiedział się z ust pracowników związku zawodowego, że doszło do jakiegoś nieporozumienia i niebawem sprawa się wyjaśni. - Tak się wyjaśniła, że do dzisiaj nic mi nie wypłacono - mówi pan Zygmunt. - Z korespondencji ze związkiem wiem, że zorganizowanie wyjazdów zlecono firmie z Wrocławia i dlatego teraz ciągle słyszę, że to ta firma jest winna, a nie związek zawodowy nauczycieli. Tyle, że ja umowę zawierałem ze związkiem i im wpłacałem pieniądze, więc nie mam zamiaru szukać wiatru w polu.
A miało być tak fajnie…
Bielszczanin stracił nie tylko na obiecanym wyjeździe do Chorwacji. Wcześniej, w ten sam sposób, wpłacił pieniądze na wycieczkę noworoczną do Paryża i na kilkudniowy pobyt podczas ferii zimowych na Teneryfie. Oba wyjazdy nie doszły do skutku…
- Dałem się nabrać, ale wydawało się, że trafiła się naprawdę wyśmienita okazja. Ceny były stosunkowo niskie, gdyż - jak nam tłumaczono w związku - wycieczki odbywały się w ramach jakiegoś projektu, do którego dopłacała Unia Europejska. Dzisiaj wszystko to wydaje mi się mocno dziwne, a nawet podejrzane. Może więc sąd zdoła to jakoś wyjaśnić.
Próbowaliśmy uzyskać komentarz od przewodniczącej MK NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania, jednak bezskutecznie. Nie chciano z nami rozmawiać.
KO
Komentarze 17
Latwo sie ocenia nie znajac sytuacji.

Klauzula informacyjna ›