Popłoch wśród rodziców
Bielscy rodzice są coraz bardziej zdenerwowani i zestresowani. Wielu nie wie, czy ich dzieci będą miały szansę dostać się do żłobka czy przedszkola. Podczas gdy w całej Polsce trąbi się, że zabraknie miejsc dla trzy i czterolatków, Bielsko-Biała rezygnuje z konkursu dla prywatnych placówek, przez co może się okazać, że dla kilkudziesięciu obecnych przedszkolaków od września zabraknie miejsca w przedszkolu.
Jak wiadomo, w tym roku sześciolatki nie muszą rozpoczynać edukacji w szkole i ogromna większość rodziców zamierza z tej możliwości skorzystać. Co to oznacza? Że z przedszkola nie odejdzie 25 dzieci, czyli cała grupa starszaków, lecz ok. 3-4, maksymalnie 6 osób (tak wynika z naszego rozeznania zrobionego wśród bielskich rodziców oraz bezpośrednio w przedszkolach). Tym samym zamiast miejsca dla 25 nowych przedszkolaków, będą mogły być przyjęte 3-4 maluszki.
Dofinansowania nie będzie
Zamieszanie jest konsekwencją decyzji rządu, ale samorząd powinien stanąć na wysokości zadania i pomóc mieszkańcom wyjść z tego ambarasu. Tymczasem w Miejskim Zarządzie Oświaty w Bielsku-Białej zamiast mówić o konkretnych rozwiązaniach, przyjmują, że póki co problemu nie ma i odwołują konkurs, dzięki któremu w ub. latach kilkadziesiąt dzieci z naszego miasta mogło chodzić do jednego z prywatnych przedszkoli w cenie miejskiego.
Zwycięska placówka otrzymywała dofinansowanie w kwocie 200 zł „na głowę”. Dzięki temu rodzice maluchów nie płacili 500 zł, lecz 300. Dla rodziny wychowującej dziecko to duża ulga finansowa. Skłoniła ona wielu opiekunów do wysłania swoich podopiecznych do przedszkola, które w zeszłym roku wygrało konkurs.
- Zdecydowałam się na to miejsce ze względu na wysokość opłat. Oczywiście, było wiadomo, że jest to stawka tylko na rok, ale pomyśleliśmy, że jeśli przedszkole nie wygra konkursu w kolejnej edycji, po prostu przeniesiemy się do publicznego - mówi jedna z mam. - Nikt nie wiedział, że sytuacja tak diametralnie się zmieni i przenosiny do publicznej placówki będą praktycznie niemożliwe. Wszędzie dokąd dzwonimy jesteśmy informowani, że od września zwolni się zaledwe kilka miejsc!
Rodzice doskonale wiedzieli
Janusz Kaps, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty bagatelizuje problem. - Mówimy o przedszkolu, do którego może uczęszczać niespełna 50 dzieci, a przedszkolaków w Bielsku-Białej jest kilka tysięcy. Poza tym rodzice doskonale wiedzieli, że niższa stawka będzie obowiązywała tylko do września - przekonuje urzędnik.
Stanowisko MZO jest zadziwiające. W sytuacji, kiedy ważą się losy setek małych bielszczan, nawet 50 miejsc powinno być na wagę złota.
- Panika jest przedwczesna. Jest luty, a mówimy o wrześniu. Możliwe, że jeśli rodzice sześciolatków poznają nową podstawę programową, zdecydują się jednak posłać dzieci do szkoły i nie będzie problemu - zastanawia się Janusz Kaps, podkreślając, że na tę chwilę wszystko jest gdybaniem. - Poza tym istnieje prawdopodobieństwo, że konkurs odbędzie się, ale np. w kwietniu.
Gwarancja dla czterolatków
Dla rodziców, którzy zgłosili się do nas o pomoc, to stanowczo za późno. Do końca lutego muszą bowiem zadeklarować czy chcą pozostawić dziecko w obecnym miejscu (nie wiedząc tak naprawdę, czy opłaty nie wzrosną niemal dwukrotnie). Jeśli tak, dyrekcja rezerwuje miejsce dla ich dzieci. Jeśli nie, zostanie ono udostępnione w procesie rekrutacji, a oni muszą próbować w innej placówce, co jak opisaliśmy powyżej, będzie bardzo trudne. W kwietniu może się więc okazać, że dla nich pociech w ogóle nie ma miejsca.
Nasz rozmówca zapewnia, że MZO będzie działało zgodnie z prawem. Deklaracja urzędnika oznacza tyle, że (teoretycznie) przyjęte zostaną wszystkie czterolatki, gdyż taką gwarancję daje ustawa. Niestety, w dokumencie tym nie ma mowy o trzylatkach. Dlatego jest wielce prawdopodobne, że brakiem miejsca dla nich nikt się specjalnie nie przejmie.
Stawka dzienna w miejskich przedszkolach, przy pełnym wymierze godzin oraz z wyżywieniem, to ok. 200 zł. W placówkach prywatnych średnio od 300 do nawet 800 zł. Niezależnie od omawianego konkursu, MZO daje miesięcznie 500 zł na dziecko dla każdego prywatnego przedszkola, które spełnia odpowiednie wymogi.
Drogie żłobki
Podobnego wsparcia ze strony miasta nie otrzymują prywatne żłobki w Bielsku-Białej, gdzie stawki oscylują w granicach 600-900 zł. Jeżeli rodzice nie dysponują taką kwotą, mogą się starać o przyjęcie do żłobka miejskiego, który przyjmuje 193 dzieci. Niestety, w tym roku także tutaj może być problem z wolnymi miejscami.
- W naszej placówce mogą przebywać dzieci do trzeciego roku życia. Aczkolwiek te urodzone między wrześniem a grudniem mogą jeszcze zostać na kolejny rok - tłumaczy dyrektorka Grażyna Piszczałka. Jest więc duże pradopodobieństwo, że maluchy urodzone w tych czterech ostatnich miesiącach (choć normalnie przeniosłyby się już do przedszkola) z powodu braku miejsc dla trzylatków zostaną w żłobku na jeszcze jeden rok. A to oznacza oczywiście mniej miejsc dla nowych dzieci. Obecnie na liście rezerwowej znajduje się blisko setka maluchów.
Magdalena Dydo-Pyrchla
Komentarze 25
Zlikwidować podatek dochodowy, obniżyć czynsze i inne podatki i ludzi będzie stać na żłobek czy przedszkole. Wśród komentarzy cały czas emanuje dawna epoka, że miasto ma im zapewnić to czy tamto. Miasto nie ma żadnych pieniędzy własnych. Jak Wam nie będzie zabierać tak dużo to nie będziecie wołać do miasta, tylko sami zapewnicie sobie to czego potrzebujecie. Zrozumcie to ludzie bo z socjalizmem trzeba skończyć!

Klauzula informacyjna ›