Postępowanie w tej sprawie prowadzili policjanci z Pszczyny, aby zachowana została bezstronność. Do niedawna pani Marzena przekonana była, że jest ofiarą drogowego zdarzenia. Właśnie przedstawiono jej zarzuty. Stała się sprawcą, choć to w tył kierowanego przez nią samochodu wjechał nieoznakowany radiowóz. 

Jest 29 kwietnia. Pani Marzena, wraz z dziećmi, jedzie ulicą Tańskiego w Bielsku-Białej. Włącza kierunkowskaz, patrzy w lusterka i nie widząc żadnego samochodu jadącego za nią, skręca w lewo, w ulicę Skrzydlewskiego. Nagle słyszy huk. - Poczułam, że ktoś we mnie wjechał - opowiada kobieta. Zjeżdża więc w zatoczkę koło szkoły i nagle słyszy sygnał policyjnego radiowozu. - Odwróciłam się i zobaczyłam granatową skodę z kogutem na dachu, która również się zatrzymała. Okazało się, że to policja. Samochód był nieoznakowany, a ja oraz moje dzieci nie słyszeliśmy wcześniej sygnału - dodaje pani Marzena.

Przeszkadzała policji?

Kobieta przekonuje, że policjanci w nieoznakowanym radiowozie uderzyli w nią dokładnie w momencie, gdy wykonywała manewr skrętu w lewo. - Nie zachowali żadnej ostrożności. Przeszkadzałam im na tej ulicy i dlatego mam być winna? To co miałam odfrunąć? - pyta pani Marzena, która prawo jazdy ma od 16 lat i m.in. jeździła jako zawodowy kierowca. 

Od policjantów z nieoznakowanego radiowozu dowiedziała się, że prowadzili pościg za pijanym kierowcą fiata pandy. - Rzeczywiście, taki samochód mnie mijał. Jechał bardzo nerwowo, wyprzedzał, trąbił i dlatego ja zwolniłam, bo nie wiadomo było, co kierowca pandy ma w planach. Uważam, że jechałam bezpiecznie i nie rozumiem dlaczego mam być za to ukarana - żali się kobieta. Przyznaje, że po kolizji na miejscu zdarzenia szybko pojawił się prokurator oraz inny radiowóz. - Mój samochód oglądali na wszystkie strony. Odnosiłam wrażenie, że stan skody ich w ogóle nie interesuje - podkreśla kobieta. Jeden z funkcjonariuszy tłumaczył pani Marzenie, że mają w skodzie łyse opony.

Sprawiedliwość w sądzie

Pani Marzena składała już wyjaśnienia w Komendzie Powiatowej Policji w Pszczynie. To właśnie tam prowadzone było postępowanie wyjaśniające. Wniosek o przeniesienie sprawy do Pszczyny złożył do szefa śląskich policjantów komendant z Bielska-Białej. - Chodziło o zachowanie rzetelności oraz bezstronności i wyłączenie z postępowania wyjaśniającego bielskich funkcjonariuszy - podkreśla Elwira Jurasz, rzecznik prasowy KMP w Bielsku-Białej.

Przebieg zdarzenia odtworzył biegły, który specjalizuje się w rekonstrukcji zdarzeń drogowych. Uznał, że to pani Marzena jest winna. Kobieta przez Facebooka poszukuje świadków zdarzenia. Zamierza się bronić. Nie mieści jej się w głowie, że jadąc zgodnie z przepisami, mogła „nie ustąpić przejazdu samochodowi uprzywilejowanemu, czym spowodowała wypadek”.

Sprawę ostatecznie rozstrzygnie sąd, który może powołać swojego biegłego. 29-latka, który pechowego dla pani Marzeny dnia szalał pandą, zatrzymano na ulicy Ikara. W wydychanym powietrzu miał 2 promile alkoholu.

Anna Szafrańska