Pokerzysta
Chodziłem nad Wisłę, a w głowie kłębiły się myśli… nazwę je ostatecznymi - wspomina z bólem Olek. - Zdecydował impuls, że zamiast spełnić to, co zamierzałem, wsiadłem do pociągu.
Olek* mieszka w Bielsku-Białej. Zbliża się do trzydziestki, z zawodu grafik komputerowy i… nałogowy hazardzista. Sympatyczny i inteligentny. Starannie dobiera słowa, robiąc niekiedy dłuższe pauzy między zdaniami. Chwilami sprawia jednak wrażenie jakby nieobecnego, będącego myślami gdzie indziej. Olek od pięciu miesięcy nie gra. Rozmawiamy w ośrodku terapii uzależnień Błękitnego Krzyża, gdzie przychodzi na cotygodniowe mitingi. Ośrodek mieści się w centrum miasta, obok Sfery.
Niegroźna zabawa
- Hazard był obecny w moim życiu odkąd pamiętam - przyznaje. - Już w wieku jedenastu lat chodziłem do zakładów bukmacherskich. Byłem niepełnoletni, więc prosiłem mamę, żeby szła ze mną. Zgadzała się, bo traktowała to jak niegroźną zabawę. Poręczała za mnie, a ja obstawiałem jakieś drobne. Tak to się zaczęło - wspomina.
Dla Olka notoryczny hazard zaczął się w Warszawie, na drugim roku studiów. Pamięta, że w akademiku spotykał wiele osób, które grały w pokera dla relaksu. - Byli wśród nich moi koledzy z roku - relacjonuje. - Wkrótce do nich dołączyłem. Spotykaliśmy się wieczorami, przy piwie, na początku nie było żadnego specjalnego współzawodnictwa - zaznacza.
Niedługo potem Olek dowiedział się o turnieju pokerowym organizowanym na mieście. - Pech chciał, że poszedłem i wygrałem - mówi. - Poszedłem na drugi, i też wygrałem. Później się okazało, że te dwie wygrane to był jedyny czas, kiedy w całym swoim życiu byłem na plusie - uśmiecha się gorzko. Uwierzył, że poker to zdecydowanie łatwiejsza forma zarabiania pieniędzy niż praca.
Wir hazardu
- Licencjat jeszcze zrobiłem, ale siedząc na zajęciach, myślami byłem już przy następnym turnieju - opowiada. - Studia magisterskie przerwałem, choć przez dwa lata utrzymywałem przed rodziną, że je ukończyłem - ciężko wzdycha Olek.
Nasz rozmówca wpadł w wir hazardu. Brał udział w cotygodniowych turniejach. Głód jednak narastał i zaczął grać po pięć, sześć razy w tygodniu, niemal bez przerwy. Doszła gra w internecie. - Szukałem gry każdego dnia - mówi Olek. - Zaczęły się przegrane, ale jak się przegrywa, to działa mechanizm, że się trzeba szybko odkuć, więc gra się jeszcze więcej i jeszcze więcej się przegrywa - tłumaczy.
Półtora roku temu Olek wrócił do Bielska-Białej i zamieszkał z rodzicami. Wówczas przyszło pierwsze pismo z banku. Miał w nim zaciągnięty kredyt, którego nie spłacał. Od trzech miesięcy nie odbierał telefonu i nie odpowiadał na upomnienia, toteż bank wszczął procedurę windykacyjną. - Rodzice otworzyli list przez przypadek - wspomina Olek. - W piśmie była kwota mojego zadłużenia. Zmyśliłem historię, skąd się wzięły te długi, nie wspominając ani słowem o hazardzie.
Myśli ostateczne
Rodzice uwierzyli i spłacili karciane długi syna. Musiał obiecać, że od tej pory będzie odpowiedzialny i nie popełni żadnych głupstw. - Razem z nałogiem hazardowym uczymy się notorycznego kłamstwa i manipulowania - wyznaje z żalem Olek. - Gdy dziś się zastanawiam nad historiami, które tworzyłem, to wydają mi się one nieprawdopodobne. Kłamiąc, robiłem to w taki sposób, że gdy jedno kłamstwo zostało przez moich rodziców zdemaskowane, to docierali do następnego. Nigdy nie poznali prawdy - stwierdza.
Po rozmowie z rodzicami Olek ponownie wyjechał do Warszawy. W stolicy znalazł dobrą pracę, na której - jak podkreśla - bardzo mu zależało. Bez grania wytrzymał trzy tygodnie.
- Wiosną zeszłego roku zostałem zwolniony, pośrednio przez hazard. - opowiada. - Przyszedł moment, kiedy moje uzależnienie sięgnęło zenitu. Hazard wypełnił całe moje życie, tylko to się liczyło. Grałem już nie po to, żeby wygrać, tylko żeby zagrać. Nic innego nie dawało mi adrenaliny - podkreśla.
Po raz kolejny wpadł w długi. Na adres rodziców znów zaczęły przychodzić wezwania. - Nie wiedziałem, co robić - mówi, wracając pamięcią do tych dramatycznych chwil. - Przez kilka dni chodziłem wieczorem nad Wisłę, a w głowie kłębiły się myśli… nazwę je ostatecznymi. Zdecydował jakiś impuls, że zamiast spełnić to, co zamierzałem, wsiadłem do pociągu i przyjechałem do domu - wspomina.
Zaczyna trzeźwiej myśleć
Po powrocie do domu wyznał, że jest uzależniony od hazardu i nie umie sobie z tym poradzić. Rodzice namówili go na rozmowę z psychologiem. - Parę dni później trafiłem na pierwszy miting Anonimowych Hazardzistów, bez specjalnej wiary, że znajdę tu pomoc - zdradza nasz rozmówca. - Od tego czasu minęło pięć miesięcy, odbywam regularną terapię, chodzę na mitingi i wreszcie zaczynam trochę trzeźwiej myśleć - stwierdza.
Olek przyznaje, że rozpoczynając terapię, nie mógł się jeszcze pogodzić z myślą, że już nigdy nie zagra. - Życie bez hazardu wydawało mi się puste i bezbarwne - mówi. - Obecnie zaczyna do mnie docierać, że są inne rzeczy, które dostarczają nie mniej radości - dodaje z uśmiechem.
xxx
Miejski Ośrodek Terapii Uzależnień Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż w Bielsku-Białej prowadzi, obok terapii dla osób uzależnionych od środków psychoaktywnych (alkohol, narkotyki), także terapię dla osób uzależnionych behawioralnie: od hazardu, seksu, gier komputerowych, zakupów, itp. W ofercie ośrodka znajduje się m.in. dzienny oddział uzależnień behawioralnych, grupy dla osób uzależnionych od hazardu, terapia indywidualna oraz porady lekarskie. Na pomoc mogą liczyć również bliscy osób uzależnionych (prowadzone są dla nich spotkania indywidualne i terapia grupowa). Wszystkie porady udzielane są nieodpłatnie.
Maciej Chrobak
* Imię bohatera reportażu i niektóre fakty z jego życia zostały zmienione.
Komentarze 6

Klauzula informacyjna ›