Chcą powrotu święta ulicy
Po raz ostatni Święto Ulicy 11 Listopada celebrowane było w Bielsku-Białej pięć lat temu. Dwudniowa impreza organizowana w centrum miasta cieszyła się ogromnym zainteresowaniem bielszczan. Projekt upadł ze względów finansowych. Teraz z apelem o powrót do organizacji ulicznej fiesty zwrócił się radny Marcin Lisiński.
Obchody święta bielskiego deptaka zainaugurowano w 2007 roku. Dwudniowy program imprezy organizowanej pod koniec czerwca składał się m.in. parady ulicznej oraz Jarmarku Galicyjskiego na placu Wolności. Ostatnia, czwarta edycja imprezy odbyła się pięć lat temu. Od tamtej pory święto zniknęło z kalendarza kulturalnego Bielska-Białej.
Atrakcyjna lekcja historii
W miniony wtorek na sesji Rady Miejskiej o powrót do tradycji organizowania święta zaapelował radny Marcin Lisiński, który przypomniał niektóre atrakcje święta. Stylizowaną na XIX wiek ulicą 11 Listopada kursowały wówczas dorożki, na moście na Białej odbywała się odprawa graniczna, a stylowo ubrani gazeciarze kolportowali okolicznościową „Gazetę Bielską”. - Zwracam się z prośbą, aby władze miasta powróciły do tradycji organizowania tego święta począwszy od przyszłego roku - wzywał radny.
W swojej interpelacji radny z klubu KWW Jacka Krywulta podkreślał, że Święto Ulicy 11 Listopada nie tylko zapewniało rozrywkę, ale w znakomity sposób przybliżało mieszkańcom miasta historię Bielska-Białej. Marcin Lisiński zaproponował, by niektóre miejskie imprezy plenerowe o charakterze kulturalno-rozrywkowym odbywały się na ul. 11 Listopada oraz placach Wolności i Wojska Polskiego.
Był entuzjazm - zabrakło kasy
Z pytaniem o przyczynę zaprzestania popularnych obchodów święta zwróciliśmy się do Biura Promocji i Wystaw "ASTRA", które organizowało imprezę. Okazuje się, że została ona zawieszona z powodów finansowych. - Zmusił nas do tego problem z pozyskiwaniem sponsorów. Podczas ostatniej edycji imprezy, która odbyła się w 2010 roku mieliśmy trudności z dopięciem budżetu - przyznaje prezes "ASTRY" Eugeniusz Kropka, który nie ukrywa, że żal mu fiesty.
- Wkładaliśmy w to całe serce, wiele osób przy organizacji święta pracowało społecznie. Największe koszty związane były z wynajęciem sceny, zatrudnieniem aktorów oraz muzyków - dodaje nasz rozmówca. Budżet imprezy nie przekraczał kwoty 150 tys. zł. - W większości były to pieniądze gminne i ewentualny powrót do organizacji święta w głównej mierze zależy od władz miasta, które były współorganizatorem festiwalu - kończy Eugeniusz Kropka.
Bartłomiej Kawalec
Galeria:
Komentarze 25
Bielsko będzie miało swoją dworcową galerię handlową i git.
Cieszcie się mieszczuchy ;)
Eh, żal patrzeć gdy tak ginie piękne miasto :(
przecież to miasto na swych ulicach centrum żyje tylko dlatego ,że jeżdżą auta !!!!
Nie wiem czemu się dziwisz że na te durnoty które wymieniłeś są pieniążki przecież to koledzy naszego wszechwladnego czerpią zyski , a wieża na Szyndzielni ledwo stoi bo się kiwa na wszystkie strony i szybko jakąś firma /oczywiscie odpowiednio wybrana / będzie musiała przeprowadzić remont i znów kolesie zarobią bo trzeba będzie pracę odebrać itp
Ale komuś przeszkadzało strzelanie z dział...
Państwo Chorąży wkładali w ten event moc serca i sporo pracy społecznej.
A w Ratuszu brakło chęci wsparcia i 30 koła złociszy na imprezę organizowaną co dwa lata.
Do obu tradycyjnych imprez należałoby powrócić - może zamiennie, konkurencyjnie i naprzemiennie co dwa lata święto ulicy oraz jarmark średniowieczny?
Ale na idiotyczną wieżę na Szyndzileni czy dzierżawę Dębowca są pieniąze. O stadionie i kwiatach w loży prezydenta już nie wspominam.





Klauzula informacyjna ›