- W mojej optyce pojmowania spraw publicznych nie mieści się możliwość zmiany ustawy zasadniczej w sposób tajny, pod osłoną nocy. Ale nie można wykluczyć takiego scenariusza - mówi bielski poseł Nowoczesnej Mirosław Suchoń.

Z Mirosławem Suchoniem, bielskim posłem Nowoczesnej, rozmawia Robert Kowal

Jest Pan posłem zaledwie od dwóch miesięcy. Szybko nauczył się Pan poruszać w labiryncie korytarzy i sal kompleksu przy ul. Wiejskiej?

 - Przyznaję, na początku było trudno, bo obszar budynków sejmowych jest rzeczywiście imponujący. Jednakże poszczególne obiekty są ze sobą logicznie połączone, a to pozwala przy odrobinie wprawy szybko dotrzeć do celu.

Minuta na wystąpienie

Jak radzi Pan sobie ze stresem podczas wystąpień przed pełną salą na posiedzeniach plenarnych?

 - Stres związany z wystąpieniem publicznym dotyka chyba każdą osobę, szczególnie podczas debiutu w takim miejscu. Od początku kadencji przemawiałem kilkadziesiąt razy i nabrałem już pewnej wprawy. Gdy jestem na mównicy, czuję majestat sali, autorytet Państwa. Kontakt z obecnymi na sali obrad posłami ułatwia niewątpliwie świetna akustyka obiektu. W tych warunkach można skupić myśli na temacie debaty i jasno wyartykułować swoje racje.

Trzeba przyznać, że marszałek Sejmu wam w tym skupieniu pomaga, ściśle egzekwując limit czasowy wystąpień oraz nakładając kary finansowe na niedyscyplinowanych posłów.

 - Na wystąpienie w debacie plenarnej mamy zazwyczaj minutę (śmiech). Jak dotąd, marszałek ukarał jednego posła. Przyczyną kary nie było jednak przedłużanie czasu wystąpienia, lecz „zakłócanie przebiegu obrad”. W czasie poprzednich kadencji na Wiejskiej było wiele kontrowersyjnych sytuacji, ale chyba po raz pierwszy marszałek Sejmu sięgnął po tak drastyczną sankcję.

Jest Pan zawodowym posłem, mieszka Pan w Domu Poselskim. Jakich ma Pan sąsiadów?

 - Nie wiem. Nie ma praktyki grupowego wychodzenia na obrady. Przez cały dzień i czasem znaczną część nocy trwają posiedzenia klubów, komisji, zespołów parlamentarnych, wysłuchania publiczne czy posiedzenia plenarne. Każdy z nas żyje więc rytmem swojej pracy. Dlatego trudno nawiązać jakieś relacje międzysąsiedzkie.

Nauka szybkiego czytania

Chce Pan powiedzieć, że nie było „parapetówki”?

 - Dom Poselski, mimo obiegowo panującej opinii, nie jest miejscem, w którym kwitnie życie towarzyskie. Nieczęsto odwiedzamy się w pokojach, każdy chce mieć choć odrobinę prywatności. Przemierzając od rana korytarze sejmowe, czuję się wieczorem po prostu wyczerpany fizycznie. Nie mam wtedy ochoty na bujne życie towarzyskie. Zwłaszcza, że nikt tak naprawdę nie wie co czeka nas rano - próba zmiany Konstytucji czy tylko ustaw (śmiech).

Dwa miesiące wystarczyły, aby wyuczyć się szybkiego czytania projektów ustaw i pracy w środku nocy?

 - Jeśli trzeba, to działamy nocą. Pytanie tylko, czy taki tryb pracy nad projektami ustaw sprzyja stanowieniu dobrego prawa. Jeśli do projektu, który liczy kilkanaście stron, zgłaszanych jest później kilkadziesiąt stron poprawek, to znaczy, że przyjęty tryb legislacji jest wadliwy. Nocne obrady w pierwszych tygodniach nowej kadencji dotyczyły głównie spraw ustrojowych - Trybunału Konstytucyjnego, Policji, mediów publicznych. Czasem od zgłoszenia projektu do pierwszego głosowania mijały zaledwie dwie godziny. Gdzie czas na analizę skutków wprowadzenia projektu w życie czy zgodności uregulowań z Konstytucją i prawem europejskim? Gdzie czas na konsultacje społeczne, spotkania z ekspertami? Niestety, stanowienie prawa nie ogranicza się jedynie do umiejętności szybkiego czytania, o czym rządząca partia często zapomina.

Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów z pakietem gotowych projektów, o czym zapewniała obecna premier Beata Szydło. Po uzyskaniu większości parlamentarnej może więc realizować własną wizję naprawy ustroju, biorąc pełną odpowiedzialność za państwo.

 - Koalicja rządząca może uchwalić każdy projekt, nie licząc się z opinią opozycji. W kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość akcentowało postulaty socjalne - program 500 zł na dziecko, wzrost kwoty wolnej od podatku, opodatkowanie banków i hipermarketów. O problemach ustrojowych politycy PiS mówili mało, jakby się ich wstydzili. To w tamtym czasie projekt zmian w Konstytucji RP znikł ze stron internetowych PiS. W ten sposób utrzymywano nas w przekonaniu, że nową kadencję zdominują sprawy ekonomiczne. Sądzę także, iż wyborcy nie przewidzieli, że czeka nas tak brutalny skok na państwo.

Cały czas w Sejmie

Podobno w czasie, gdy Sejm nie obraduje posłowie opozycji mają nocne dyżury, aby się rankiem nie okazało, że pod ich nieobecność koalicja uchwaliła bardziej kontrowersyjne projekty.

 - Posłowie Nowoczesnej są w Sejmie cały czas, aby nie dopuścić do niespodzianek legislacyjnych, np. do zmian w Konstytucji. W mojej optyce pojmowania spraw publicznych nie mieści się możliwość zmiany ustawy zasadniczej w sposób tajny, pod osłoną nocy. Ale nie można wykluczyć takiego scenariusza. Dlatego Klub Parlamentarny Nowoczesna przywiązuje wielką uwagę do frekwencji posłów na posiedzeniach plenarnych i w komisjach. Kierownictwo klubu wymaga od nas aktywnej obecności. Na 345 głosowań, które odbyły się do tej pory, uczestniczyłem w 341.

W ilu komisjach Pan pracuje? Komisje także zbierają się nocą?

 - Jestem członkiem dwóch komisji: administracji i spraw wewnętrznych oraz infrastruktury. Zdarzają się posiedzenia w godzinach nocnych.

Czasem słychać opinie, że obecna opozycja jest leniwa, bo zgłasza niewiele własnych projektów ustaw. Zgadza się Pan z takimi ocenami?

 - Przez dwa miesiące zgłosiliśmy cztery projekty: w sprawie likwidacji ciszy wyborczej, ograniczenia finansowania partii politycznych ze środków publicznych, ograniczenia przywilejów związków zawodowych oraz rozwiązania problemu deficytu strukturalnego w finansach publicznych i zatrzymania narastającego długu publicznego. Czy to niewiele jak na całkowitych nowicjuszy, to ocenią obywatele. Jednak chcemy, aby nasze projekty były dobrze przygotowane. Jeżeli zaś mówimy o projektach ustaw to warto zauważyć, iż w przeciwieństwie do poprzedniej kadencji, gdy obowiązywała tzw. zamrażarka, projekty obywatelskie trafiają z pierwszego czytania do dalszych prac w komisjach. Oczywiście, mam świadomość, że gdyby w dalszej kolejności okazały się sprzeczne z polityką PiS, zostaną odrzucone. Jednak uważamy, że wnikliwe rozważenie przez komisje sejmowe każdego projektu obywatelskiego to dobra praktyka. Jak wynika z sejmowych statystyk, posłowie Nowoczesnej zajmują pierwsze miejsca pod względem ilości wystąpień na posiedzeniach plenarnych. Wyróżniamy się merytoryczną pracą w komisjach, organizowaniem konsultacji społecznych w wielu sprawach, frekwencją. Ryszard Petru jest liderem opozycji.

Szef ma charyzmę

Czy w obecnym układzie parlamentarnym realny jest pomysł utworzenia międzyklubowego zespołu do spraw Podbeskidzia?

 - Uważam, że to dobry pomysł, lecz obawiam się, że bez inicjatywy posłów Prawa i Sprawiedliwości będzie trudny do przeprowadzenia. Jako poseł indywidualnie reprezentuję interesy Podbeskidzia w Sejmie ostatnio np. w debacie budżetowej zgłosiłem poprawki dotyczące Beskidzkiej Drogi Integracyjnej i obejścia Węgierskiej Górki. Nieformalny zespół miłośników Podbeskidzia na Wiejskiej już istnieje. Tworzą go osoby, które kochają nasze góry oraz ci, którzy przyjeżdżają do nas na odpoczynek i cenią sobie nasz region.

Jakim szefem klubu jest Ryszard Petru? Demokrata czy despota?

 - Jest bardzo wymagającym demokratą. Wskazuje obszary, którymi powinniśmy się zajmować i oczekuje, że będziemy to robić na najwyższym możliwym poziomie. W razie odrębnych zdań na klubie jest szeroka wymiana opinii, potrafimy się gorąco spierać, ale szef zawsze kończy dyskusję. Ryszard Petru ma charyzmę, umie przekonać do swoich pomysłów. Ostatnie ataki na jego osobę przy użyciu prawicowych mediów są przejawem bezsilności naszych przeciwników. Gdy brakuje argumentów merytorycznych, sięga się po wątki osobiste i niedwuznacznie interpretuje. To wyjątkowo podłe praktyki, znane z czasów komunizmu.

W różnych stacjach telewizyjnych w imieniu Nowoczesnej występuje na zmianę kilku posłów waszego ugrupowania. Jaki jest klucz, wedle którego wysyłacie swoich przedstawicieli do konkretnych mediów?

 - Nie ma stałego klucza. W naszym imieniu z reguły występują szef partii oraz rzeczniczka prasowa klubu. Do telewizji chodzą głównie osoby zamieszkałe w Warszawie, będące bardziej dyspozycyjne na miejscu. Czasem decydują też sami dziennikarze. W trakcie przerw w obradach mamy też dyżury medialne. Mnie najczęściej można zobaczyć w Telewizji Republika. Jestem przekonany, że jako klub nie pokazaliśmy wszystkiego na co nas stać. Większość z nas debiutuje w polityce, jest w Sejmie pierwszą kadencję, dopiero się rozkręcamy.

Budowa partii od podstaw

Często słyszy Pan od kolegów z klubu PO pytania o możliwość wstąpienia do Nowoczesnej?

 - Osobiście nie spotkałem się z taką sytuacją, choć pewnie zjawisko istnieje.

Na jakie wsparcie może obecnie liczyć Nowoczesna w naszym regionie? Zdołaliście się już policzyć po wyborach?

 - Jesteśmy młodą partią. W tej chwili budujemy struktury lokalne. W miniony weekend odbyła się konwencja w Katowicach, na której wybrano władze regionalne. W następnym etapie przyjdzie czas na tworzenie kół w miastach i gminach. W wyborach parlamentarnych w naszym okręgu otrzymaliśmy ok. 27 tys. głosów. Do tej pory zgłosiło się kilkaset osób chcących wstąpić do partii.

Kiedy poseł Mirosław Suchoń zorganizuje otwarte spotkanie z wyborcami, aby wysłuchać co mają do powiedzenia w sprawach kraju i regionu?

 - Wygląda na to, że minął okres tzw. biegunki legislacyjnej i Sejm będzie teraz pracował spokojniej. Chcę, aby spotkanie z wyborcami odbyło się w lutym. Już dziś zapraszam wszystkich zainteresowanych. O szczegółach będę informował m.in. na stronie internetowej, która ruszy już niedługo oraz za pośrednictwem portalu bielsko.biala.pl.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Robert Kowal