W bielskich szpitalach nasila się problem „euroseniorów”. Na oddziały trafiają ludzie w podeszłym wieku, zaniedbywani lub opuszczeni przez najbliższych. Zdarza się, że rodziny wymuszają przyjęcie seniorów do szpitala, mimo, że nie wymagają oni hospitalizacji.

Naczelnym problemem, z którym spotyka się personel bielskich szpitali jest niechęć rodzin do odbierania seniorów do domu. Dotyczy to głównie sytuacji, kiedy proces diagnostyczno-leczniczy się zakończył, lecz pacjent nie odzyskał całkowitej sprawności psychiczno-fizycznej.

Dylematy lekarzy

 - Kilka dni temu rodzina nie zgodziła się odebrać ze szpitala starszego mężczyzny w schyłkowej fazie choroby nowotworowej, któremu medycyna nie jest już w stanie zaoferować nic poza leczeniem przeciwbólowym - mówi lekarz z długoletnim stażem, pracujący w jednym z bielskich szpitali. - Takie leczenie można zapewnić w warunkach domowych, jednak najbliżsi pod względem mentalnym okazali się do tego zupełnie nieprzygotowani - stwierdza nasz rozmówca.

Rozmowy z rodziną i perswazje odbywają się w takich przypadkach często w niemiłej atmosferze, bo krewni starają się za wszelką cenę przedłużyć pobyt seniora w szpitalu. W takich sytuacjach personel szpitalny zawsze staje przed dylematem, czy powiedzieć choremu, że rodzina nie chce go odebrać, czy też w trosce o jego psychikę ukryć prawdę, robiąc dobrą minę do złej gry.

 - Sporadycznie zdarzają się też przypadki wymuszania przyjęć osób, które nie wymagają hospitalizacji - przybliża lekarz. - Niekiedy jest to podyktowane niemożnością zapewnienia seniorowi całodziennej opieki w czasie, gdy członkowie rodziny są w pracy. Bywa jednak, że rodzina zwyczajnie chce wyjechać na wczasy i nie ma co zrobić z seniorem - przyznaje, dodając, że w takich sytuacjach na izbach przyjęć nieraz dochodziło do awantur, gdy członkowie rodziny upierali się przy swoim i próbowali zastraszać lekarzy.

Problem się nasila

Zdarza się, że po kilku dniach od wypisania senior wraca do szpitala, ponieważ jego stan się raptownie pogorszył. - Przy przeglądaniu dokumentacji odkrywamy potem, że do starego wypisu są podpięte niezrealizowane recepty - żali się pracownik szpitala.

Najczęstszą przyczyną problemów w opiece nad osobami starszymi jest to, że rodzinie brakuje dostatecznej wiedzy i doświadczenia. Powodem zaniedbań są jednak również wygoda i brak empatii u najbliższych. - Problem jest coraz bardziej zauważalny i się nasila - przyznaje lekarz pytany o skalę zjawiska. Wynika on jego zdaniem z utraty przez rodziny zdolności do opieki nad swoimi seniorami.

 - Stało się tak w następstwie przekształceń społeczno-ekonomicznych, jakie dotknęły w ostatnich dekadach instytucję rodziny - zauważa. - Kiedyś miała ona charakter wielopokoleniowy, a umiejętność opieki nad osobami starszymi była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj ten model zanika - ubolewa nasz rozmówca. Spostrzeżenia te potwierdzają inni bielscy lekarze, którzy problem definiują przez analogię do zjawiska tzw. eurosierot.

Nie chcą się obudzić

 - Obok „eurosierot” pojawiają się „euroseniorzy” - przybliża lekarka pracująca w innym szpitalu. - Eurosieroty wychowywane są przez dziadków, gdyż ich rodzice wyjechali do pracy za granicę. Euroseniorzy są pozostawieni sami sobie, ich dzieci mieszkają często na drugim końcu Polski lub za granicą. Kontaktują się ze sobą od święta. Są to zwykle tylko rozmowy telefoniczne - dodaje.

Nasza rozmówczyni uważa, że naukę opieki na osobami starszymi należy wprowadzić do szkół. Powinna się znaleźć w programie przysposobienia do życia w rodzinie. Jej zdaniem, nic jednak nie zastąpi więzi rodzinnej, która powinna być utrzymywana i pielęgnowana.

 - Słyszymy nieraz od pacjentów w starszym wieku, odtrąconych przez najbliższych, żeby im dać coś, po czym się już nie obudzą - mówi pani doktor. - Kiedy jednak rodzina okaże im odrobinę zainteresowania, nadzieja i ochota do życia wracają. Żyjemy w kraju, którego mieszkańcy to w większości katolicy. Pamiętajmy więc o czwartym przykazaniu: Czcij ojca swego i matkę swoją - apeluje lekarka.

MCI