Na grudniowej sesji Rady Miejskiej Bielska-Białej radny Bronisław Szafarczyk zainteresował się sprawą wypadku drogowego na ul. Hałcnowskiej, w którym śmierć poniosła 37-letnia kobieta. Czy do tragedii mogło dojść wskutek zaniedbań służb miejskich?

W swojej interpelacji radny Bronisław Szafarczyk odwołał się do naszego artykułu, w którym pisaliśmy o warunkach drogowych panujących tego dnia na ul. Hałcnowskiej. - W momencie zdarzenia nawierzchnia jezdni była śliska. Kierowcy przejeżdżających samochodów raz po raz hamowali, auta ślizgały się na drodze. Pomimo policyjnych wezwań, do godz. 8.40 na ul. Hałcnowskiej pługopiaskarki nie było - pisaliśmy w artykule Kolejny wypadek śmiertelny - foto. Radny PiS zapytał prezydenta Jacka Krywulta, czy do wypadku mogło dojść wskutek zaniedbań służb miejskich.

W pisemnej odpowiedzi, która teraz ukazała się na stronach Urzędu Miejskiego, pełnomocnik prezydenta Bielska-Białej Henryk Juszczyk poinformował, że 21 grudnia w godzinach porannych nie prowadzono działań z zakresu zimowego utrzymania miasta. - Dyspozytornia SITA ZOM nie otrzymała żadnych sygnałów od jednostek, z którymi jest w stałym kontakcie (policja, straż miejska, MZK, MZD) o występujących utrudnieniach w ruchu drogowym - czytamy. Urzędnik dodaje, że pługopiaskarka na wskazany odcinek ul. Hałcnowskiej została wezwana przez policję dopiero po zdarzeniu drogowym.

Henryk Juszczyk wyjaśnia, że z uwagi na ukształtowanie terenu miasta, szczególnie w okresie późnojesiennym i wiosennym, przytrafiają się anomalie pogodowe powodujące miejscowe skoki temperatur i niewielkie oblodzenia dróg. - Biorąc pod uwagę fakt, że na terenie miasta znajduje się prawie 600 kilometrów ulic, to jeżeli w tym czasie występowały zjawiska pogodowe powodujące miejscowe występowanie śliskości jezdni, miały one jedynie charakter incydentalny i nie były do przewidzenia co do miejsca i czasu ich powstania - pisze pełnomocnik prezydenta Bielska-Białej.

bak