Gdy brat oskarżał brata
W przeszłości w zamku książąt Sułkowskich w Bielsku znajdował się sąd. Badając archiwalne dokumenty procesów sprzed wieków można zauważyć, że dawni bielszczanie szukali sprawiedliwości w podobnych sytuacjach, co dzisiaj. Na potrzeby tego artykułu prześledziliśmy kilka spraw sądowych charakterystycznych dla tamtych czasów.
Procesy najczęściej były wytaczane ludziom prostym i ubogim przez władzę i wyższe klasy społeczne. Każdy obywatel, nawet niepiśmienny miał jednak prawo dociekać w sądzie sprawiedliwości. Każdemu zeznaniu towarzyszył obowiązkowy ceremoniał uroczystej przysięgi. Zeznający umieszczał dwa palce prawej ręki na sercu lub ponosił je do góry i mówił: - Przysiągam Panu Bogu Wziechmogącemu w Trójcy Świętej iedzinemu, żem na moje oczy widział…
Nie chcieli w kamasze
Zdarzało się, że brat oskarżał brata, a sługa gospodarza czy wójta. Co ciekawe, wśród oskarżycieli nie brakowało także obrońców praw zwierząt. W październiku 1699 w księdze Protokołów Kancelaryjnych panów na Bielsku zanotowano: „Jurel Dzida z Bronowa świadczy na okoliczność maltretowania konia przez Macieja Donocika”.
Kolejną kwestią, która często była rozstrzygana w zamkowym sądzie stał się pobór do wojska. Dawniej wiązało się to kilkuletnią służbą. Szukano więc sposobów, by go uniknąć. Chorobę czy inny powód odroczenia służby trzeba było jednak udowodnić za pomocą zeznań świadków. Oto przykładowe zeznania z roku 1718 umieszczone w księdze Protokołów Sądowych książąt Sułkowskich: „Michał Kuś i Hanka Kuś z Ligoty świadczą o ciężkiej chorobie Macieja Antonika nieprzyjętego w rekruty w Opawie”.
Świadkowie mówią: - Ja Michoł Kusz przysięgom Panu Bogu Wszechmogącemu, że Maciey Antonik przeszłe Mięsopusty z gromady przeiszedszy w doma w nieprzytomności na ziemie upadł, a ze nim po ziemi ciepało.
Kradnie wójt i sługa
Od zarania dziejów kradzież była jednym z najczęściej popełnianych przestępstw. Również w naszym regionie często sądzono rzezimieszków. Tak oto jeden sługa z Ligoty zeznawał w 1697 roku: - Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że w tym roku jak mnie do folwarku wzięły na własne oczy widział, jak Dwornik Maszka nocnym czasem z pańskiej stodoły miech zabrał. Jadąc do Pańskich Stodół miech zabrany na sobie niósł i włożył go do komórki. To rzetelnie wiem, wszystko teraz na Dwornika wyznałam, bierę to na swoją duszę i wieczne zbawienie racz dopomóc Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty.
Wśród dokumentów sądowych nie brak skarg wdów i sierot małoletnich w sprawach spadkowych. Przykładowo Jerzy Sroka z Dziedzic oskarżał brata o zawłaszczenie spadku po ojcu. Oskarżony tak zeznawał w 1738 przed sądem: - Po moim nieboszczyku Ojcu Srokolu żadnych pieniędzy nie pozostało, a tak żem ja tych 15 twardych, których teraz mój brat Janek żąda, do rąk moich nie dostał ani oczyma moimi nie widział.
Wiele spraw było wytaczanych przeciwko wójtom, którzy często nadużywali władzy. Oskarżenia dotyczyły nie tylko dodatkowych korzyści majątkowych, ale także skandali towarzyskich. W 1712 jeden z mieszkańców zeznawał: - Czeka wójt jako pies i Schelma na stosowną okazję, bowiem tak to nas na pańskie wysyłacie, a sami przy żonach naszych legacie.
Proces o handel wódką
Władza dbała także o to, by nie tracić zysków z handlu wódką, więc pić można było tylko wódkę z pańskiej produkcji. Dlatego Pietrek Buchcik z Międzyrzecza przysięgał: - Żem w tej flaszce, którą Helwacz u mnie w wielkanocną niedzielę wziął, a do kancelarii oddał żadnej cudzej gorzałki nie miał.
Z kolei Maryna Skrzyżanowa z Bielska w 1718 roku stanęła przed sądem na zamku posądzona o nielegalny handel wódką: - Bądź teraz ani przedtem nigdy jakiejkolwiek gorzałki nie sprzedałam, także mojemu gospodarzowi. Że temu tak, a nie inaczej biorę na swoją duszę i wieczne zbawienie - zeznała.
Czy Maryna Skrzyżanowa została uniewinniona tego nie wiemy, ale wiadomo, że jej proces ciągnął się przez długie lata w zamkowych murach.
Agnieszka Pollak-Olszowska

Klauzula informacyjna ›