Liczny zespół taneczny i aktorski, misterna scenografia, znany reżyser po raz pierwszy pracujący w naszym mieście - w Teatrze Polskim w obecności polityków i ludzi kultury z całej Polski odbyła się pierwsza w tym sezonie - i do tego jubileuszowa - premiera. Bielska scena obchodzi właśnie 125-lecie.

Wojciech Kościelniak, specjalista od musicalu, postanowił przenieść na deski teatru kolejną polską powieść. Wcześniej wziął na warsztat bohaterów "Chłopów" Reymonta, "Kariery Nikodema Dyzmy" Dołęgi-Mostowicza oraz "Lalki" Prusa. Artystę interesuje specyficzny typ bohatera, zwłaszcza postaci wielowymiarowe i niejednoznaczne. Właśnie dlatego do swojej kolejnej realizacji scenicznej wybrał powieść pt. "Sześć wcieleń Jana Piszczyka" Jerzego Stefana Stawińskiego.

Reżyser jest szczęśliwy

 - Jak większość Polaków, znam postać Piszczyka z filmu pt. „Zezowate szczęście”. To nie jest obszerne dzieło, daje szansę bez wycinania na stworzenie musicalu. Dużo trudniej adaptuje się skomplikowane narracje. „Sześć wcieleń Jana Piszczyka” jest niedużą książką, dlatego mogę ją przedstawić w całości, swobodnie podążając za autorem. Ta opowieść to dogłębna analiza losów człowieka, a jednocześnie groteska, co daje możliwość przyglądania się naszym polskim bohaterom z dystansem z perspektywy obserwatora. Jestem szczęśliwy, że mogłem zająć się tym tekstem. Składowe komponują się w ciekawą rzecz - mówi Wojciech Kościelniak, reżyser spektaklu.

Inscenizację poprzedziły kilkumiesięczne przygotowania zespołu aktorskiego. - Z racji jubileuszu mamy podczas tej premiery cały zespół na scenie. Były dwa castingi - aktorski, na który przyjechali ludzie z całej Polski, i choreograficzny, w którym wzięła udział niebywała liczba tancerzy. Myślę, ze magnesem dla nich były tytuł sztuki i nazwiska twórców - dodaje dyrektor Teatru Polskiego Witold Mazurkiewicz.

Jan Piszczyk jest prostym synem krawca, który ma w życiu niewyobrażalnego pecha. Jego węzeł tragiczny tym bardziej się zacieśnia, im bardziej dramatyczna jest historia dwudziestowiecznej Polski. Piszczyk za wszelką cenę stara się przystosować do otaczających go ludzi i warunków. Dlatego z czasem wymyśla swoją tożsamość i raz po raz zmienia wcielenia. Dla reżysera jest postacią i tragiczną, i komiczną. Ofiarą, ale w pewnych sytuacjach także oprawcą.

Rozczłonkowana rzeczywistość

Misternie skonstruowana, niezwykła scenografia autorstwa Damiana Styrny przypomina ogromne, zmieniające się na oczach widza karty do gry, a dzięki kostiumom aktorzy wyglądają jak manekiny. Na scenie dominuje kolorystyka mundurowej, oliwkowej zieleni, szarości i czerni. Stałym, symbolicznym elementem scenografii jest rozczłonkowane ciało - plastikowe głowy i kończyny pojawiają się w różnych momentach fabuły nie tylko jako obraz rzeczywistości wojennej Piszczyka.

„Sześć wcieleń…” jest więc sztuką, która zamiast skupiać się na humorystycznym charakterze opowieści o losach pechowego głupka, pokazuje symboliczny wymiar tej historii. Muzyka autorstwa Piotra Dziubka jest w większości sentymentalna, choć czasem podniosła, czasem oddająca grozę chwili, jak w momencie, gdy Piszczyk obrywa z powodu kształtu nosa raz jako Żyd, a innym razem jako członek ONR. Co ciekawe, na scenie pojawia się nowoczesna technologia, ale są także elementy teatru cieni oraz teatru lalkowego.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że łatwo z tej groteskowo-humorystycznej opowieści zrobić musical, jednak z drugiej strony posiada ona drugie dno. Gatunek musicalu rządzi się swoimi prawami: scena teatralna powinna mieć odpowiednie rozmiary do tańca, a orkiestra najlepiej jakby grała na żywo, na co w Teatrze Polskim nie ma miejsca. Na szczęście, twórcy spektaklu umiejętnie podzielili przestrzeń sceniczną, tak by zrealizować musical w pełnym tego słowa znaczeniu.

Dialog z publicznością

 - Praca z Wojtkiem zawsze jest dla mnie przygodą, bo tworzy on wymyślony świat, w którym się znajduję. Na tej kameralnej dla choreografa scenie ważne jest, by każda postać miała swój własny charakter. Pierwsze próby w lecie były trudne dla tancerzy, szczególnie dla amatorów. Teraz widzę zespół, w którym znajdują się osoby, które swobodnie tańczą. Zespół tego teatru doskonale radzi sobie w formie ruchowej. Dla widzów będzie to ciekawa forma - tłumaczy choreograf Jarosław Staniek.

Duże znaczenie w przedstawieniu Kościelniaka ma mimika i ruch sceniczny. - Bielski zespół aktorski posiada zdolność pracy ze spektaklem muzycznym. Udało się do tej sztuki pozyskać aktorów z zewnątrz, a to też jest ważne. W roli głównej występuje Sebastian Jasnoch, z którym już miałem okazję pracować. Nasza współpraca jest żywiołowa, pełna dowcipu. Moim zdaniem, jest on godnym następcą Kobieli - podkreśla reżyser spektaklu.

Rzeczywiście, odtwórca głównej roli zasłużył na gromkie brawa choćby za to, jak znakomicie moduluje głosem i umiejętnie nawiązuje dialog z publicznością. Warta uwagi jest także rola Agnieszki Rose, która wcieliła się w postać niespełnionej miłości Piszczyka, Joli.  

Podnieść się po upadku

Twórcy widowiska starali się w artystyczny sposób pokazać losy przeciętniaka na tle burzliwej historii Polski. Od spektaklu przygotowanego z okazji ważnego jubileuszu oczekuje się jednak więcej. Reżyser ma w tej sztuce własny pomysł, ale nie do końca jest on czytelny dla przeciętnego widza. "Sześć wcieleń Jana Piszczyka", mimo momentami humorystycznej fabuły, nie jest sztuką łatwą w odbiorze.

Chociaż na ogół nie chcemy się do tego przyznać, każdy z nas w jakimś stopniu utożsamia się z Piszczykiem. Przecież tak jak on, na różnych etapach życia jesteśmy sprowadzani do zera, a już w chwilę później potrafimy się podnieść i z jakąś wielką wiarą przeć do przodu.

Agnieszka Pollak-Olszowska

Foto: Dorota Koperska