W nowym roku szkolnym tylko co dziesiąty sześciolatek będzie uczęszczał do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Takie są wstępne wyniki badań przeprowadzonych przez dyrektorów bielskich przedszkoli. Deficyt miejsc najbardziej odczuwalny będzie w najmłodszych grupach naborowych.

Sprawę możliwego braku miejsc w przedszkolach poruszył radny Maurycy Rodak podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Bielska-Białej. Radny PiS pytał, czy Urząd Miejski lub podległe mu jednostki samorządowe sprawdziły ilu rodziców będzie chciało posłać swoje sześcioletnie dzieci do przedszkoli zamiast do szkół oraz w jaki sposób Ratusz przygotowuje przedszkola na nadchodzące zmiany i ewentualny brak miejsc w przedszkolach dla dzieci trzy i czteroletnich.

Do pytań radnego odniósł się pisemnie wiceprezydent Bielska-Białej Waldemar Jędrusiński. Urzędnik poinformował, że wstępne rozpoznanie zamiarów rodziców przeprowadził Miejski Zarząd Oświaty. Wynika z niego, że ok. 11,5 proc. sześciolatków będzie uczęszczać do szkoły podstawowej. - Pozostali zakładają pozostawienie dziecka w przedszkolu - informuje zastępca prezydenta. Jego zdaniem, w nowej sytuacji prawno-organizacyjnej oczywiste jest, że w naborze na kolejny rok szkolny zabraknie miejsc dla jakiejś grupy dzieci.

Wiceprezydent Waldemar Jędrusiński dodaje, że na obecnym etapie trudno stwierdzić, jaka będzie rzeczywista skala deficytu. - Pewne jest, że sytuacja trzylatków będzie w tym roku trudniejsza, ale w żadnym wypadku nie wyklucza się tej grupy wiekowej z postępowania rekrutacyjnego - czytamy. Urzędnik nie wyklucza, że po rozpoznaniu sytuacji w trakcie rekrutacji, organ prowadzący rozważy wszystkie możliwości wykorzystania pomieszczeń szkolnych na potrzeby przedszkolne.

bak