Śpią w różnych dziwnych miejscach, często szokujących, choć jest to ścisłe centrum miasta. Jest ich zdumiewająco wielu. Najczęściej są wdzięczni za herbatę, ale nie oczekują pomocy od obcych. Minionej nocy, gdy temperatura spadła grubo poniżej zera, byliśmy wraz ze strażnikami miejskimi w miejscach koczowania bielskich bezdomnych.

 - Gdy temperatura spada o kilka stopni poniżej zera, patrole praktycznie codziennie odwiedzają miejsca, gdzie pomieszkują osoby bezdomne. Czasem jeździmy późnym popołudniem, ale najczęściej w nocy, gdyż wtedy najłatwiej jest zastać osoby, które mogą potrzebować pomocy. Nie wiemy, jaka będzie sytuacja w danym miejscu, ale czasem trzeba zaryzykować, by komuś uratować życie. Tych ludzi nie można zostawić samym sobie. Jeździmy tak długo aż odwiedzimy wszystkie punkty, o których wiemy - opowiada strażnik. Wraz z patrolem ruszamy w miasto.

Nie zgłaszają problemów

 - 00.16 - ul. Piaskowa, jeden z budynków dawnej stacji kolejowej PKP Leszczyny. Spotykamy dwóch mężczyzn, jeden z nich ma poranioną nogę. Mężczyzna twierdzi, że mieszka tu około trzech miesięcy. Drugi wyszedł właśnie z zakładu karnego i przyjechał w odwiedziny. Poczęstowano nas herbatą z cukrem.

 - 00.40 - ul. Lipnicka, pustostan, w którym kiedyś był pożar. Według oświadczenia jednego z mężczyzn, w budynku przebywają cztery osoby. Nie zgłaszają problemów. Ciepło, w jednym z pomieszczeń jest niewielki piec.

 - 00.56 - ul. 3 Maja, przystanek komunikacji miejskiej naprzeciwko hotelu President. Patrol Straży Miejskiej dostaje zgłoszenie o mężczyźnie, który ma duże kłopoty z poruszaniem się o własnych siłach. W toku czynności ustalono, że mężczyzna jest kompletnie pijany, do tego stopnia, iż nie potrafi samodzielnie zapiąć suwaka kurtki. Czeka na nocny autobus. Zostaje odwieziony do OPPA (Ośrodek Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym), lecz odmawia badania stanu trzeźwości.

Nie prosi o pomoc

 - 1.47 - ul. 11 Listopada, brama jednego z budynków niedaleko placu Wojska Polskiego. Strażnicy otrzymują zgłoszenie o mężczyźnie śpiącym w bramie budynku. Mężczyzna jest pijany, jest z nim bardzo utrudniony kontakt. Zostaje odwieziony do OPPA. Badanie stanu trzeźwości wykazuje, że ma przeszło 3,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

 - 2.30 - ul. Podwale, bocznica dworca PKP Bielsko-Biała Główna. Pod nieużywanym wagonem od czterech miesięcy mieszka mężczyzna. Poczęstowany herbatą, nie prosi o pomoc.

 - 2.44 - ul. Drzymały, pod schodami prowadzącymi do sklepu śpi mężczyzna. Częstujemy go herbatą, nie oczekuje żadnej pomocy.

 - 2.56 - ul. Lipnicka, patrol Straży Miejskiej otrzymuje od dyżurnego informację, że może tam przebywać mężczyzna. W toku czynności w jednej z komórek znaleziono legowisko, lecz „lokatora” w nim nie było.

Domek letniskowy w ruderze

 - 3.11 - ul. Kaliska, ledwo trzymająca się całości konstrukcja nieprzypominająca budynku. W jednym z pomieszczeń spotykamy mężczyznę. Z jego relacji wynika, iż na terenie posesji przebywa wraz z żoną. Lokatorzy nie oczekują żadnej pomocy, nie chcą od nas herbaty. Rodzina mieszka na terenie posesji od kilku lat. Rudera szumnie nazwana jest przez jej właściciela „domkiem letniskowym”.

 - 3.26 - ul. Krakowska, altana będąca pustostanem. Obiekt jakiś czas temu uległ częściowemu spaleniu. Drzwi otwiera mężczyzna, który twierdzi, że wewnątrz są cztery osoby. Nie oczekuje żadnej pomocy, nie chce herbaty.

 - 3.39 - ul. Czerwona, według informacji strażników, w jednej z komórek gospodarczych ma pomieszkiwać mężczyzna. Odnajdujemy ślady jego pobytu, lecz lokatora nie ma na miejscu.

 - 4.01 - ul. Do Lasu, w przyczepie kempingowej miał ktoś mieszkać. Lokatora nie zastano.

Wszystkie informacje są cenne

 - 4.29 - ul. Fabryczna, zamaskowany szałas obok potoku jest zamieszkały. Strażnicy lokalizują szałas. Aby się do niego dostać, muszą przejść po ośnieżonym zespole rur biegnących w poprzek potoku. Po sprawdzeniu szałasu okazuje się, że w środku nikogo nie ma.

 - 4.40 - al. Gen. Andersa, wiadukt. Stwierdzamy ślady świadczące o czyjejś obecności: rozstawione tapczany, szklanki, czajnik na wodę. Lokatorów jednak nie zastajemy.

Zbliża się poranek. Patrol Straży Miejskiej udaje się do Podbeskidzkiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, aby zwrócić termosy. Później strażnicy mają krótką, ale zasłużoną przerwę. - Miejsca, w których przebywają bezdomni, albo zgłaszają nam przechodnie, albo MOPS, albo znajdują patrole. Wszystkie informacje, które przekazuje nam społeczeństwo, są dla nas cenne, gdyż każda z nich może przyczynić się do uratowania czyjegoś życia - podkreśla strażnik.

Tekst i foto: Mirosław Jamro