W miniony wtorek Adrian Zandberg spotkał się z bielskimi działaczami partii Razem. Choć spotkanie poświęcone było sprawom organizacyjnym, polityk znalazł czas, żeby udzielić krótkiego wywiadu naszemu portalowi. O Zandbergu zrobiło się głośno dzięki telewizyjnej debacie liderów przed październikowymi wyborami parlamentarnymi.

Z dr. Adrianem Zandbergiem, współzałożycielem i członkiem Zarządu Krajowego Partii Razem, rozmawia Maciej Chrobak

Nie wydaje się, żeby konflikt polityczny między Prawem i Sprawiedliwością a opozycją miał się szybko skończyć. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat?

 - Prawo i Sprawiedliwość dość wyraźnie pokazało, że nie chce przestrzegać elementarnych standardów demokratycznych. Trudno się tym nie niepokoić.

PO nie ma moralnego prawa

W tej sprawie zachowujecie jednak dystans do reszty opozycji.

 - Chcemy zbudować skuteczną opozycję wobec Prawa i Sprawiedliwości. A do tego trzeba być wiarygodnym. Tej wiarygodności brakuje posłom Platformy Obywatelskiej, którzy próbują się ustawić na czele protestów. A przecież, skoro mówimy o sprawie Trybunału Konstytucyjnego, to parę miesięcy temu rozpoczęła się ona właśnie od próby niekonstytucyjnego wyboru dwóch dodatkowych sędziów przez Platformę Obywatelską.

Uważa Pan, że nie należy protestować?

 - Oczywiście, że należy. Razem organizuje protesty przeciwko działaniom PiS. Ale nie będziemy występować na wspólnej trybunie z liderami Platformy. Przyczyna jest prosta - nie cenimy sobie hipokryzji. Kiedy krytykujemy to, że Prawo i Sprawiedliwość zawłaszcza państwo i łamie standardy demokratyczne - nikt nie może nam zarzucić, że sami mamy takie działania na sumieniu. Platforma Obywatelska tego moralnego prawa nie ma.

Ta wojna prowadzi donikąd

Czy jako ugrupowaniu lewicowemu nie jest wam bliżej pod względem gospodarczym do antyliberalnego i prospołecznego programu PiS?

 - Odmawiamy wyboru: chleb albo wolność. Nie kupujemy takiego oto diabelskiego dealu, że dostaniemy 500 zł na dziecko, ale mamy za to zapłacić akceptacją dla niszczenia państwa prawa. Ale też nie damy się zagonić do wielkiego obozu obrońców liberalnego status quo, w którym mielibyśmy żyrować plany prywatyzacyjne Ryszarda Petru, ograniczanie praw pracowniczych i cięcia socjalne. Razem mówi: jest trzecia możliwość. Można realizować taką politykę, w ramach której będziemy mieli zarówno gwarancję praw socjalnych, jak i demokratycznych wolności. Jest możliwa Polska, która będzie nie tylko bardziej socjalna, ale też bardziej demokratyczna. To różni nas od jednego i drugiego obozu. Myślę, że coraz więcej Polaków ma dosyć wojny PiS-AntyPiS, która donikąd nas nie prowadzi.

Stefan Niesiołowski powiedział, że Adrian Zandberg odebrał głosy SLD i doprowadził Kaczyńskiego do władzy. Co Pan na to?

 - SLD sam popełnił samobójstwo. Najpierw wystawiając na prezydentkę Magdalenę Ogórek, a potem oddając kierownictwo w ręce skompromitowanego tandemu Miller-Palikot. My, wbrew pozorom, nie mieliśmy z tym wiele wspólnego. Na Razem głosowali oczywiście ludzie, którzy wcześniej popierali SLD, PiS czy PO, ale też bardzo wielu takich, którym przywróciliśmy nadzieję, że w ogóle warto głosować. Czy pojawienie się Razem doprowadziło Kaczyńskiego do władzy? Nawet gdyby partia Millera przeczołgała się cudem ponad progiem, to PiS i tak by rządził. Jedyna różnica polegałaby na tym, że brakujących posłów dobrałby sobie spośród nacjonalistów, wprowadzonych do Sejmu przez Kukiza.

Pomagają przywrócić nadzieję

Czy Razem ma pomysł na to, jak przekonać wyborców i zrealizować swój program?

 - Musimy udowodnić, że zasługujemy na zaufanie. Nie tylko mówiąc o naszym programie w mediach, ale też na co dzień, działając w obronie pracowników, lokatorów, wszystkich tych, których III RP zostawiła za burtą. Chcemy stworzyć sieć centrów społecznych - miejsc, do których będzie można przyjść po pomoc prawną, skorzystać z zajęć edukacyjnych, dowiedzieć się, jak założyć związek zawodowy. Ludzie muszą uwierzyć, że inna polityka - taka, która stoi po stronie pracowników, a nie wielkiego biznesu - naprawdę jest możliwa. Wielu straciło tę nadzieję, naszym zadaniem jest pomóc im ją odzyskać.

Razem tym różni się od większości partii na polskiej scenie politycznej, że ma program socjalny i podatkowy, który się dopina. To powinno być oczywistością, ale niestety większość partii politycznych w naszym kraju o to nie dba. To zresztą także przypadłość rządzącego PiS-u. Ciągle nie wiadomo, jak rząd Beaty Szydło chce sfinansować skądinąd słuszne podniesienie kwoty wolnej czy zasiłki na dzieci. Niestety, PiS boi się skonfrontować z bogatymi przedsiębiorcami i podnieść podatki, więc obawiam się, że ich pomysł na finanse to zadłużanie państwa. A to nie jest bezpieczna droga.

Marszałek Piłsudski stwierdził kiedyś: „Kto nie był socjalistą za młodu, ten na starość będzie s…synem”. Zgadza się Pan z taką opinią?

 - Akurat Piłsudski socjalistą był także w wieku dojrzałym. Jego dryf ku prawicy i autorytaryzmowi miał miejsce po pięćdziesiątce. W realiach tamtej epoki był już starszym panem. Często zapominamy, że ojcowie polskiej niepodległości to byli właśnie demokratyczni socjaliści, ludzie tacy, jak Ignacy Daszyński czy Feliks Perl. To socjaliści walczyli z bronią w ręku przeciwko caratowi, z którym kolaborowała prawica. To dzięki socjalistom w niepodległej Polsce wprowadzono ośmiogodzinny dzień pracy, prawo do tworzenia związków zawodowych, równouprawnienie kobiet. Lewica ma w Polsce historię, z której może być dumna.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Maciej Chrobak