W przedszkolach nie dają rady
Z bielskich przedszkoli płyną niepokojące sygnały. Pracownicy skarżą się, że nie są już w stanie efektywnie wykonywać swoich zadań. Powodem jest, ich zdaniem, drastyczna redukcja personelu. Ratusz uspokaja, że wszystko jest pod kontrolą.
Pomoce nauczycieli to kilkaset osób, bez których bielskie przedszkola nie mogłyby normalnie funkcjonować. Do ich codziennych obowiązków należy m.in. sprzątanie oraz obsługa najmłodszych dzieci. Ostatnio z placówek płyną jednak niepokojące sygnały. Dał im wyraz radny Maurycy Rodak (PiS), gdy stwierdził na lutowej sesji, że w przedszkolach „etaty… są sukcesywnie obcinane, a zakres obowiązków jest rozszerzany”.
Najtrudniej przy maluchach
- Kiedyś w naszym przedszkolu na sto dzieci zatrudnione były cztery panie na stanowiskach pomocy nauczyciela - przybliża pracownica jednego z bielskich przedszkoli. - Wydawało się to absolutnym minimum. Odgórnie przyszły jednak zalecenia, by bardziej ograniczyć koszty, czyli obciąć etaty. Obecnie zostałyśmy we trzy na pełnych etatach - dodaje kobieta.
Nasza rozmówczyni podkreśla, że taki stan zatrudnienia pozwala na zabezpieczenie jedynie najbardziej podstawowych potrzeb. W tych warunkach jakakolwiek absencja praktycznie uniemożliwia np. wyjście z dziećmi na spacer. - Średnio ubieranie dzieci do wyjścia trwa 15 minut, tyle samo rozbieranie - opowiada. - Dzieciom trzeba przygotować leżaki do drzemki, a potem je poskładać, wydać posiłki, pozbierać i pomyć talerze. Najtrudniej jest przy maluchach. Trzylatki to dzieci nieustannie płaczące, nieumiejące samodzielnie jeść, wymagające ciągłej pomocy przy podstawowych sprawach, takich jak mycie się czy załatwianie - wylicza nasza rozmówczyni.
Stąd biorą się nieraz żale rodziców, którzy skarżą się, że jest za mało spacerów albo np. że jakiegoś dziecka nie popilnowano i miało przemoczone buty. - Rodzice mają prawo nie wiedzieć o naszych problemach kadrowych, a każdy by chciał, żeby jego pociechą zająć się indywidualnie - wzdycha pracownica przedszkola.
Za najniższą krajową
Pomoc nauczyciela z innego przedszkola, w którym też nastąpiła redukcja etatów, narzeka w pracy na stres i zmęczenie. - Osoby wykonujące tę pracę często nie są już młode - tłumaczy. - Przeciążenie powoduje, że częściej chorują. A wystarczy, że jedna z nas pójdzie na zwolnienie i nie ma jej kim zastąpić. Za te pieniądze żaden młody nie chce przyjść do tej pracy - przyznaje kobieta, dodając, że jej wynagrodzenie to najniższa krajowa, 1200 zł na rękę.
Kwestią budzącą kontrowersje jest praca w kuchni. Panie, z którymi rozmawialiśmy, zatrudnione jako pomoce nauczycieli, twierdzą, że muszą także pomagać w przygotowywaniu posiłków. Bielski Ratusz stanowczo temu zaprzecza. - Przygotowaniem posiłków w przedszkolu zajmują się wyłącznie pracownicy kuchni oraz intendent - ucina Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy magistratu.
Personel na miarę potrzeb
Przedstawiciel Ratusza argumentuje, że stan zatrudnienia pracowników administracji i obsługi wynika z wielkości placówki, a nade wszystko z realizowanych przez przedszkola zadań i rzeczywistych potrzeb. - M.in. właśnie dlatego sprzątanie w przedszkolu odbywa się w trakcie pracy placówki, a nie po jej zakończeniu, tak jak to ma miejsce w przypadku szkół - mówi Tomasz Ficoń, zaznaczając, że warunki oraz stan zatrudnienia w przedszkolach modyfikowane są na bieżąco, a uwarunkowań spowodowanych np. nagłą absencją nie można traktować jako standardowych.
Maurycy Rodak, radny opozycji, ma w tej sprawie odmienne zdanie: - Warunki pracy pracowników administracyjnych w szkołach i przedszkolach pogarszają się od wielu lat - ocenia radny. - Obcinanie etatów i zwiększanie zakresu obowiązków stało się normą. Ci ludzie są przecież pracownikami jednostek organizacyjnych Miasta, a więc władze Miasta powinny wykazać większa troskę o ich warunki pracy - uważa radny.
Radny PiS za naganny uważa także fakt, że wieloletnim pracownikom przedszkoli do pensji zasadniczej dolicza się wysługę lat, w wyniku czego otrzymują oni pensje na poziomie najniższej krajowej.
Maciej Chrobak
Komentarze 41
A artykuł nie jest o jojczących nauczycielkach przedszkola, tylko o Paniach z długoletnim stażem, ktore pracują w obsłudze przedszkoli i faktycznie robią to o czym pisze "Wściekła" za głodową pensję. Więc ludzie czytajcie ze zrozumieniem i nie mieszajcie w to wszystko zadowolonych "przedszkolanek".
1. wakacje 50 dni roboczych wolne,
2. ferie 10 dni roboczych wolne,
3 Boże Narodzenie 12 dni roboczych wolne,
4.rekolekcje 3 dni robocze wolne
5 Wielkanoc 4 dni robocze wolne,
6. w tygodniu 18 godzin roboczych wynagrodzenie średnio 3500 zł.
To takie proste

Klauzula informacyjna ›