- My się cały czas uczymy - w ten sposób Piotr Szalbot, wiceprezes Karpackiej Spółdzielni Mieszkaniowej tłumaczył wczoraj lokatorom bloku przy ul. Pięciu Stawów 7, dlaczego otrzymali dodatkową opłatę za to, że nie segregują śmieci. Dyskusja była burzliwa.

O sytuacji w bloku przy ul. ul. Pięciu Stawów 7, gdzie zastosowano wobec lokatorów zasadę odpowiedzialności zbiorowej pisaliśmy w artykule Ludzie się nie poddadzą. Tyle tylko, że kara, którą nałożyło na nich miasto odnosi się do miesięcy, kiedy altana śmieciowa była ogólnodostępna. Dlaczego więc wszyscy mieszkańcy muszą płacić za zaniedbania władz spółdzielni?

Do zebrania mieszkańców z kierownictwem KSM doszło wczoraj wieczorem. W trakcie burzliwej dyskusji okazało się, że spółdzielnia nie odwołała się od decyzji prezydenta miasta, nakładającej dodatkową opłatę za niesegregowanie śmieci. Prawo daje jej taką możliwość. Lokatorzy bloków przy Pięciu Stawów 7 mają zapłacić w sumie ponad 8 tys. zł kary.

 - Nie było ostrzeżeń, że jest źle prowadzona segregacja. Państwo nie informowaliście nas o tym, że będzie przy altanie komisja przedstawicieli miasta, a także Sity, która sprawdzi, czy śmieci są segregowane. Altana do połowy października była dostępna dla wszystkich. Dopiero od tygodnia jest zamknięta. Zaledwie kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że należy do naszego bloku. Mieszkam tu od lat 80. ub. wieku, nigdy spółdzielnia o takiej sprawie nie informowała. Teraz nagle mam płacić karę za nie swoje śmieci - denerwowała się pani Ewa. Jeden z mieszkańców złożył wniosek, aby przy kontrolach miasta oraz Sity obecni byli mieszkańcy bloków z Pięciu Stawów 7.

Na koniec ponad godzinnego spotkania radca prawny spółdzielni poinformował, że jeżeli mieszkańcy zgodzą się wystąpić w charakterze świadków, spółdzielnia złoży wniosek o wznowienie postępowania administracyjnego w sprawie dodatkowej opłaty za nieposegregowane śmieci. Lokatorzy wyrazili zgodę.

Tekst i foto: sza